Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

Nowy rok- nie pijesz przeżyjesz :)

  
    Koniec roku już tuż tuż. Wszyscy zabirarają się za jakies podsumowania, bilanse postanowienia z których i tak gówno będzie. Ci bardziej szczerzy (wobec siebie) mówia jasno: ” pierdole to wszystko” i mają rację. Ogólnie jest młyn część naszych rodaków kończy ostatnie przygotowania do balu sylwestrowego, część zaś co najmniej od dzisiaj jest gruntownie nachlana lub zrobiona w jakikolwiek inny sposób. Jest oczywiście też pewna wąska niszowa grupka (tak wąska i tak niszowa, że oprócz mainstreemu neguje nawet samych siebie, bo a nóż okaże się, że negowanie mainstreemu jest mainstreemowe samo w sobie), która śmiało twierdzi, że „jebie mnie sylwester, siedzę w domu i idę spać o 22:00″. Można być takim zjebem tylko po co ?!
   Ja w tym roku, po kilkuletniej przerwie, kupiłem sobie, pomimo drwin moich znajomych; zimne ognie, petardy i race. A co?! Jak się bawić, to się bawić. Kilka sztuk zdążyłem już odpalić w ogródku w celu testu i wiem, że jest dobrze- jutro idę po więcej!
   Oprócz tych wszystkich rzeczy jak kupno kreacji, %, dragów, żarcia, fajerwerków itd. ludzie idą też do salonów piękności, fryzjera, kosmetyczki lub solarium po to żeby wyglądać zajebiście na sylwestra. Jednym słowem szał noworoczny jak zwykle.
   Poza tym każdy kto może pisze rady i porady w necie i gazecie, jak przygotować lub urządzić dobrą imprezę, w co się ubrać itd. poza mniej lub bardziej sensownymi poradami są wspomniane już słynne podsumowania i równie sławne co z dupy wzięte wróżby. Jeśli idzie o te ostatnie to końców świata przeżyłem już co najmniej 10 i jedyne prawdziwe to te, które zafundowali mi moi znajomi. Ponieważ pomimo faktu, że nie pije z wiadomych względów, troszkę się znam na imprezowaniu postanowiłem dać wam na ten nowy rok troszkę rad jak imprezę przeżyć będąc niepijącym. To żaden wielki poradnik, a zasady są proste:
PARKOWANIE I DOJAZD: Nie masz auta, prawka itd. sprawa prosta. Jeśli jednak masz to: Nie pijesz więc czemu byś miał sobie nie pojechać autem. To daje swobodę zwinięcia się kiedy się chce i nikt nie będzie ci wyrywał telefonu z hasłem „co będziesz dzwonił kurwa na taryfę- baw się nie pierdol!” Sylwester jest szczególny- zaparkuj tak żeby nigdzie w mieszkaniu nad chodnikiem na, którym stoisz nie zaczynała się impreza. Unikniesz niespodzianek typu doniczka, butelka lub nawet ktoś lub coś żywego rozjebanego o twoje auto. Pamiętaj każda impra zaczyna się spokojnie. Najlepsza na jakiej byłem pochłonęła; 4 auta, całe szkło i wszystkie meble, a tv wyleciał przez okno.
