Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Jak NIE zwariować. Czyli jak ja NIE zwariowałem i co polecam innym.

   Jakoś tak się złożyło, że ostatnio zatracam się w hejtach. Owszem może nie w jakiś strasznych i prostackich, ale mimo wszystko krytykuję i krytykuję co najmniej jakbym był z krytykiem i jakby mi za to płacili. Ten post będzie o… no właśnie może nie będzie pozytywny, ale nie będzie też krytyczny wobec niczego. Opowiem wam jak to jest być mną i skąd biorę siłę, żeby sobie jakoś radzić i nie skoczyć z mostu czy nie powiesić się.
   Swoją drogą tak w ramach dygresji- wiecie, że kobiety nie lubią się wieszać, skakać, strzelać do siebie itd, Naukowcy zajmujący się wszelkiego rodzaju behawiorystyką twierdzą, że kobiety boja się że będą brzydko wyglądać podczas ostatniego pożegnania. Z tego samego powodu wybierają trucizny lub tabletki chcą być nawet na własnym pogrzebie ładne niczym Śnieżka czy Śpiąca królewna. To by się zgadzało, jak kiedyś w szpitalu mówiłem, że się powieszę lub skoczę to moja mama mi powiedziała, że to głupie i jako jeden z głównych powodów podała, że potem będzie obciach mnie takiego brzydkiego na katafalku pokazać. 
  Żeby oswoić się z chorobą i naprawdę poważnymi problemami trzeba alb poszukać zastępczych problemów tzw. z dupy, albo nabrać dystansu do siebie, albo stworzyć swój własny świat niczym pastor z „Jabłek Adama”, albo zacząć o tym mówić bez owijania w bawełnę, albo robić to wszystko na raz jak u mnie w domu. Dodatkowo trzeba znaleźć zajęcie jakieś, bo za dużo wolnego czasu to też źle. Człowiek w takim wolnym czasie ogląda gówna w tv i myśli i mu się łeb od tego myślenia lasuje. 
  Jak wspomniałem u mnie w domu wszystkie metody są stosowane na raz. Mamy swój własny świat. Często są spory kto kogo będzie chował i nikt nie chce być ostatni chociaż dziedziczy wszystko po reszcie. Ja mam nawet testament napisany i listę gości, których che i których nie chcę na swoim pogrzebie. Mama mówi, że i tak zrobi po swojemu i nie będzie np. „Zegarmistrza światła” tylko „Anielski orszak”. Ojciec umiera na własną rękę w takich rozgrywkach i mówi, że mu wszytko jedno co gdzie jak potem. Mama zaś nie chce na Grembałowie leżeć, bo tam wieje. Ja jak dostaje grypy i gorączki to dzwonie po przyjaciołach i zapisuję im różne rzeczy dopóki mi nie zabiorą komórki. Raz dodzwoniłem się do mojego kumpla i okazało się, że jak ja miałem 39,5 to on już dobijał do 41. Obaj zatem sobie pogadaliśmy, oceniając bezduszność bliskich, którzy pochowali gromnice przed nami. Zawsze też jak jest gorzej proszę o papier, długopis i świadków do spisania ostatniej woli. Jeszcze nigdy nie dostałem nic poza opierdolem i czymś na gorączkę. Lubię też wydziedziczać. Zwykle za odmowę papieru i długopisu. Wtedy słyszę, że moje rzeczy są już dawno zaklepane i rozdane i nic to nie da, a po śmierci jak będę straszył to sobie egzorcystę sprowadzą. To tyle jeśli chodzi o dystans i podejście do sprawy. 
   Jeśli chodzi o swój świat to nie oglądam dramatów, wyłącznie komedie, akcje, kryminały i horrory. Muzykę traktuje utylitarnie i słucham wszystkiego co wprawia mnie w dobry nastój. Podobnie jest z książkami i tv i netem. Wszelką twórczość dzielę na przyjazną mi i nieprzyjazną mi. Do kompletu brak mi tylko jakiegoś miejsca do pracy, to ogarniam i jak się uda w końcu to coś o tym napiszę. No i wreszcie zajęcie zajmuję się zabawkami kreatywnymi, ich dystrybucją i reklamą oraz fanpage i piszę tego bloga. To wszystko do kupy razem wzięte sprawia, że jeszcze nie zwariowałem. 
Ostatnio moim największym problemem są buty na zimę i żwirek do akwarium. Głupie co ? A jednak się sprawdza, bo jak pomyślę o kartce z wynikami to na kolejnej są jeszcze gorsze. Na koniec polecam moją ulubioną radę, którą ktoś kiedyś dał mi „Nie martw się. Na to na co masz wpływ wpłyń, a na co nie masz, olej. Zmartwieniem tylko dojebiesz sobie. To czym się martwisz wcale od zamartwiania się nie zniknie tylko ty się pochorujesz.”

