Miesięczne archiwum: Sierpień 2013

Jak komisja mnie macała w majestacie prawa i z namaszczenia urzędu.


   Niedawno po wielkich bojach z urzędem miasta; sprostowaniach w „wadliwie” wypełnionym wniosku, dosyłaniu dokumentów, prostowaniu terminów, oraz otrzymywaniu dziwnych zawiadomień. Po kilka w jednej kopercie. Dotyczących głównie terminów tj. braku terminu przesunięcia terminu oraz tego, że ów upłyną. 
   Rozumiem, że lasy deszczowe giną, jest kryzys i trzeba oszczędzać, ale to już gruba przesada żeby pisma, które powinny przyjść jedno po drugim zgodnie z terminami urzędowymi w odstępach 2-3 tygodni przyszły mi w jednej kopercie zupełnie po terminie i do tego napisane w debilny sposób. Jakby przez wtórnego analfabetę. Mniejsza już o to w końcu danego dnia z upragnioną dodatkową dokumentacją medyczną, jakby tej właściwej było kurwa mało i jakby ją ktokolwiek przeczytał, stawiłem się na komisji. Choć komisja to dużo powiedziane. W jednej salce stały trzy stoły bez parawanów jeden koło drugiego i jeden regał na klucz. Chyba na dokumenty postawiony niedbale na środku sali. W zamyśle twórcy tego burdelu miał zadaje się imitować parawan. W praktyce zabierał tylko światło. Przy każdym stole siedziała pracownica socjalna zmęczona życiem i słuchaniem narzekań ludzi. Słyszałem co dolega i co boli fizycznie i życiowo sąsiadów z pozostałych dwóch stolików, a oni słyszeli co jest mi. Warunki do rozmowy z pracownikiem socjalnym, która jest bądź co bądź krępująca, po prostu „super”. Po rozmowie z panią socjalną, która średnio kumała, że poza odpowiedziami „tak” i „nie” są jeszcze inne odpowiedzi udałem się powrotem na korytarz pełen starych schorowanych i udręczonych ludzi tłoczących się na równie brzydkich co niewygodnych ławkach. O dziwo długo nie czekałem na swoją kolej.
   Z pokoju obok wyszedł jakiś wąsacz, który wparował dosłownie dziesięć minut wcześniej do socjalnego po coś tam i wesoło gawędził z socjal-lady, która mnie przyjmowała w trakcie gdy ta mnie przyjmowała.  Oboje mieli przy tym w dupie moją obecność. Teraz ów bliżej nieokreślony wąsacz z wyglądem i stylizacją na przedstawiciela podkarpackiego elektoratu PIS. Zaczął z niecierpliwością w głosie wywoływać ludzi. Padło kilka nazwisk nikt się nie odzywał więc kolejno wywoływał dalej aż usłyszałem swoje. Weszliśmy z mamą do pokoju zajęliśmy miejsca i siedzimy. Moja mama jest moim przedstawicielem prawnym z racji tego, że jak jest gorzej to po prostu ktoś musi podpisywać papiery itd. Więc weszła ze mną bo uparła się ze ona lepiej umie rozmawiać z lekarzami, a ja wychodzę w wywiadzie na super zdrowego. Myślę ok, jak tak chce niech ma i zderzy się z rzeczywistością. No i się zderzyła…
Pan dr znużony swoją niewdzięczną pracą i ignorancją petentów wobec jego kaprysów, widzimisię i innych problemów z dupy w tym, że w ogóle musi tu być, bo kasa powinna mu spływać na konto już za samo ociekanie zajebistością i wybitny umysł medyka, spytał o dowód. Podałem. Tu moja matka popełniła pierwszy błąd otóż uprzejmie zagadnęła, że ma wnioskowaną w piśmie dodatkową kartotekę. 
   To, że skserowanie kartoteki w szpitalu bo tylko na taki wariant pozwala szpital i przepisy kosztowało nas prawie 100zł, a w zwykłym ksero tego ksera zapłaciliśmy niecałą 10chę to nawet nie wspomnę. To że była skserowana jak przez mumina lub robotnika przymusowego to też osobna historia. Wróćmy jednak do naszego konowała we wpuszczonym w gacie T-shircie koloru khaki, który odwarknął, że jak będzie mu potrzeba to on powie. Potem kilka standardowych pytań z cyklu wykształcenie waga wzrost itd. I sakramentalne pytanie „czego chcecie?”. No my tzn. ja chcę rozszerzyć grupę o dodatkowe oznaczenie tj. o oznaczenie dotyczące chorób układu krążenia. To też wyłuszczyłem, krótko. Chłop wziął kartotekę, o którą urząd wysłał monity itd. Stwierdził, że mu nie potrzebna bo on zna wie czytał w domyśle ma to w dupie. I nie da bo nie ma podstaw. Ciśnienie ok. bo są leki. Jazdy na pogotowie się każdemu zdarzają, a ja- i tu najlepsze- znaczny już mam więc o co mi chodzi? I tu kilka słów wyjaśnienia. Brak jednej z głównych arterii organizmu nie jest w myśleniu naszych lekarzy orzeczników, a już na pewno nie tego wąsatego konowała bez paradującego bez kitla po przychodni jak po swojej zagrodzie, upośledzeniem układu krwionośnego. To coś jakby człowiekowi bez nogi usiłować wmówić nie ma niepełnosprawności ruchowej tylko neurologiczną lub wzroku. W końcu jak nie widać nogi to może wzrok się zespół albo główka szwankuje i są urojenia. Na moje pytanie to jak on to widzi usłyszałem, że wojewódzki orzecznik dał mi znaczne pokarmowe no to mam pokarmowe i co mi tak zależy na tym poszerzeniu? Co mi to da? Wtedy ręce mi już opadły, ale spróbowałem wyjaśnić, że da mi to możliwość ubiegania się o program aktywizacji zawodowej w prywatnej fundacji itd. Poza tym co obaj wiedzieliśmy rozszerzenie nie zuboży państwa bo ani większa renta ani zasiłek pielęgnacyjny większy przez to nie będzie. Co więcej jeśli bym został beneficjentem i zaczął pracować to od pensji by szły podatki plus kolejne od konsumpcji w końcu VAT to nie byle co… Lekarz przerwał chamskim DOŚĆ! I skończyła się wizyta. Warto dodać, że  podczas wizyty konował się wymądrzał jeszcze, proponował mi operacje na ciśnienie. Nie wiedział gdzie, ale gdzieś słyszał, że można i w moim przypadku to na 100% poskutkuje. Dziekan UJ uważa inaczej, no ale co tam zwykły profesor w starciu z wszechwiedzącym orzecznikiem. Konował w czasie przyjęcia mnie zdążył jeszcze pokrzyczeć i być arogancki dla jakiegoś chłopa z depresją i wysłać go na kolejne badania. Cała sytuacja była rodem ze Szwejka lub CK dezerterów. Lekarz kontra symulant jak na komisji wojskowej. 
   Wreszcie orzecznik zajął się po tej 10minutowej akcji nami już na dobre. Pokrzyczał na mnie, a ja na niego  powymądrzał się i powyżywał też na matce oraz „pomacał” brzuch. Do tej pory myślałem, że brzuch się bada, ale co tam, widzę, że i ja i ludzie z dorobkiem naukowym w dziedzinie medycyny się mylili- brzuch się maca. No więc wymacany i na końcu za drzwi wyjebany zakończyłem wizytę na jednoosobowej komisji orzekającej o moim stanie zdrowia.

