Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Jak się wozi dializa :)

   Na Kopernika przy klinice nefrologii jest stacja dializ, a nawet dwie tak ściśle rzecz biorąc. Już wyjaśniam klinika znajduje się w dwóch budynkach i dwa oddziały się dublują; nefrologia zachowawcza i dializy. Czy jest to marnotrawstwo kasy? Nie tak na dobrą sprawę to wszystkie cztery są zapchane do tego stopnia, że na dializach brak już miejsc, a na nefrologii ludzie leżą na korytarzach. Co zresztą widać na moim fanpage. Tak ja też tam byłem i swoją pokutę na korytarzu odbyłem.

Każdemu choremu dializowanemu przysługuje dojazd. Nie tylko na Kopernika, ale w każdej stacji dializ w Polsce. Nie każdy z tego korzysta, ale ja tak. Czemu korzystam po dializie czasem tak się czuję, że strach wsiąść za kółko. Tramwa czy autobus wtedy tym bardziej odpada. Transport jest organizowany przez firmę zewnętrzną, której płaci szpital. Firma ta w naszym przypadku dysponuje skodami feliciami w stanie takim, że jeszcze jeżdżą, ale jak długo i kiedy kupią coś nowego to tego nie wie nikt. Krążą za to różne plotki tak jak owe skody są różnego koloru i różnie oklejone znakami transportu.

Kierowcy są mili, uprzejmi i zawsze pomogą. Zwykle kiedy zbliża się odłączanie kolejnej zmiany dializowanych zbierają się na podjeździe przed nowym budynkiem i sobie plotkują, politykują. Ten i ów pali, często z chorymi, którzy skończyli dializę wcześniej od innych i teraz czekają na resztę żeby pojechać do domu. 

Bywa, że mój kierowca czasem ma wolne czy w jakiś inny sposób tego akurat dnia nie kursuje, wtedy przyjeżdża po mnie i całą ekipę ze mną dojeżdżającą (dojeżdża nas 4os + kierowca) rozpierdalająca się kupiona gdzieś na niemieckim szrocie karetka WV transporter. To coś jest bez klamek, drzwi się zacinają i trzeba się z nimi od zewnątrz szarpać, a dach przecieka. Na dodatek jest brudne, że jej i wszystko w środku lata. 

Wracając jednak do naszych skod i kierowców, mamy do siebie telefony i dzwonimy oni do nas jak nadjeżdżają my do nich jak np. jakoś inaczej trafiamy na lub z dializy. Wszystko było by ok gdyby nie to, że te auta są ciasne bez klimy i już mocno wysłużone, a siedzenia są obite czarnym skayem co w upalne dni parzy. Podsumowując może nie wozimy się po królewsku, ale przynajmniej trafiamy na miejsce na czas.

Zastanawia mnie jak jest z transportem w innych krajach. Jak tam się to rozwiązuje liczę, że się dowiem bo póki żyję i jakoś funkcjonuję to chciałbym gdzieś pojechać np. na wakacje czy coś.

Wakacje w rytmie poloneza- Czyli rzecz o polskim cebulactwie i nie tylko.

   Tak samo jak kilka polonezów jeszcze jeździ po naszych drogach, tak i jeszcze kilka osób tańczy ten tradycyjny taniec. O ile taniec to nie obciach to posiadanie poldka, o jeśli się nie jest pasjonatem, już takim synonimem obciachu troszkę jest. Podobnie obciachem jest nieraz spotkać rodaków na wakacjach. Wprawdzie nie jeżdżą oni już malczanami czy rzeczonymi poldonami na te wakacje, a Bługaria wraca do łask ( ponoć fajny kraj na odpoczynek), ale jednak i bez tego nie raz wstydu jest, że jej.

