Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Kiedy chory choruje

   To, że z chorym choruje cały dom to żadna nowina. Rodziny i bliscy chorych dzielą się w naszym społeczeństwie na dwa rodzaje. Te co chorują z chorym i te co tego nie robią. Ci pierwsi zajmują się chorym opiekują i przeżywają bardzo jego chorobę, wszelkie spadki formy itd. ale też niesamowicie cieszą się z każdych nawet najmniejszych jego sukcesów. Wtedy choroba oddziałuje na chorego oraz na jego rodzinę. W takim przypadku mówi się że rodzina też choruje. Drugi przypadek kiedy rodzina nie choruje z chorym. Jak już się pewnie domyślacie dzieje się tak wtedy, kiedy rodzina i bliscy mają chorego w dupie i zostawiają go samemu sobie. Np. podrzucają do szpitala przed świętami, bo źle się komponuje z choinką itd.. Czemu to piszę? Żeby pokazać wam jak wielki wkład w moje życie ma moja rodzina, która choruje ze mną. Oni np częściej się martwią o mnie niż ja sam.

   Choroba przewlekła ma zwykle to do siebie, że ma nawroty i remisje. W przypadku autoagresji nawrót może spowodować nawet najgłupsza rzecz np. skaleczenie, które się marze lub zwykłe przeziębienie. Im gorzej z tobą tym większy strach, twój jak i twoich bliskich, że się wróci po czymś takim choroba. Ja np. ostatnio miałem grypę na wyniki krwi po pięciu dniach infekcji wirusowej nawet nie chce patrzeć. Chorobę chory musi odchorować. Kończy się infekcja trzeba wrócić do stabilności, a to bywa bardzo ciężkie. Ja już tydzień wracam. Tym razem wiem, że mi się uda jak za każdym poprzednim razem się udawało. Moi bliscy też wiedzą, że tak będzie, ale odchorować-podenerwować się trzeba. Emocji się nie pokona i nie oszuka.

Bo umierać to trzeba umieć

   Ktoś kiedyś powiedział, że cierpienie uszlachetnia. Ktoś inny powiedział, że ten pierwszy mądrze powiedział, kolejny ich zsumował i powiedział , że ktoś kiedyś powiedział mądrze, że cierpienie uszlachetnia. Nie! Cierpienie w żaden sposób, kurwa jego mać, nie uszlachetnia!! Koniec i kropka. Powie wam to każdy kogo naprawdę coś bolało. Uszlachetniać to sobie rasę psa, drzewo genealogiczne lub sadzonki jabłonek w sadzie. 
   
   Jedno jest za to faktem, że umierać to też trzeba umieć. Niewiele jest godności w odchodzeniu w bólu i chorobie sam wiem o tym najlepiej. Tak, tak… jakim cudem wiem skoro nie umarłem? Spoko raz już mało brakowało za kolejnym może się uda :). 
   Są rzeczy, których się nie mówi i nie robi, ani w złości ani nawet w obliczu śmierci. Tak nakazuje minimum przyzwoitości. 
   Człowiek w moim odczuciu powinien coś pozostawić po sobie choćby to były dobre wspomnienia dla najbliższych.
   W świetle ostatniej wrzawy medialnej wokół Owsiaka i jego Orkiestry, jaka by ona nie była ta cała Orkiestra, zastanawia mnie jedna rzecz jakim cudem 10-letni, nafaszerowany sterydami niczym kurczak z marketu, chłopiec może odchodzić z fasonem, podczas gdy dojrzały człowiek i przedstawiciel narodu- poseł, wielki, polak, katolik i patriota okazuje się zwyczajnie zapatrzonym w siebie egoistą. Maluch niezależnie co myśleć o Owsiaku zbiera z puszką kasę bo wierzy i chce w ten sposób pomóc innym. On już ma pozamiatane, więc myśli już tylko o innych, a pan poseł nawołuje żeby oddawać krew jemu (o innych już nie wspomina) i szpik dla wszystkich bo dedykowanego oddawania nie ma. Rozumiem każdy ratuje siebie, ale jak Darskiego Doda ratowała to wkręciła się w to na całego i krew i szpik oddawać mieli wszyscy dla wszystkich i Rabczewska po dziś się angażuje z tego co wiem w te akcje. Pan poseł zaś ma na uwadze tylko siebie i mało tego siedząc w szpitalu do, którego Owsiak kupił sprzęt krzyczy żeby nie dawać kasy na Orkiestrę. Jeszcze bardziej dziwi zachowanie posła Górskiego, kiedy pomyśli się, że Owsiak z Orkiestrą fundowali akcje mające na celu krwiodawstwo i oddawanie szpiku. Tymczasem mały Łukasz, gruby od sterydów jak ja w jego wieku ledwo łażąc zasówa z puszką. Można? Można. 
Nie chcesz nie dawaj, nikt ci nie każe, ale jak już leżysz i leczysz się i jesteś beneficjentem ludzi dobrej woli to nie pluj i nie szkaluj ich i innych. Jak mówię umierać to trzeba umieć.