Po takich akcjach jak wyżej opisana. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że powiatowy lekarz orzecznik to najczęściej największy tuman w okolicy. Taki co to nikt nie chciał. Ani na  prywatną praktykę, ani do najgorszego ośrodka zdrowia, a jak próbował swoją działalność otworzyć to pacjenci pouciekali i teraz się skurwiel przyszedł mścić na społeczeństwie.

  

Myślicie że się poddałem nic podobnego. Mam czas napiszę odwołanie i a jak to nie poskutkuje to jest jeszcze TVN i Elżbieta Jaworowicz


Teoria obłędu


   Komputer nie odpowiada. Zawiesił się więc wciskasz przysłowiowy ENTER raz, drugi, trzeci, czwarty… w końcu napierdalasz w klawiaturę jak potłuczony raz a razem w ten sam klawisz i… no właśnie i jak to się mówi “i taki chuj”. W teorii jakby tak pomyśleć, to nie trzeba być informatykiem żeby wiedzieć już po 2óch max 3ech próbach, że jak coś nie działa to nie działa i już. Życie to nie nabożeństwo w Licheniu cudów nie ma, coś nie skutkuje to nie skutkuje i nawet za setnym razem, po wykonaniu tej samej czynności, nie będzie skutkować. Więc czemu ludzi bawią się jak upośledzeni umysłowo z klawiaturą lub myszą!? Bo sami, chcąc być w chory sposób konsekwentni, nieświadomie wpisują się w teorię obłędu.
   Zresztą o ile wojna z kompem, automatem do coli czy czymś podobnym jeszcze może być tłumaczona nerwami, to jak wytłumaczyć ten sam schemat w relacjach międzyludzkich? No tu parafrazując klasyka zaczynają się schody. Ale spoko, nawet największe życiowe debilizmy takie jak powtarzanie w kółko randek z neurotyczkami lub szukanie na konkubenta kolejnego recydywisty-alkoholika są ponoć wytłumaczalne. Ponoć bo ja dla powielania podobnych wzorców nie znajduje tłumaczenia i głupoty nie wybaczam. Czy jest więc jakiś sposób żeby nie robić w kółko, jak zacięta płyta takich samych chorych akcji. Jest tylko trzeba na to pracy, chęci zmiany, i ogromnego samozaparcia w wypracowaniu nowego wzorca. Wzorca rozsądku, który jasno mówi że jak coś nie działa to próbujemy czegoś innego. Jak nie mamy pomysłu czego, to próbujemy czegokolwiek nawet na oślep przynajmniej efekt będzie inny od poprzedniego i a nóż trafimy na odpowiednie rozwiązanie. Najzabawniej takie akcje wyglądają w związkach dzwoni do ciebie znajomy, że kolejna laska dała mu kosza i pyta co robi źle. Dzwoni koleżanka, że facet ją znowu wykorzystał i coś tam, coś tam i czemu tak? Ty już wiesz czemu dla czego i co. No właśnie i co z tego, że wiesz i nawet wytłumaczysz, jak za góra miesiąc, dwa masz kolejny telefon. Wtedy już pozostaje tylko jedna odpowiedź na pytanie „CZEMU”?- „BO NIE MA DŻEMU” 
I tym optymistycznym akcentem byśmy zakończyli.