Często gęsto wstydzimy się swoich na wakacjach i często jest czemu. Kradną, kurwią się, zachowują jak prosiaki, syfią, jak coś za darmo to biorą jakby zapasy na „zombie apocalypse” robili, na tzw. „all’ach” chleją do porzygu i rozrabiają, ubiór też jest często świetny- słynne sandały and skarpetasy:)!! etc. etc. …
Nurtuje mnie tylko jedno pytanie, czy aby cebulaki są tylko w Polsce? Moim zdaniem nie. Spójrzmy na inne nacje; brudnych Francuzów, którzy bywa, że są gorszą plagą niż Cyganie. Rozdzierających gęby bez powodu Hiszpanów czy Włochów. Bekających ociekających tłuszczem i browarem Niemców, wiecznie najebanych Anglików. Dalej, nikogo i niczego nie szanujący, chronieni przez uzbrojony Mosad Żydzi. Kiedy się spojrzy na turystów ze wschodu to już w ogóle ciarki przechodzą.  Uwierzcie lub nie, ale wyjściówa na Silnego z „Wojny polsko-ruskiej” lub na „chav girl” z za Buga  to nie jest ich największy grzech…
Tak moi drodzy cebulaki są wszędzie, w każdej nacji bez wyjątku. Moim zdaniem najlepiej jest pojechać gdzie nam się podoba i dobrze się bawić, nie oglądając się na buraków niezależnie od ich pochodzenia. 
Na koniec takie moje dwa hasła na te wakacje może chwycą, kto to wie? ;
Burakom innym niż na talerzu  mówimy stanowcze NIE! 
Wakacje są żeby szaleć, a antykoncepcja czyni to szaleństwo bezpieczniejszym!
:)

Olek i pszczoły.

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem 6ciu w miarę kompletnych uli, do których systematyczne nabywam pszczół i sprzętu pasiecznego.
Ale po kolei, jak to do tego doszło;
Kiedy już wiedziałem, że czekają mnie dializy i że jakość mojego życia ulegnie zmianie i pewnie też jakiemuś pogorszeniu, naszedł mnie smutek i żal. Niby wiedziałem co i jak, bo już raz mi się zdarzyło być na dializach (tylko miesiąc i 3 lata temu, ale zawsze i wspomnienia pozostają) i byłem przygotowany i w ogóle.
To że udało mi się odwlekać nieuniknione jeszcze 3 lata to i tak wynik mojej zawziętości i woli walki.  No, ale cóż, nawet Janosika w końcu powiesili na haku i Mela Gipsona co był „Bave heart’em” też załatwili, tak więc ja też w końcu miałem takie wyniki, że miałem dość i zgłosiłem się do „Kliniki Nefrolugii CMUJ.” Byłem mentalnie przygotowany na to wszystko wiedziałem niby, że to już nie na miesiąc, jak kiedyś tylko na stałe, mimo to ogarnął mnie jakiś taki „weltschmerz” (czy coś?!) i postanowiłem że zrobię coś głupiego.
Zamawianie obiadów i sushi do szpitala było mało kreatywne, ale za to smaczne, mimo to wiedziałem, że żeby się otrząsnąć z marazmu potrzebuję czegoś więcej czegoś innego niż wszyscy i z grubej rury. Pomyślałem, że czasu będę miał dużo jak większość niepełnosprawnych więc trzeba pomyśleć. I wtedy przypomniał mi się ojciec mojego przyjaciela; pan Rysiek.
Pan Rysiek w dwa lata zrobił pasiekę z niczego. Poszedł na kurs, kupił pierwsze ule, teraz pomnaża, dokupuje, wozi, leczy, zapobiega, karmi, dogląda, obserwuje- jednym słowem dba. Ja pomyślałem, a w sumie czemu by nie! Skoro tata Piotrka (pan Rysiek) może to ja też. Postanowiłem się zapisać do związku pszczelarskiego, opłacić składki za ten rok, kupić ule, podstawowy sprzęt i ruszyć do boju. Na początku kupiłem zestaw hobbystyczny tj dwa ule z których zrobiło się 4 i potem dokupiłem jeszcze dwa i razem mam 6. Pan Rysiek pożyczył mi książki, dał wskazówki co i jak (zresztą nadal daje). Ja zaś nie wiem jeszcze jak zareaguje na użądlenie albo i kilka na raz, kiedyś reagowałem dobrze, teraz bez pracujących nerek i z dziwnie działającą wątrobą, to cholera wie, ale jak to mówią „no risk no fun”.

Podsumowując: pomysł na króla Juliana- „Zróbmy to zanim dojdzie do nas że to nierozsądne!”, który poprawił mi humor i dał nowe zajęcie, odrobinę niebezpieczne ale mega hipsterskie i zajawkowe:)!! oraz WIELKIE zdziwienie mojej familii, kiedy pierwszy ul się pojawił na środku salonu (bo nie miałem go gdzie postawić), są bezcenne! Za resztę „zapłaciłem kartą master card”:) co spłukało mnie z hajsu prawie do cna.