Sztuka Polska jest i to by było na tyle.

   
    Ostatnio byłem na spektaklu pt. „Być jak Steve Jobbs”. Ostatnie takie rozczarowanie przeżyłem, jak z klasą w LO poszliśmy oglądać „Edypa”. W rzecznym Edypie wszystko było do dupy, poza miłością bo na szczęście w tamtych czasach miłości greckiej nie pokazywali. Edypa streszczać nie będę ci co nie wiedzą o co kaman niech sobie doczytają. Po dziś dzień zastanawia mnie tylko jedno po chuj wtedy Edypowi był rower? No po chuj, przez bite 20 min łaził z rowerem po scenie, bo to, że smętnie pierdolił to jakby wynikało z treści mitu, a przez to i sztuki. Podobnie było z „Jobbsem” ponad 2 godziny w sumie sam nie wiem czego. W dodatku na smutno i bez nadziei na jakąś poprawę. Sztuka była o 23 latach  naszej transformacji ustrojowej. Fakt aktorzy byli dobrzy temu co grał posła to człowiek miał ochotę jebnąć. Tak dobrze grał, że zatracała się rzeczywistość czy jest to fikcja czy rzeczywistość. Teraz rozumiem Jana Chryzostoma Paska, który w swoich pamiętnikach opisuje jak aktorzy grający Turków przed pijaną szlachtą, musieli wiać, bo ci ostatni zaczęli do nich walić z broni palnej i łuków myśląc, że to prawdziwi Turcy. 
Wracając jednak do spektaklu, tak jak myślałem, 23 lat się nie da pokazać w sztuce nawet tak długiej jak ta (wszedłem o 19:00 wyszedłem była 22:00). Wychodzi z tego kupa w dodatku smutna kupa bo pokazali tylko rzeczy złe i beznadziejne, a na sam koniec nie dali nawet odrobiny nadziei widzowi. Wręcz przeciwnie dobili jeszcze. Jakbym chciał obejrzeć truizmy to bym sobie wiadomości włączył. Jeszcze przed spektaklem jakiś gówniarz młodszy ode mnie wyszedł z mikrofonem i objaśniał wszystkim o czym jest sztuka i jak ją rozumieć, i że jest to głos krytyczny o tym co się działo przez ostatnie ponad 23 lata. Sztuka powinna się bronić sama. Tak mi się prostemu chłopakowi, wychowanemu na blokach wydaje, ale może ja się mylę, może teraz jak do mebli z Ikea, tak i do sztuki potrzeba instrukcji. Dalej idąc tym torem to jakoś dziwnie się czułem jak tonem absolutnego znawcy niczym z trybuny sejmowej lub ambony jakiś łepek objaśnia mi jak to przez ostatnie 23 lata było. Dodatkowo człowiek czuje się troszkę jakby był w opowieści naszych dziadków gdzie to oficer polityczny tłumaczy jak należy rozumieć dzieło w jedyny właściwy sposób lub jakby był na polskim gdzie wierszyk rozumieliśmy tak, a nie inaczej. Jeśli zaś się rozumiało inaczej to pała i napiętnowanie jako debila. Jeśli sztuka w naszym kraju ma być tłumaczona i dodatkowo posuwać ma się gnioty takie jak, pokazywanie jaj lub tarcie wackiem o krzyż, to ja pierdole taką sztukę i uważam się za chama i prostka. Nie podobają mi się takie rzeczy, podobnie jak nie podobało mi się zagłodzenie psa w imię sztuki albo hodowanie gęsi w MOCAKU. Idac tym tropem mój chrzestny jest artystą przez „A”, a nie rolnikiem bo oprócz ptactwa domowego ma jeszcze kota, psa, bydełko i trzodę i w niedziele jest rosół z kury lub kaczki. Powinni mu dać nagrodę jakąś „Artysta roku” czy coś. Tylko nie wiem czy mu dadzą bo on te zwierzątka karmi, a sztuka wymaga żeby nie i nie wozi ich też po muzeach. Ja rozumiem, że wszystko już było to trzeba coś może i nawet na siłę, ale obrzucanie krzyża przysłowiowym gównem też już było, sex na scenie też był i za sceną i pod i kurwa wszędzie. Może by ktoś dla odmiany podarł torę lub koran, tego nie było. Być może dla tego, że biblię to umie drzeć każdy- zero konsekwencji. Teraz każdy kto to czyta myśli sobie, katol. Problem w tym, że ze mnie taki katolik jak z Polski kraj ze wszech miar normalny. Ja po prostu rzygam już gównem i miałkością i ludźmi co mi usiłują wmówić, że to jest dobre tylko mój gust jest chujowy. Fontanna Duchampa zdarza się tylko raz potem to jest odtwórcze. Największa heca polega na tym, że Polska jest odtwórcza we wszystkich dziedzinach. Niestety, ja i mi podobni możemy sobie mówić pisać, a potem i tak wszyscy oglądają jaja i to dosłownie lub gotowe kupione szablonowe seriale z TVP, TVN, POLSAT, MTV i wszystkich innych polskich stacji telewizyjnych czy inne odtwórcze lub/i gówniane rzeczy. 
Na koniec polecam dobry i o dziwo polski film, na którym byłem dzisiaj „Bilet na Księżyc”. Przyjemnie się ogląda i fajny koniec ma. To jest takie moje dla was światełko na przyszłość, że jednak jak się chce to można. 