PS.
   Błędy robi każdy to jest do wybaczenia bo tylko ten się nie myli kto nie robi nic. Powielanie głupot to już czysty obłęd. Obłędu się zaś nie wybacza obłęd się leczy, a jeśli to nie skutkuje no to cóż jak wariat ma napad to się ucieka.  I tym optymistycznym akcentem byśmy teraz już naprawdę skończyli. 

Czasem coś we mnie pęka


   Jednego dnia dostałem zawiadomienie, że należny mandat z przed 2 miesięcy potrącają mi z renty puls oczywiście koszty tego procederu czyli jakieś 25 złotych. W skrócie obrobili mnie z całej renty. Tu zero protestu, bo z mojej winy i w wyniku mojej głupoty, ale to za chwile. Tego samego dnia przeczytałem też artykuł jak to „rozmawiali” ludzie z rządu z rodzicami dzieci takich jak ja, czyli chorych ciężko i nieuleczalnie. Co  ma jedno do drugiego. Niby na pozór nic. 
   Spójrzmy jednak na to z odrobinę innej strony. Żyjemy w pojebanym kraju z elitami, których moralność jest podobna do moralności Idiego Amina i tirówki u schyłku kariery razem wziętych to wie każdy i nie trzeba do tego kończyć żadnych specjalnych szkół. Ja się już dawno pogodziłem z tym jak w tym kraju jest i ze stoickim spokojem staram się robić swoje i nie przejmować, a każdemu kto mnie pyta skąd mój spokój i jakaś taka dziwna radość radzę to samo. Rób swoje i olej i resztą się nie przejmuj i tak na to nie masz wpływu. Raz na czas jednak we mnie coś pęka. Rzeczywistość dochodzi już do takiego momentu krytycznego, że chwyta mnie  nieziemski wkurw i bulwers, wtedy coś we mnie wybucha. Co tym razem mnie rozwaliło?!

   To, że jechałem na czerwonym i ostałem 6pkt i do tego 500zł to wiem, że zrobiłem źle i muszę to zapłacić. Zdziwiła mnie szybkość i to, że bez żadnego uprzedzenia ani ponaglenia przysłano w niespełna 2 miesiące pismo, iż zajęto mi moje świadczenie rentowe prawie w całości, które jest jedynym moim źródłem dochodu, w celu wykonania kary na rzecz państwa. No cóż widać, że nasze skundlone elity rządzące nie mają żadnych, ale to żadnych innych pomysłów na to jak radzić sobie z dziurą w budżecie, jak tylko skłonić społeczeństwo, swoimi metodami nakładania i ściągania słusznych czy też nie kar, do zejścia do podziemia. Odłożyłem to pismo z radosnymi informacjami, które mi przyszło do domu i wszedłem na Onet. Mój ulubiony portal plotkarski. W końcu zabrali to zabrali raz, że słusznie, dwa już nie oddadzą więc co się martwić. Na Onecie czytam, że mama jakiejś chorej na porażenie mózgowe dziewczynki domaga się eutanazji dla siebie i dziecka. Myślę wesoło zobaczmy gdzie takie cuda? Okazuje się, że w Polsce. Robi się ciekawie, więc czytam dalej i napisane jest tam, że rząd ma ich w dupie. Myślę nic nowego. Więc czytam dalej o co chodzi. Okazuje się, że im dalej w tekst tym lepiej: rodzic opiekujący się dzieckiem lub inną osobą chorą z rodziny może dostać od państwa 625zł miesięcznie za opiekę 24/7 nad takim człowiekiem. I nikt się nie kwapi żeby to zmienić. Wydrzeć kasę od nas obywateli sprzeniewierzyć ją i jeszcze wytoczyć proces o zniesławienie temu kto śmie się spytać gdzie nasze pieniądze to przedstawiciele naszych elit potrafią.  Najlepsze jest to, że potrafią to wszyscy zarówno postkomuna jak i styropian na koniczynie i tęczowych świrach skończywszy. W tym wypadku kolejka jest chętnych do takiego działania długa. Jednak kiedy przychodzi zrobić coś z sensem i pomyśleć jak państwo ma zadbać o swoich najsłabszych obywateli to już nie widać ani pomysłu ani tym bardziej ewentualnych chętnych do jego realizacji. Co mnie osobiście strasznie złości zwłaszcza, że wiem, że kiedyś każdy z nas może potrzebować takiej pomocy w końcu los nie wybiera, a na dłuższą metę większości nie stać na prywatną całodobową opiekę. Więc może jakaś podwyżka opiekunom tych najbardziej bezbronnych i poszkodowanych przez los by się przydała żeby nie pozdychali z głodu i nie musieli żebrać choćby o jedzenie lub poważnie myśleć o samobójstwie. Moim zdaniem najniższa krajowa to już byłby przełom. Po prostu poziom egoizmu i skurwysyństwa naszych rządzących- WSZYTKICH BEZ WYJĄTKU-mnie przeraża. W taki sposób drąc tylko kasę i nie dając nic w zamian ten kraj w krótkim czasie będzie skansenem zamieszkałym przez tych, którym nie udało się stąd uciec, bo nawet pospolity złodziej stąd spierdoli no bo jak okraść kogoś kto nic nie ma?! A ja sam zaczynając bloga obiecałem sobie, że Hejnów nie będzie no, ale rzeczywistość mnie jednak czasami przerasta.  