MOJE AUTO MOJE ZASADY:  Bądź pewien, że jak będziesz się zbierał nagle ustawi się kolejka chętnych „przyjaciół” na podwózkę. Nie daj się wykorzystywać weź tylko tych, którzy są coś warci laski co obiecują złote góry, że jak to nie będą wdzięczne spław od razu podobnie jak „kierowników pociągu”, którzy decydują o tobie i trasie twojego przejazdu za ciebie. Spławić należy też „speców od logistyki” co to do 5 osobowego auta chcą ładować po 10 osób i twierdzą, że bagażnik jest ok dla ludzi, a policja na stówę nas nie złapie. Złapie! To raz, dwa na mandat nikt się nie zrzuci i na kurs na nowe prawko też nie. Wszelkie próby nacisku kwituje się krótkim „nie” lub „spierdalać, to moje auto”. Jutro i tak nie będą pamiętać lub uświadomią sobie, że źle robili naciskając. Krótko bierzemy tylko swoich ziomków i ew. kogoś nieszkodliwego kto ma po drodze lub rzuci na paliwo.
1SZE OSTRZEŻENIE : Jak spod ziemi zawsze wyrasta jakiś „pan polewaczka”, który stara się nauczyć wszystkich opornych użycia czasownika zwrotnego „napić się” przez wszystkie znane w naszym języku tryby i nie tylko; napijesz się?, napij się!, napiłbyś się, cooo?! nie napijesz się?!?, ze mną się nie napijesz!?! Odmów kulturalnie i stanowczo- NIE! „Pana polewaczki” i wszelkich „mieszających” unikamy jak ognia. Oni tego dnia UMRĄ i jeszcze pewnie obrzygają siebie i oby tylko siebie.
2GIE OSTRZEŻENIE I CZYNY: Presja jest duża, a „pan polewaczka” natrętny wtedy się mówi jeszcze raz „NIE!”. Jak brak rezultatu idzie się do gospodarza i załatwia sprawę, jak nie to cóż… każdemu przydarzają się wypadki zwłaszcza pijanym :) A to się zatrzasną gdzieś, a to zderzą z czymś wybór jest duży:).
PODKŁADA MI SIĘ PANNA: Są dwie opcje jak jest lekko na rauszu to bierzmy to za dobrą monetę dziewczyna się odważyła dajmy jej szanse jednocześnie pilnując żeby się nie zalała w trupa- to utrudnia komunikację itd. Jest zajebana i ledwo stoi… naprawdę nie stać cię żeby wyrwać coś trzeźwego na trzeźwo masz aż tak niską samoocenę i jesteś aż tak marny ?!
ZABAWA Z PODOBNYMI SOBIE: Szukaj ludzi podobnych sobie. Nie! Nie ląduj na imprezie oazowej gdzie nikt nie pije a o północy zamiast życzeń wszyscy przekazują sobie znak pokoju na jakiejś mszy czy innym patologicznym widowisku. Sylwester jest po to żeby się bawić baw się za to z ludźmi co piją tyle żeby się bawić zamiast z chlorami lub dewotami. Ludzie po kielonku czy dwóch są luźni i spoko po 0,7l na głowę są luźni bo stracili przytomność lub właśnie lecą przez ręce.
3/4 I TAK NIKT NIE BĘDZIE PAMIĘTAŁ: „Bo jak odmówię wódki czy podwózki czy czegoś to się poobrażają na mnie”. Taki chuj! Obrażą się alkocholowo czyli na max godzinkę lub do wytrzeźwienia, a części to i tak trzeba będzie powiedzieć, że się obrazili bo za nic nie będą pamiętać nazajutrz. Pamiętaj miej zasady takich ludzi się szanuje- asertywnych i z zasadami.
DYSTANS DYSTANS I JESZCZE RAZ DYSTANS: Miej dystans do siebie, zachowaj dystans do największych chlorów i podchodź z dystansem do życia, a impreza się uda nawet jak nie pijesz.
Szczęśliwego nowego roku !!!