Mój sąsiad pianista

Jakiś rok temu mój sąsiad zainwestował w pianino czy inny instrument klawiszowy. To był dzień w którym mój święty spokój poszedł się jebać raz na zawsze. 
   Znosiłem jego drące się i biegające po mieszkaniu, tak że aż się lampa trzęsła u nas, dzieci. Znosiłem huk, hałas i zrywki bachorów skoro świt.W końcu też byłem dzieckiem, też biegałem też darłem mordę. W zasadzie to robiłem jeszcze gorsze rzeczy niż te wyżej wymienione. Z tego powodu mówiłem sobie: cierpliwości, taki wiek, wyrosną, mieszkania w bloku mają swoje prawa, potem będzie lepiej.
   Nigdy za to nie katowałem ludzi pianinem czy innym klawikordem. Mój pech polega na dwóch rzeczach po pierwsze sąsiad nie umie grać, po drugie jest kurewsko wytrwały i ma stały sezonowy repertuar, który do porzygu wałkuje. Odpowiednio, na wiosnę jakieś 4 pory roku- „Wiosna” i coś co przypomina „Kukułeczkę”. Latem „Oda do radości”, a przynajmniej jej jakieś fragmenty. 3-ci Maja mazurka cień,  spokój w wakacje czyli jakieś 2-3 tyg, ale już od września szarpanie się z „Do Elizy”, a po Wszystkich Świętych walka z czasem i kolędami, by wyrobić z recialem na wigilię- zwykle „Cicha noc” i „Przybieżeli do Betlejem”. Dzieciaki sąsiad w domu ma trzy więc odpowiednio od czasu do czasu słychać wariacje na temat „Happy birthday”. Podsumowując, cały rok mam domową wersję „Jaka to melodia”. Co prawda nie ma tego wkurwiającego prowadzącego, ale za to jak już zgadnę po godzinie „jaka to melodia” nikt mi nie zagra tego jak należy, że o kasie za trafny typ już nie wspomnę. Jak wreszcie sąsiad z góry zamknie pianino to synkowie tego z za ściany puszczają hity z Eski i RMF MAXXX. Jestem w ten sposób na bieżąco z nowościami muzyki rozrywkowej oraz klasyką. Nawet gdy piszę ten post dochodzi do mnie jak przybieżają pastuszkowie i niestety, niczym oziębła płciowo kobieta lub impotent po trzech piwach, dojść nie mogą. Na koniec mogę powiedzieć, że mój sąsiad nigdy nie zostanie nawet miernym pianistą za to ja jestem na najlepszej drodze do zostania głuchym lub mordercą.