Dieta i wspomnienie dzieciństwa dogórynogami.


    
   Po obiedzie zwykle jest sjesta i wtedy człowiek czasem dżemie a czasem zwyczajnie leży nic nie robi odpoczywa i myśli. Mnie wtedy nachodzą takie moje poobiednie refleksje czasem mądre, a czasem nie. Poniżej jedna z najświeższych. :)
    Pod koniec swojego życia trafiłem na dietę i to taką, której chcąc nie chcąc muszę przestrzegać. Próbowałem ją olać. Nie da się i to jest w tym najgorsze. Za to jedząc to co jem mam poczucie wracania do lat dziecięcych oraz czasu dorastania. Czy to możliwe żeby jedzenie dawało takie wspomnienia i odczucia. Pewnie, że tak. U mnie odbywa się to jednak nieco inaczej niż w opisie, który by się zaczął mniej więcej tak: „Zapach ciasta drożdżowego i ciepłego kompotu z jabłek przypomina mi kiedy byłe mały a babcia…” Nieco inaczej czyli jak ? Ano tak…
    …Tak mam dietę chujowo-niskobiałkowo-warzywno-owocowo-ziemniaczano-gotowano-gównianą. Cześć moich posiłków przypomina jakieś megapojebane wariacje na temat zupek gerbera, reszta to głównie ziemniaki i jakieś zajebiście drogie i syfne w smaku suplementy. Codziennie wmawiam sobie, że jest to dobre i robię co mogę aby dodać choć troszkę smaku do tego. Czasem nawet próbuję oszukać rzeczywistość i wyciągam z lodówki coś niedozwolonego lub idę do jakiegoś lokalu i zamawiam coś małego, coś dobrego, coś normalnego i coś co mi szkodzi w jednym. Z tym jak z piciem wiesz, że rano trzeźwiejąc będziesz żałował, ale mimo to i tak co jakiś czas z uporem maniak powtarzasz czynność ciesząc się chwilą i łudząc, że tym razem będzie inaczej. Kiedy jem to czego normalnie nie powinienem czuję się jak gówniarz co pali fajki w krzakach za szkołą tak żeby rodzice nie widzieli. Taki powrót do lat dorastania. Potem lekko zmroczony niczym po pierwszym w życiu sztachu fajka (nie od razu, ale tak po godzince lub pół od spożycia posiłku tak mam) wracam do domu radosny zdrzemnę się chwilkę lub poleżę chwilę lub dwie, aż mi przejdzie. Tak, to przypomina troszkę takiego swoistego tripa jak po zielonym czy dropsach. Mój trip jest jednak inny jest to taki trip pogastorfazowy. Ma go niewielu ludzi w tym ja. Taki elitarny klub uwalonych i na wykończeniu J

Sens życia w sumie po ch… żyjemy !?