Taki przełom w życiu może obudzić i dać kopa do działania każdemu. 

Nie mówię zaraz, że trzeba kupować pszczoły, ale jeśli tkwisz w marazmie lub melancholii czy zbliża się dół zrób coś szalonego oderwanego od rzeczywistości, a potem daj się ponieść wirowi wydarzeń. Po akcji tego typu jak moje pszczoły (ważne żeby akcja była „im plus”-pożyteczna. Moje pszczółki docelowo mają mi osładzać życie miodem, a i może się nadwyżkę jakąś sprzeda…) na pewno nie będziesz się nudzić i mieć czasu żeby się dołować. GWARANTUJĘ CI TO!

Pamiętaj tylko o jednym najważniejsze w takiej terapii wstrząsowej jest rozwojowe działanie dla siebie i otoczenia oraz PIERDOLNIĘCIE!

A czy i co z moich pszczół wyjdzie to zobaczymy na następny rok jak przezimują :).

Mam 29 lat i”Nie narzekam”

Bardzo mi się spodobał post Wojtka Kardysia pt. „Nie narzekam”. Narzekanie nic nie zmienia (jedyny wyjątek to narzekanie lekarzowi lub w pomocy społecznej- wtedy jest zmiana- zasiłek lub leczenie. Tam wręcz nie wypada nie narzekać).
Ja co prawda tak łatwo jak Wojtek nie mam, tzn. Wojtek jest zdrowym BYKIEM, ja wręcz odwrotnie. Mimo to staram się żyć z dnia na dzień i jakoś sobie to życie organizować. Piszę jakoś, bo nie zawsze się da tak żeby było 100% dobrze, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Ja np. pisząc to mam miłą obsługę pielęgniarek na dializie, a łóżko obok leży dziewczyna- Jola, która też podobnie jak ja ma aspiracje jeszcze pożyć:). Więc lubię na swój chory sposób to co mam. Mogło być gorzej.
Wkurw mnie zaś ogarnia kiedy słyszę, że ktoś mając wszystko co niezbędne do normalnej egzystencji, dalej jojczy, że mu źle. Źle ci?! To weź się KURWA postaraj żeby ci było lepiej! 
Mam 29 lat, jak dobrze pójdzie to za odrobinę ponad pół roku będę miał 30tkę. Zawsze kiedy osiągałem dno (zdrowotnie) znajdowałem sposób na siebie, kiedyś mi ich pewnie zabraknie, ale to jeszcze nie dziś.
Po wyjściu z OIOM-u zrobiłem mgr. wcześniej o ile mi zdrowie pozwalało pracowałem. Obecnie wymyśliłem sobie pszczoły (tak mam ule itd.) i bycie mówcą motywacyjnym. No bo jak ja mogę to ty i ty i ty… i każdy kto zdrowy może!  Siebie motywuje, co jest najtrudniejsze, to innych też mogę zmotywować do działania, do ŻYCIA! Każdy swój lepszy (tj. taki bez bólu zawrotów lub urwanego filmu itp.) czas staram się wykorzystywać do pracy nad sobą, żeby poczytać, żeby czegoś nowego się dowiedzieć, nauczyć, poznać nowych ludzi mieć życie socjalne. Bywa różnie, ale generalnie jakoś da się! 
Dacie wiarę, że oprócz prawka mam jeszcze patent żeglarski? Kto zdrowy ma? A żeby go dostać musiałem zdawać ten sam kurs co zdrowi, a nie tam jakieś pitu pitu dla niepełnosprawnych.
Na koniec powiem tylko tyle nie pisałem dawno bo miałem małe przeboje minn. film mi się zerwał i w lany poniedziałek i wylądowałem na SOR, a potem na oddziale i w sumie to dopiero we wtorek wieczorem coś zacząłem kontaktować. Ale teraz w imię zasady „Nie narzekam” staram się znowu coś wykminić, żeby było dobrze. Na tyle dobrze na ile może być.
Tak więc DO DZIEŁA wbrew wszystkim i na złość wielu! Ja NIE NARZEKAM to ty też możesz!