Tęcza vs Krzyż

   

Tęcza zjarana, Bufetowa odgraża się, że odbuduje ją tyle razy ile będzie trzeba. W sumie baba nie ma wyjścia po tym co powiedział na ten temat Zawisza, Cejrowski i inni działacze ultrakatoliccy kobieta nie może już cichaczem zwinąć instalacji z byle gównianego powodu. Tak więc, Bufetowa mówi, że tęcza się odrodzi niczym feniks, z popiołów a narodowcy przyjmują zaproszenie na imprezę noworoczną :). „Będzie się działo” jak mówią słowa popularnej piosenki. 

   Zabawny jest fakt, że tęcza, na którą każdy miał tak wyjebane jak na dekoracje dożynkowe w Wiślicy nagle stała się drugim krzyżem tyle, że takim „lemingowym”. W dodatku jest obecnie tak medialna, jak wszyscy polscy celebryci razem wzięci i nawet 2:0, w meczu towarzyskim ze Słowacją tej sławy nie przyćmi. Tym co mają jakieś złudzenia jeśli chodzi o mecz przypominam, że owe 2:0 było dla Słowacji. Było to jarać 11-tego?! Postałaby, postała, w końcu by się znudziła i by zwinęli, a tak?! Były jazdy z krzyżem, teraz będą z tęczą- kurwa gdzie ja żyję!?!
   Tęcza jest wszędzie: na memach, okładkach gazet, zdjęciach prasowych, nawet na gruponie można sobie załatwić tęczę, pokolorować ją po swojemu i tym samym wziąć udział w konkursie. Nie zdziwię się jak zaczną wkrótce robić kible w tęczowe pasy. Najzabawniejsze jest jednak to, że owa „pedalska” tęcza była sobie zdaje się gdzieś przed instytucjami UE w czasie polskiej prezydencji i po tymże okresie przywieziono ją do wawy i ustawiono na placu zbawiciela, więc co to ma do LGBT?! Do tej pory żyłem w głębokim przekonaniu, że UE to żydomasoneria. Widać czasy się zmieniają i teraz do żydomasonów dołączyli homoseksualiści, a niedługo kto wie, może cykliści, albo potajemnie ruscy. 
   Jednym z koronnych argumentów jest to, że tęcza nie może być przed kościołem, bo wiadomo pacjest zbawiciela nie geja. No ok, ale idąc tym tropem. Krzyż nie powinien być w sejmie, a jest. U nas w kraju wiele rzeczy jest, które nie powinny być tam gdzie są np. dziury w drogach, łapówkarstwo, dziadowska reprezentacja w piłce nożnej, łódzkie pogotowie, -20 w zimie i reklamy fotoradarów za pieniądze podatników. Tęcza na placu zbawiciela naprawdę, podobnie jak krzyż w sejmie, nie robią wielkiej różnicy nikomu z wyjątkiem kilku nadgorliwych czy to z lewa czy z prawa. Mnie zastanawia jedno czy my poważnie nie mamy w tym kraju innych problemów?! Jeśli tak jest to jesteśmy chyba najszczęśliwszym krajem na ziemi i tylko dziw bierze jakim cudem z tej oazy szczęścia rok w rok spierdala tylu ludzi.
Z pozdrowieniami z nudnego do porzygu Krakowa, gdzie tęcza jest tylko po deszczu 
A.