Jak zostałem moderatorem Facebooka – czyli do czego prowadzą randki online

   Zawsze uważałem, że w życiu trzeba względnie wszystkiego spróbować. Względnie bo są takie rzeczy od, których boli dupa i już na sam dźwięk tego słowa wiesz, że tego akurat spróbować nie chcesz. Nie mniej jednak poza tymi kilkoma wyjątkami reszta świata stoi przed tobą otworem i zasada- „jak nie spróbujesz to się nie dowiesz”, działa.  
   Niemal cały  2010 rok i spory kawałek 2011 spędziłem w szpitalu. Choć stwierdzenie „w szpitalu” nie do końca odzwierciedla moją małą odyseję. Generalnie zwiedziłem; nefrologię, drugą nefrologię, choroby wewn., kardiologię, neurologię, hepatologię, zakaźny, i 3 OIOM-y, a na koniec posłano mnie do warszawy i niech tam się martwią. Na czas mojego małego tournee dostałem mały podręczny komputer z modemem do przenośnego internetu. Wtedy też uzależniłem się od Facebooka i generalnie od internetów jako takich.  Uzależnienie było do tego stopnia duże, że pierwsze co zrobiłem kiedy się obudziłem na intensywnej terapii to zrobiłem awanturę o to, że nie mam mojego komputera. Moja mała gówno burza o komputer skończyła się badaniami toksykologicznymi i lekami na sen i uspokojenie. 
Wreszcie pewnego dnia wpadł do mnie kumpel, przyniósł jakieś filmy, gry i trochę muzy i tak sobie zaczęliśmy gadać spytał co u mnie ja co u niego itd. W końcu mówię, że tu nuda, i że wyczerpałem już większość form rozrywki tj. muza, filmy, gry (te online też), chat, fora (o zgrozo nawet to na onecie), a znajomi już mają dość mnie gadającego na fb do nich. No bo ileż można? Kolega mi na to, żebym randki internetowe zaczął, skoro mi się nudzi. Ja, że jak to? Chory, w dodatku z cewnikiem dializowym w szyi? Randki internetowe nie dość, że to głupie to jeszcze jestem delikatnie mówiąc niewyjściowy. Usłyszałem tylko, „a próbowałeś?” i „w końcu i tak ci się nudzi i jest ci wszystko jedno”. No i tak zacząłem moją krótką, aczkolwiek burzliwą przygodę z popularnym portalem randkowym. W trakcie owej przerobiłem: wariatki, desperatki, dewotki, nimfomanki, mitomanki, galerianki i inne -ki. Jedna czy dwie postanowiły mnie odwiedzić w szpitalu co budowało mój wizerunek lovelasa oddziałowego i nabijało mi punkty u dziadków, którzy leżeli ze mną na sali. Wizerunek był tyle dobry co fałszywy, ale nikogo nie miałem ochoty wyprowadzać z błędu, bo i po co. Jak każdy w końcu ja też mam odrobinę próżności w sobie i czemu by jej nie zaspokoić czasem, a co? :) 
   
  Pośród tych kilku tuzinów dziewczyn poznałem między pobytami w szpitalu było też kilka fajnych, miłych, normalnych, kobiet, które były naprawdę w porządku i inteligentne i w sumie nie do końca wiadomo jak się w takim miejscu, jak portal randkowy znalazły. Z kilkoma do tej pory się koleguje i czasem spotykam na przysłowiowe ploty. :) Kiedyś jedna z nich przy okazji takich właśnie pogaduch spytała mnie, „a co ty Olek w zasadzie możesz i chciałbyś robić”. Ja zaś jako człowiek uzależniony o lichej kondycji za to uzależniony od FB powiedziałem, że prowadzić komuś fanpage i że jak zna kogoś kto potrzebuje takich usług to niech mnie poleci. 
 O całej sprawie zapomniałem oczywiście, aż tu nagle po pół roku koleżanka dzwoni do mnie, że w sumie to jest ktoś… 
Ponieważ moje marzenia i pragnienia spełniają się zazwyczaj w zabawny i niespodziewany sposób to żeby było śmiesznie fanpage jest dedykowany medycynie, głównie estetycznej, dla kobiet. Od tamtej pory piszę o ciążach, implantach, botoksach, waginoplastyce, usuwaniu zmarszczek, pajączków i wszelkich formach pośrednich pomiędzy tym wszystkim :). 
Najciekawszym co mogę powiedzieć o mojej obecnej pracy to to, że wiem ile kosztuje powiększenie punktu G i że w ogóle coś takiego jest możliwe. 
To tyle pozdrawiam :)