   Zastanawiałeś się kiedyś nad sensem życia lub pytałeś czemu ja?? Chyba każdy z nas to robił. Wydaje się, że nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Ja sam uważam, że słusznych odpowiedzi jest kilka w zależności od Twojego charakteru i wyznawanych wartości. Sens życia nadajemy sobie sami swoim działaniem, a każdy z nas jest w jakiś sposób potrzebny. No może poza funkcjonariuszami straży miejskiej w obecnym ustroju i ORMO w poprzednim. Jesteśmy elementem większej całości. Dla jednych to znaczy, że całość by się bez nas nie obyła. Dla innych to stwierdzenie oznacza tylko tyle co bycie  trybem- kółkiem w maszynie. Pytanie tylko czy maszyna będzie działać bez wszystkich części ? Moim zdaniem NIE, a  nawet jeśli, nie będzie działać dobrze. Tak więc każdy z nas jest potrzebny i to czyni nasze życie sensowne.
   Czemu ja ? czemu mnie to spotkało? odpowiedzi są dwie jedna dla wierzących, że jest to nieodganiony dla ludzi plan boży i należy w bogu pokładać nadzieje i z niego czerpać siłę do walki z wszelkimi przeciwnościami losu. Ja jako sceptyk nie lubię tej odpowiedzi i mi ona nie wystarcza, ale u wierzących skutkuje. Bardzo często i dając nadzwyczajne efekty włącznie z całkowitymi uzdrowieniami. Drugi wariant mniej optymistyczny to wariant totolotka i tego, że decyduje ślepy los i wali na chybił trafił. Dostajesz taki pakiet genów, a nie inny plus takie warunki rozwojowe, a nie inne i potem to już tylko od ciebie zależy co z tym zrobisz. Od ciebie zależy oczywiście nie wszystko. To co zależy od ciebie zależy dopiero i od chwili kiedy stajesz się w pełni świadomą jednostką czyli jakoś po wieku niemowlęcym. Nie wszystko jest zależne od ciebie to zrozumiałe. Jak rządzący wymyślą wojnę jądrową, spadnie samolot, przejedzie cie ktoś po pijaku lub urodzisz się chory no to miałeś pecha, ale generalnie reszta to wolny wybór, więc daje możliwość kierowania swoim życiem.
 Można być jak dres z ławki na osiedlu lub strażnik miejski ganiający gimnazjalistów po parku, a można być jak Maciek z Klanu czy Steven Hawking. Dwaj ostatni dostali od życia sporo mniej, a jednak potrafili coś osiągnąć zamiast pytać w kółko powtarzając jak mantrę megachujowe pytanie CZEMU JA? Jak słyszę to od kogoś to nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź „BO TAK!”.
Po co się zadręczać takimi pytaniami nikt nam na nie w żaden sensowny czy logiczny sposób nie odpowie. Nikt ani ksiądz, ani ajatollah, ani żaden przywódca sekty czy inny mędrzec na szczycie góry. Spróbuj wybrać jedną z dróg, czy to wiary czy sceptycyzmu i zmierzaj nią.  Możesz też zmieszać obie. Czemu nie!? Znam i takich ludzi. Niezależnie jednak od tego co wybierzesz daj komuś od siebie coś dobrego choćby uśmiech czy dobry  przykład, za którym warto podążać. Robiąc to zrobisz też coś dobrego dla siebie bo nic tak nie działa dobrze na egoizm człowieka jak świadomość, że zrobił coś dobrego w jego odczuciu. NO I NAJWAŻNIEJSZE ZA KAŻDYM RAZEM, KIEDY ROBISZ COŚ NAWET NAJMNIEJSZĄ DOBRĄ RZECZ NADAJESZ SWOJEMU ŻYCIU SENS.

Radość i sens



Jeśli chce się być  człowiekiem, który chce aby jego życie miało sens i chce czerpać z niego maksimum radości, powinno się przestrzegać kilku podstawowych zasad:
Najpierw jednak o maksimum radości. Jedni rodzą się zdrowi w bogatych rodzinach inni wręcz przeciwnie. To co się z nami stanie w dużej mierze zależy od nas. Że wszystko od nas zależy to bzdura, ale na pewno zależy od nas sporo i tego faktu należy się trzymać. Życie jest jak klasówka. Zdajesz lepiej kiedy się skutecznie uczysz. Nie każdy ma się z czego uczyć to fakt. Jak nie masz możliwości to  wtedy pozamiatane, ale większość jakieś tam pomoce naukowe, lepsze czy gorsze ma. Skutecznie nie znaczy długo ani drogo. Skutecznie to tak żeby wiedzieć i umieć to potem zastosować np. zdać lub dostać się do lepszej szkoły pracy itd. Podobnie jest ze szczęściem maksimum, które każdy z nas może wyciągnąć jest różne, ale większość jakieś szczęście na miarę swoich możliwości może osiągnąć, a czasem można osiągnąć coś ponad to. Żeby być szczęśliwym nie trzeba mieć ogromnych pieniędzy, ani super sexi partnera czy genialnych dzieci. Gdyby tak było Kurt Kobein by się nie zabił Henrix nie zaćpał Amy Winehouse podobnie. Gdzie więc leży klucz do szczęścia w mojej opinii kluczem jest dobra egzystencja i cel. Dobra egzystencja i cel to nie 100000000$ na koncie dobra egzystencja to tyle żeby nam nie odwalało z nadmiaru, ale żeby starczyło spokojnie dla nas i dla bliskich od 1 do 1 i poczucie bezpieczeństwa.  Np. w przypadku chorych i niepełnosprawnych jest to pewność, że jeśli noga się powinie to są lekarze, a potem odpowiednie oszczędności żeby godnie żyć. 
Teraz cel człowiek musi mieć cel. Oczywiście kto ciężko pracuje ten dostanie garba i tego twierdzenia nie zmienię, ale jeśli coś przychodzi za łatwo i nie musimy na to zapracować to nie szanujemy tego. Podobnie rzecz się ma z pieniędzmi jeśli możemy kupić wszystko to brak nam celu motywacji i zaczynamy się degenerować, a koniec jest już potem oczywisty nałogi, choroby często tragiczna śmierć. Ważne żeby posiadać cel w życiu może on być pozytywny negatywny grunt żeby był. (Ja np wziąłem sobie za cel życie na złość ministerstwu zdrowia i NFZ i żeby pokazać wszystkim, którzy już we mnie wątpili, że „takiego…” i że nie tak łatwo się mnie pozbyć. Mój cel jest czysto negatywny uważam, że można i tak.) Najlepsze są jednak cele pozytywne. Przede wszystkim są prostsze do definiowania i  w przeciwieństwie do ŹLE skalibrowanych celów negatywnych, nie wyniszczą ani nas ani innych. A celem w życiu może być wszystko nowa konsola, wyjazd w Himalaje, wychowanie dzieci dom itd.
 