11.11 Tak się bawi! Taki się bawi! W!-W!-A!

Kolejny 11 listopada kolejna rozpierdówa kolejne zatrzymania kolejne obwinianie się na wzajem. Ja zaś widzę to tak… Pamiętam jak jeszcze parę lat temu patrzyliśmy z politowaniem na palących samochody Francuzów potem na Niemców czy Brytyjczyków, że tam to niby swołocz imigrancka- muslimy i czarnuchy. Kilka lat minęło i proszę elitarna biała rasa polskich panów robi to samo, a szkody idą w setki tysięcy, nawet w miliony złotych. Kogo na to stać? Nikogo.  Kto się tym przejmuje? Też  nikt. 
Żeby było jasne zadymy robią nie tylko goście z NOP (który swoją drogą władze sanacyjne zdelegalizowały i po ch… ktoś pozwolił reaktywować !?!) ale też lewactwo. Tak! Media mainsteemowe o tym nie mówią, ale podżegaczy prowokatorów i debili co się dają podpuścić jest cała masa po obu stronach. Tak lewej jak i prawej. W tym roku „prawica” zaprosiła sobie gości. Na poprzednie święto pod tym samym hasłem to samo zrobiła lewa strona. Goście to ładna nazwa dla psychopatów sprowadzonych z zagranicy do mieszania się w nasze wewnętrzne sprawy i robienia zadym na ulicach. To po prostu nic innego jak powtórka z Targowicy a najlepsze, że żaden baran tego nie rozumie. Więcej nie pisze bo żal klawiatury na takich „tępych ch…” jakby to powiedział Kapitan Bomba. Ja bym rozdał policji ostrą amunicje i niech walą zarówno do nazoli jak i do lewaków i po sprawie następny 11 byłby już piknikowy :)

PS. A w Krk cisza i spokój, że aż nudą wieje, a na koniec wspólne śpiewnie piosenek patryjotycznych i to wszyscy od prawa do lewa. Da się? Da się!

Ja nie mam normalnych znajomych

  • Piotr 
    JAROSŁAW MAREK RYMKIEWICZ KREW Krew rozlepiona na afiszach Krew na chodnikach i na ścianach Krew – jak poranna wtedy cisza Krew – czarne plamy na ekranach Krew na kamiennych szarych płytach Na białych rękawiczkach Tuska Krew która o nic was nie pyta Krew jak złamana w sadzie brzózka I jak na polach polne maki I nad polami białe chmury Jak narodowi dane znaki Oni wznosili się do góry Krew na fotelach tupolewa Zmywana szlauchem o świtaniu Jeszcze wam ona pieśń zaśpiewa To będzie pieśń o zmartwychwstaniu
  • Piotr Teska
    Piotr 
    Have fun

   Jak już po wielokroć pisałem moje życie jest pełne niesamowitych zwrotów akcji i przygód głównie nie z mojej winy. Jedno jest pewne nie nudzę się w cale czy chcę czy nie chcę. Żeby było weselej otaczają mnie ludzie, których po większości można sklasyfikować jako co najmniej dziwnych. Moi koledzy wyrzucają telewizory z okien, niszczą infrastrukturę hotelową kiwają się od mandatów, są stałymi gośćmi jednej z krakowskich restauracji, która ma promocję pizza za mandat, kilku się obnaża za pieniądze albo od tak dla sportu lub znęcają się nade mną wysyłając mi rzeczy takie jak powyższy wiersz Rymkiewicza. Swoją drogą wszystkie Jarki co mi przychodzą do głowy i ci ze świecznika, jak Gowin i Kaczyński i taki też co to go miałem na osiedlu, wydają mi co najmniej ostro pojebani. Jakieś fatum ciąży nad tym imieniem czy jak?!
   Wracając jednak do moich znajomych, ostatnio w dobrej wierze zostałem zapisany do Legii Akademickiej. Zarząd tej wesołej organizacji ma wyraźne skrzywienie ultra prawicowe. Dla niewtajemniczonych wytłumaczę Legia podejmuje wspólne inicjatywy z Młodzieżą Wszechpolską. O tyle dobrze, że nie z NOP, ale kto wie co czas pokaże. Ciekawe co mnie spotka jutro?!
   Obawiam się, że przyciągam ludzi co najmniej ekscentrycznych. To znaczy tylko tyle, że sam jestem hmmm gruntownie popierdolony na umyśle, bo w końcu swój do swego ciągnie.