szpitalne must have

   Ostatnio mam jakieś gorsze dni i myślę sobie ile tak jeszcze pobiegam po wolności. Nie to żebym popełnił jakieś przestępstwo, ale od czasu do czasu jak każdy porządnie przewlekle chory mam nawrót. Z ostatniego mało nie wróciłem- tam nie ma światełka a od intubowania tą metalową rurką kruszą się zęby, zwłaszcza jedynki jak się ją wpycha na siłę. Myślenie o szpitalu wywołuje lęk pomieszany z tęsknotą coś w rodzaju krzyżówki syndromu sztokholmskiego ze strachem przed wielkim, ogromnym psem zabójcą. Wtedy człowiek myśli na dwa sposoby raz, że tęsknota jest irracjonalna i nie czeka cię tam nic dobrego więc nie masz za czym tęsknić, więc znajdź sobie coś do roboty- pozytywnego i szybko i na długo. Drugą rzeczą jest co trzeba wziąć bo doświadczenie mówi, że się przyda. Poniżej macie takie krótkie „must have” do szpitala. 
1. Własne leki- to nie żart w szpitalu mają leki podstawowe i też nie wszystkie, weź też swoje specjalistyczne mogą nie mieć i nie móc sprowadzić, a do domu możesz mieć długą drogę i wtedy lipa . Te zwykłe leki też weź np. boli cie gardło? z racji braku leków na przeziębienie dostaniesz antybiotyk, ale dopiero jak się rozwinie. Na ból gardła czy katar nie ma nic, bo nie są to leki pierwszej potrzeby. 
2. Talerz płaski średni i sztućce- od biedy dostaniesz coś z przydziału czasem, ale jak to jest sterylizowane i kto przed tobą tego używał… tego nie wiesz i lepiej nie wiedzieć.
3. Pidżama- jeśli jej nie masz dostaniesz jakieś spady po kimś na i będziesz wyglądał bardziej jak więzień Aushwitz niż jak pacjent. W sumie tam też był szpital i warunkami nie odbiegał jakoś bardzo (pomijając eksperymenty) od przeciętnej państwowej placówki w 3RP…
4. Jedzenie i picie- w szpitalu ci dadzą dietę itd. Taki ch… największe wały robi się na żarciu ceny jednostkowe jak restauracji, a jakość taka, że zdrowiej jest w „maku”. To nie są żarty jedzenie szpitalnie nie jest dietetyczne ani zdrowe, a więcej wywala się na żywienie w więzieniu niż w szpitalu. Chcesz jakoś to przeżyć załatw sobie choćby suchy prowiant i uzupełniaj go.
5. Rozrywka- tu do woli komp (najlepiej z dost do neta), książka, prasa, komórka, smartfon. Znałem i takich co przynosili telewizory przenośne. Teraz to już passe raz, że wielkie dwa ciężko coś na tym nastawić, za to radejko co cicho będzie kaszleć na szafce lub mp3 jak najbardziej. Dogadaj się tylko z innymi ludźmi z sali żeby podczas twojej nieobecności pilnowali, albo bierz elektronikę ze sobą na wszelkie badania. Fakt będziesz wyglądał jak gadżeciarz i wsiok oraz „addict” ale nikt ci tego nie zwinie.
6. Szlafrok i gumowe klapki- w szlafroku jesteś jak Pan, zwłaszcza z gazetą i jest ciepło. Dzięki klapkom z gumy nie dostaniesz grzyba pod prysznicem.
7. Środki higieny- mydło, szczoteczka i pasta, szampon, ręcznik itd. to oczywiste, ale jak wiesz, że będziesz leżeć plackiem kilka dni  zainwestuj w kaczkę co by nie mówili dezynfekcja kaczek jest ch… warta jednorazówki to rzadkość , kaczka kosztuje 20-30 zl czyli o niebo mniej niż leki na grzybicę i inne wenery. To się ciężko leczy- poważnie.
8. Papier toaletowy- możecie się śmiać, ale np. szpital na Banacha go nie ma zaś chłop ze szpitalnego kiosku sprzedaje rolki z 800% narzutem. Przy takich kwotach badania wymagające przeczyszczenia lub zwłykła sraczka stają się imprezą tak drogą jak weekend w SPA.
   To chyba wszystko z grubsza jeśli chodzi o takie najpotrzebniejsze rzeczy w szpitalu. Pewnie czegoś zapomniałem… o ! teraz już widzę, że pojechałbym bez kubka i pił z takiego małego, plastikowego gówna z automatu z gorącymi napojami. Więc kubek też weźcie jeśli kiedyś będziecie mieli taką przyjemność skorzystać z gościnności państwowej placówki leczniczej. To chyba tyle – omijajcie szpitale!!