Ktoś może po tym co napisałem spytać „no dobrze, a jak zrealizuje cel?”
Ja odpowiem „a nie masz innego?” „Jak nie to idź i poszukaj świata jest pełen celów”. Jeśli jednak ktoś już twierdzi, że zrealizował wszystko w życiu to zawsze może pomóc innym lub pójść i naprawiać jeśli nie świat to choćby bliskie otoczenie. Tam jest mnóstwo jeszcze do zrobienia i życia ani nam ani pokoleniom po nas nie starczy żeby to zmienić. Choć może to się wydawać bez sensu bo w końcu świata nie zbawimy, ale jeśli choć trochę poprawimy otoczenie, w którym żyjemy na co dzień to już i tak będzie nieźle. Polecam się starać bo to wydatnie pomaga zwłaszcza kiedy widać efekty naszej działalności i realizacji naszych czasem nawet najmniejszych celów i radości.

KRÓLEWSKIE STOŁECZNE MIASTO KRAKÓW ZAPRASZA- każdego.


 
   To że żyjemy w dzikim kraju to wiedziałem od dawna, pewni przedstawiciele elit tylko mnie w tym upewnili. Problem w tym, że dzikość Polski jest już nie przenośna a dosłowna. Moja okolica np. przypomina po trosze wybieg dla zwierząt w ZOO, a po trosze filmu typu „Maczeta”.  Jest sporo dzikiego zwierza w tym dzików i niby nie ma Latynosów i Stevena Segala, ale za to są maczety, trupy i ludzie z wszelkimi ranami ciętymi jakie można sobie wyobrazić. Trochę głupio być tak co drugi dzień w wszelkiej maści wiadomościach.
  Czasem to sobie myślę, że to taki sposób na przyciągnięcie turystów. Mamy Łagiewniki dla pielgrzymów, krypty na Wawelu dla miłośników martyrologii i teorii spiskowych, liczne muzea, zabytki, nawet Aquapark. Więc czemu by nie mieć czegoś dla miłośników adrenaliny i dzikiej przyrody razem lub osobno. Ostatnio po parkach, miedzy blokami i po śmietnikach włóczy się dziki zwierz wszelkiej maści od węży, przez jeże na dzikach skończywszy. Zdarzało się że nawet budynki uczelni gdzie chodziłem dzielnie zdobywać wiedzę i podziwiać fontannę w kształcie swastyki, która została zlikwidowana dopiero dobrze po 2000 roku, był blokowany przez dziki. Kudłate świnki zwyczajnie kładły się w cieniu pod drzwiami spać.
   Dziś w Krakowie żeby zrobić fotkę zwierzakowi wystarczy aparat i okno w bloku a na zanętę wyrzuca się stary obiad czy inne odpadki za parapet. Ja nie wiem jak my to w Krakowie robimy, dorobiliśmy się liczniejszej i bardziej egzotycznej flory i fauny niż puszcza niepołomicka, a maczety nie służą do rąbania drogi przez las tylko swoistych walk plemiennych rodem z Afryki. Jednym słowem WITAMY W GRODZIE KRAKA, mieście gdzie nawet na studzienkach kanalizacyjnych jest napisane „Stołeczne Królewskie Miasto Kraków”. Jakby mało było nam tu absurdów na co dzień i od święta.

Najlepsze wspomnienia dla każdego…

    Zawsze kiedy wyjeżdżam „na wieś” do mojej rodziny. Wracam wspomnieniami do mojego beztroskiego dzieciństwa.
Wtedy jeszcze potrafiłem przyłożyć równolatkom na wsi, a ogniska sprowadzały się do pieczenia tego co każdy przyniósł z pola. Ziemniaki jeden zagonek, cebula do szaszłyków inny, jabłka ten sad, gruszki kolejny itd. 
Było pięknie, było wesoło. Wieczorem na górze przed domem paliło się ognisko.  
W dzień biegało i łapało kury, kaczki, liczyło zęby krowie lub próbowało jeździć na świni. Byłem wtedy zdrowy wesoły i „najsilniejszy” bo podnosiłem aż całego pustaka.  Dziewczyny nie były obiektem westchnień, ale co najwyżej dokuczania lub ciągnięcia za włosy. 



Wszystko intensywnie pachniało świeżością i zdrowiem a jedyny problem polegał na tym by nie podchodzić do tego jednego groźnego psa żeby cię nie ugryzł.

Teraz gdy to piszę to już tylko mgliste wspomnienie. Jedynie zapach ten sam z dzieciństwa świeżych wiejskich warzyw, które stoją teraz w kuchni i z których przyrządzę dziś obiad przypomina mi o tym co było i już nie wróci bo nic nigdy nie trwa wiecznie ani to dobre ani to złe.