Grobbing czyli jak się bawią Polacy 1.11

Polska dziwny kraj o szczególnej historii, a co za tym idzie mający swoje własne święta lub obchodzący święta w sposób dość szczególny. Weźmy na przykład takie „Wszystkich Świętych”. Dzień, który został stworzony tylko po to, żeby poganie na terenie dzisiejszej całej europy środkowej czyli praktycznie słowiańszczyzny nie obchodzili „Dnia Zmarłych” i obrzędu tzw. „Dziadów” oraz nie pili wódki i nie jedli ze zmarłymi na cmentarzach.. Do XVIII słabo to wychodziło bo na terenach byłej już wtedy I RP po wsiach ukraińskich, białoruskich ale i litewskich dalej obchodzono „Dziady”.

   ”Dziadów” już nie ma, ale ogień dla zmarłych dalej się pali w dniu „Wszystkich Świętych” (zwanego dalej, ku zgrozie katoli i księży „Dniem Zmarłych”, dokładnie jak za pogańskich czasów). Dziś to już nie gliniany kaganek tylko znicze szklane lub plastikowe, głównie z przykrywką. Czasem nawet grające różne fajne melodyjki np. „Anielski Orszak” lub piosenki Ich Troje czy innego Feela. Jesteśmy za to na tyle zwesternizowani, że nie piejmy już wódki i nie jemy na grobach jak to mają w zwyczaju dalej robić Cyganie i Białorusini.

  Kolejnym krokiem w stronę zmian w naszej kulturze jest zjawisko „GROBBINGU”. Wszyscy ci którzy martwią się zjawiskiem halloween tu powinni się uspokoić. W Polsce wszystko ulega wynaturzeniu i zepsuciu, a skoro tak to i halloween też. Nie będzie u nas biegania po domach w debilnych strojach za cuksami jeszcze dłuuuuuugo, a potem wcale. Nawet nasi gothci i metale jeśli już się zabierają za halloweeny jakieś to głównie pomalują gęby potem upiją się na smutno przy zapalonym zniczu z marketu, czyli świętują „Dzień Zmarłych” po polsku tyle tylko ze pomalowani jak koleś z „Burzuma”. Za to powstał u nas ostatnio nowy termin, takie polskie wynaturzenie spowodowane miłością do zachodu i martyrologii- GROBBING! W Polsce da się wszystko zepsuć więc ani halloween ani „Wszystkich Świętych” nie obchodzi się u nas jak należy.

Jak sama nazwa wskazuje grobbing to połączenie wyjścia na groby w dniu Święta Zmarłych z popularnym na zachodzie clubbingiem. Clubbing powstał na w tzw. krajach zachodnich i polega w telegraficznym skrócie na bieganiu od klubu do klubu piciu itd. Robi się tak od wieczora aż do rana albo dopóki się nie zezgonuje. Grobbing polega na tym samym tylko biega się po cmentarzach zamiast po klubach, a  pije się potem, z rodziną już po wszystkim, w domach żeby nadrobić roczne zaległości. Podobnie jak na clubbing tak i na grobbing trzeba się odpierdzielić jak stróż w „Boże Ciało” do tego dochodzi jeszcze wyścig na znicze i na chryzantemy. Kto więcej i większe, czyje głośniej grają, albo gdzie mają więcej knotów i czyje ładniejsze. Często robi się rozróby i gównoburze o to czyje znicze mają być bardziej eksponowane i gdzie postawić chryzantemy czy wieniec. Na clubbingu też są rozróby powód niby inny, ale efekt ten sam- wrzaski i przepychanki. Na cmentarzach się nie wrzeszczy, zamiast tego używa się szeptu scenicznego lub sssssyczy do siebie nawzajem lub na dzieci.

Dzieciarnia podczas grobbingu ma zajebistą frajdę. Czasy się może zmieniają, ale bezkarna zabawa otwartym ogniem na cmentarzu zawsze była, jest i będzie frajdą dla dzieciaków niezależnie od czasów w jakich przyszło im żyć. Dorośli mają inne rozrywki. Ważne jest obrobienie dupy komu się da i pokłócenie się o ile są takie możliwości. Potem przy wódce można poprawić lub się pogodzić ew. rozjechać się do domów w na cztery świata strony i wrócić na powtórkę za rok.

Miłego grobbingu 2013 i szerokości na drodze :)