Miesięczne archiwum: Luty 2014

Mieszkam z wychudzonym zmęczeniem, a mój telewizor jest na monety.

   Do Warszawy przyjechałem pewien obaw, lęków co to będzie. Jedno co  mnie pocieszało to chyba tylko to, że ktoś się fajny trafi i będzie można jakoś przebiedować. No i się przeliczyłem. O ile Mati, z którym kiedyś leżałem na Banacha dał jak zwykle radę. Po królewsku, podjął, ugościł, oprowadził i w ogóle wszystko na 100%. To dalej już była tylko równia pochyła i zjazd po niej. Zacznijmy od Sylwka. Chłopina mojego wzrostu (191) i 55 kg wagi i to chyba niecałe. Z jakąś rzadką chorobą, starą przetoką po przeszczepie niechęcią do życia i nadopiekuńczą mamą, która po raz pierwszy od prawie dwóch tyg zawinęła się do domu. Wcześniej w dzień siedziała na krześle przy jego łóżku, a w nocy pochrapywała uroczo na wyciągniętej z Bóg wie kąd kozetce. Sylwek chodzi spać już ok 21:00 i nie lubi żadnego światła więc pisząc to siedzę przy biurku pielęgniarek przed zabiegówką. 
    Teraz warunki, do Sylwka wrócę jeszcze po drodze. Otóż warunki są ok oddział ładnie wyremontowany zgodnie ze standardami jak na zachodzie (nie to co Kraków gdzie się odświeża o ile w ogóle). Na personelu białym nikt nie oszczędza, jak to ma miejsce w innych jednostkach gdzie na noc jest jeden lekarz na kilka oddziałów i do tego jedna pielęgniarka na każdym. Tu pański gest, nie dość, że minimum 2 pielęgniarki to jeszcze salowa lekarz czasem z rezydentem. Nie wiem jak na innych oddziałach czy klinikach tu jest tak. W pokoju łazienka wszystko na błysk. W każdym pokoju też jest telewizor. Telewizor jest po 2/h. Sylwek go nie ogląda bo jest zmęczony. Sylwek wielu rzeczy nie robi bo jest zmęczony. Za to już od wejścia na salę napadli mnie z mamą (nawet butów nie przebrałem co dopiero mówić o reszcie) co to mu jest i jak to źle mu jest. Nie to, że nie mam empatii współczucia, (dobra w sumie to nie mam, a przynajmniej nie za wiele) ale ja też jestem chory i chciałbym pożyć! Sylwek wydaje mi się ćwierć warzywkiem i mentalnie i umysłowo i psychicznie. Przy okazji przeszczepu powinni go byli zszyć z mamą sądzę, że to by się obojgu spodobało. Nawet pod prysznic zabiera mamę. Kiedy nie mógł się ruszać rozumiem, ale teraz??  Sylwek nie poszedł nawet na rezonans bo UWAGA był zmęczony! Mama zamiast go posłać to sama stwierdziła, że jest zmęczony więc żeby nie szedł. Zawieźli by go przecież i KURWA na rezonansie się leży!!! Mnie jak trzeba było to karetką z drgawkami na wpółżywego wieźli na rezonans. Sylwek się mało odzywa jak już to pyta o papieża, pałac biskupi, Wadowice i czy tam byłem.  Na koniec o Sylwestrze mogę powiedzieć, że jest mocno wierzący i ma 33 lata, jak Jezus w chwili śmierci- przypadek?!…
 
   Wróćmy dalej do warunków. Diety szpitalnej nie lubiłem nigdy, ale zawsze jakoś byłem w stanie znaleźć logikę w tym co podają. Tu za cholerę jej nie widzę. Dietetyczne gówniane na przemian z niedietetycznym i też gównianym. Nie wiem… że co + z – się znoszą!? To nie jest kurwa matma, to tak nie działa! Na koniec zostawiłem najlepsze na jednym z kanałów (miejscowy wesołkowaty księżulo reklamował dziś na wizycie) jest transmisja UWAGA z kamer z kościoła przy szpitalu. Za dwa zeta mogę dobrodzieja podglądać również w pracy :)!!! Albo jebnąć sobie mszę za zdrowie i czaić czy mi ją odprawi ewentualnie obejrzeć mszę za kogoś. Jako wisienkę na tym telewizyjnym torcie pewnie jakąś mszę żałobną bym wyczaił.  Czad co ?! Umilić sobie taki seans mogę herbatą gorzką bo słodkiej nie ma, jak również napojów do obiadu :). Za to jest czajnik dla wszystkich i woda z kranu, suchy chleb (nie mylić z czerstwym) dla konia tj pacjenta i mikrofala też dla pacjentów plus dwie lodówki. Generalnie daje mocną 4 na 5 w skali Polskiej Służby Zdrowia.

Wszycy jarają się Ukrainą, a w moim akwarium dyskoteka. Czyli co to będzie w tej wawie w kolejnej klinice.

    Strasznie się zapuściłem z pisaniem przez ostatnie miesiące. Po 2!! posty w miesiącu, ale może w lutym się uda poprawić. W końcu tematów mi trochę przybędzie, bo w przeciwieństwie do całej naszej jakiejś „ELYTY” czy to rządzącej czy wszelkiej innej, ja jaram się czymś innym. W swoim świecie jestem celebrytą i tak też o sobie myślę, a czym się jaram? Ano tym się jaram, że zadzwonili do mnie jakiś czas temu z Kliniki Immunologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Co to oznacza? 
   1. nowe przygody na warszawskim gruncie oraz szereg niedogodności takich jak proces karmienia. Jakbym i tak z niewiadomych przyczyn nie rzygał ostatnio po niemal wszystkim co zjem. „Lepiej nakarmią cię w chujowym lokalu niż polskim szpitalu”. 
   2. Zadzwonili specjalnie do mnie jak do gwiazdy i powiedzieli, że w niedziele żebym sobie swobodnie o dogodnej godzinie przyjechał i co mam wziąć. Pani dr powiedziała też, że będzie konsylium samych profesorów i będą radzić. Taki jestem niezwykły k…. jego mać! :) O ile mnie nie wykończą, nie złapię grzyba, kolejnej sepsy (jedną mi już w Krakowie nomen omen na zakaźnym zafundowali) i cholera wie czego jeszcze, może podkreślam może powiedzą mi coś co mnie wreszcie ucieszy. Tak więc jadę zimą, polską koleją, do polskiego szpitala. Kumulacja jak w totka tylko zwrot przeciwny :). Jedyne co poza tym mnie martwi to wymiana świetlówki w akwarium bo jedna się spaliła i mam cały czas dyskotekę, że aż padaczki można się nabawić, a nie gendery czy cholerna Ukraina. Oni tam mają dobre tradycje w zabijaniu więc po co im przeszkadzać zwłaszcza kiedy tłuką się sami ze sobą. Może jeszcze gołe babsztyle z femenu pogonią gdzieś po śniegu i będzie wesoło.  W końcu te ostatnie też z Ukrainy do tego rozbierać się lubią i to zwykle nie proszone:).