Najważniejsze po latach to zachować jak najwięcej i jak najlepszych wspomnień. Na tym polega życie, na kolekcjonowaniu wspaniałych wspomnień im ich więcej tym życie pełniejsze, piękniejsze…

Kolejki ja i Lenin- sporty narodowe polaków


   Dowiedziono, że jeśli stoisz odpowiednio długo w jakimś miejscu i gapisz się z zaciekawieniem w jakiś punkt to po jakimś czasie zrobi się wokół ciebie tłumek ludzi. Wszędzie na świecie tak jest. Wszędzie z wyjątkiem Polski. W Polsce zrobi się KOLEJKA. 
  Tak sobie ostatnio siedziałem właśnie w kolejce miedzy różnymi chorymi, głównie starszymi ludźmi i rozmyślałem jak to się zmienia cel naszego ulubionego sportu jakim są kolejki. Przerwach na pilnowanie swojego miejsca i odpyskowywanie jakiejś babci co to najpierw do kogoś innego dymiła, potem jeszcze gdzie indziej próbowała swoich sił aż wreszcie przyszła robić gównoburzę do mnie jak już ją równolatkowie popędzili zastanawiałem się, że chyba każdy naród ma swój nieoficjalny sport.
  Brytole lubią pić na umór a potem robić gnój po całej europie. Francuzi są słynni ze strajków o byle co i palenia samochodów na masową skalę niezależnie od okazji. Ruscy piją i robią potem cuda takie jak zapasy z niedźwiedziem a my Polacy?! My mamy dwie zajawki obchodzenie świąt w Warszawie przy dźwięku petrad, wyzwisk, wzajemnych oskarżeń i miarowego kroku policji oraz kolejki
  To pierwsze jest jak wojna na pomidory czy pomarańcze w Hiszpanii, raz na czas i można sobie obejrzeć skrót najciekawszych akcji w TV lub na necie. Można też poczytać komentarze „ekspertów” i kibiców  wszystkich drużyn uczestniczących. Zaś drugi nasz narodowy sport jest już niestety przymusowo dostępny dla każdego szarego obywatela w tym kraju. Na przestrzeni ostatnich lat tj. kiedy dokonywały się przemiany, a ja dorastałem obserwowałem jak zmienia się cel kolejek przy niezmiennej ich strukturze. Dalej mamy coś takiego jak komitet kolejkowy dalej mamy profesjonalnych staczy (obecnie są to głównie studenci) i dalej są listy i awantury, która lista jest tą właściwą, a która np. żydowskim spiskiem w celu odebrania prawa do kupna 2óch akcji jakiejś tam firmy. 
   Dawniej stało się za wszystkim i po wszystko ze szczególnym naciskiem na papier toaletowy i mięso i w sumie na wszystko co wpadło w ręce. A nóż się przyda. Jak nie, to barterem pujdzie gdzieś za coś co pójdzie za coś co…

   Teraz stoi się konkretnie na trzy sposoby; sezonowo,  za czymś- okazją i do lekarza. Ponieważ jestem pragmatyczny to akcje typu stoimy przed świętami w markecie mnie omijają. Numery typu akcje czegoś mam gdzieś o ile nie da się tego kupić przez net, więc też odpada. Za to po dupie dostaje mi się kilka razy w miesiącu bo idę do lekarza. Wyglądam tak jak wyglądam czyli na zdrowego i normalnego (jak umrę będę wyglądał lepiej niż Lenin i siostra Fustyna razem wzięci) więc na dzień dobry muszę zawalczyć o miejsce. Owszem mogę stać dopóki się nie przewrócę, ale to nic nie da bo ani dziadki ani nikt w białym kitlu nie zareaguje chyba, że będę tarasował przejście lub zacznę śmierdzieć. Po zdobyciu miejsca usadowieniu się i pozbyciu natrętów co chcą ci opowiedzieć jak bardzo są chorzy i zdiagnozować ciebie i powiedzieć ci co ci się stanie i kiedy umrzesz. Pora otwarcie mojego ulubionego zestawu w skład, którego wchodzą; naładowany notebook, słuchawki, książka, jakaś gazeta, notatnik z długopisem i komórka. Noszę też jakiś aparat żeby zrobić fotkę czegoś dziwnego wesołego itd. Bywa, że mam ze sobą jeszcze jakieś pogryzuszki i coś na zapojkę.

 W ten sposób poprawiam statystyki dotyczące czytelnictwa, pielęgnuję moje zainteresowanie kinem oraz jestem na bieżąco z prasówką. Czasem zdarza się cud i przyjmują mnie szybko wtedy idę odrobić zaległości z poczekalni w kawiarni. Notes z długopisem tylko po to żeby zapisać terminy i zalecenia lekarza i ewentualnie pomysły na na bloga. 
   W każdym razie czy z tej historii jest jakiś morał ? Chyba tylko taki, że Polska to kraj gdzie jest nawet kolejka do kolejki (na Gubałówkę), a jak idziesz do lekarza na NFZ to weź ze sobą trochę multimediów, znajdź wygodne miejsce, pilnuj go i dobrze się baw. Swoje i tak odczekasz.

1000 sposobów na walkę z nudą


Jak walczyć z #nudą i czy #ludzie #inteligentni naprawdę się nigdy nie #nudzą, oraz co może z tego wyniknąć.
   Ponoć ludziom inteligentnym się nigdy nie nudzi. Wniosek z tego taki- ja jestem debilem. Ja się często nudzę. Nudzę się często i od małego. Problem mój i otoczenia polega na tym, że nudzę się krótko. Sądzę, że długość czasu kiedy się nudzimy jest wprost proporcjonalna do naszej inteligencji i kreatywności. To coś podobnie jak z ceną za #kałasznikowa i #demokracją. Im mniej za #kałasza i im łatwiej go dostać tym gorzej z #demokracją. Podobnie jest z nudą, IQ i kreatywnością im  więcej IQ masz i im bardziej kreatywny jesteś tym krócej się nudzisz. Często z pożytkiem dla otoczenia ale bywa że i nie. 
   Tak też jest ze mną, że moje pomysły są różne i różnie się to kończy; od przewrócenia na głowę córce koleżanki mojej mamy regału z książkami, przez palenie ogniska w sąsiedztwie stodoły wujka, aż po malowanie, rzeźbienie czy sadzenie ogórków na balkonie.
    Kiedy jesteś człowiekiem z jakąś #niepełnosprawnością często wbrew własnej woli masz dużo czasu. Część z nas niepełnosprawnych może się integrować bez problemów i pracować. Gorzej z tymi, którzy są w jakiś sposób wyalienowani uziemieni w domu z powodu dysfunkcji czy jak ja choroby. Wtedy to co robimy, jak robimy i kiedy robimy zależy od kilku czynników najważniejszym jest zdrowie potem są odpowiednio wyobraźnia i często finanse. 
    Zacznijmy od zdrowia ktoś kiedyś powiedział mniej więcej tak …”rodząc się mamy kilka miliardów możliwości co robić i co zrobić z naszym życiem”. Ten sam ktoś uległ kilu poważnym wypadkom po których zostawiła go żona, zwolnili go z pracy, zaczął poruszać się na wózku, miał zmasakrowane i poparzone ciało oraz był skazany na korzystanie z pomocy innych. Wtedy odniósł sukces finansowy, znalazł nową kobietę i żył dalej… #szczęśliwy. Na pytanie czemu się nie poddał opowiedział tak kiedy byłem zdrowy mogłem robić miliard różnych rzeczy teraz mogę #1000 i AŻ #1000. Po co to piszę i co to ma do nudy i niepełnosprawności ano to, że choć zdrowie nie na wiele często nam pozwala należy skupić się na tym co można robić bo do póki żyjesz i nie jesteś warzywem to zawsze możesz COŚ zrobić. Ja postanowiłem zostać sławnym blogerem, ale zanim do tego dojdzie lub o ile dojdzie bo różnie los rozdaje karty to żeby się nie nudzić i rozwijać na miarę swoich możliwości robię dużo innych rzeczy. Hoduję ogórki w doniczce w końcu czemu by nie. Hoduję rybki, chodzę do kina czytam piszę (np. teraz :P ), rysuję, bywało że rzeźbiłem i robię filmy #animowane #poklatkowe i inne. Każdy może robić coś.   
   W wielu przypadkach to nie choroba czy finanse cię hamują. Hamulcem jest twoja wyobraźnia i kreatywność. Kto np. z moich znajomych hoduje ogórki w doniczce potem robi z tego w skali mikro przetwory typu małosolne lub mizerię? Nikt a to, że nikt tak nie robi nie znaczy, że nie można lub się nie da. W swoim życiu robiłem już różne rzeczy, kręciłem film o potworze z głębin przy użyciu wanny lampy i prysznica a także resztek krzesła, które uległo kasacji na imprezie a do tego film był specjalnie okaleczonym angielskim, a potwora grał mój przyjaciel z Litwy, postanowiłem także posłodzić mód cukrem w celach poznawczych bariery słodkości i wiele, wiele innych Pamiętaj otwórz umysł i realizuj wszystko co ci przyjdzie do głowy.
Wreszcie finanse to często hamuje ale jeśli pomyślimy nie jest nie do obejścia jeśli odpowiednio poszukamy to znajdzie się jakiś sponsor naszych wyczynów. Podobnie jest z kimś do pomocy w końcu żyjemy w dobie Internetu i komunikacji. Jeśli jednak nie to pomyślmy na czym można przyoszczędzić i odłóżmy sobie troszkę grosza o ile to możliwe żeby mieć coś z życia w końcu jest tylko jedno. Ja nie palę, nie piję, ubrania kupuję 4x w roku co nie oznacza, że chodzę jak dziad. Po prostu nie jestem ani fashion-blogerem, ani metro chłopcem więc mam na kino, paliwo do auta, książki i jakieś moje małe fanaberie i #ekscentryzmy. 
 
Jeśli to w jakiś sposób komuś pomogło i pójdzie po przeczytaniu tego tekstu zrobić coś fajnego co da mu radość choćby najmniejszą to niech podzieli się tekstem z innymi i udostępni mój #fanpage.