Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Walka z uzależnieniami po polsku na modłę zachodnią- czyli wzorce z dupy.

    Ostatnio czytam sobie na Onecie, że w Krakowie uchwalono 19 mln na działania związane z profilaktyką i zwalczaniem nałogów. Działania te mają być adresowane w dużej mierze do dzieci i młodzieży w różnym wieku.

Roczny koszt utrzymania i funkcjonowania domów kultury to około 20 mln, czyli 1 mln więcej niby nie wiele, ale szkodzi i kłuje to naszych rajców i prezydenta w oczy i wali po kieszeni.

Koszt budowy stadionu Wisły (niby miejskiego) 600mln, a to nie koniec bo tu 100 na daszki tam 200na coś i ostatnio hit remont całej trybuny (nowo wybudowanej, bo niby na euro 2012).

Do tego dosypano kasy (i to nie mało) na drugi stadion, Cracovii.

No i kolejny hit. Tyle się gada o zieleni, parkach itd. i opowieści są, że powstają (niby) jak grzyby po deszczu tymczasem liczba nasadzeń jest dużo mniejsza niż liczba wyciętych drzew. Już nie mówiąc o tym, że nasadzenia zastępcze robi się bez pomysłu i gdzieś na obrzeżach miasta.

Czemu ja to piszę? Jaki to ma związek z profilaktyką uzależnień i nałogów i wszelkimi programami związanymi z przeciwdziałaniem, zapobieganiem, a najczęściej już leczeniem tych zjawisk?

Zadziwiające jak ludzie nie widzą takiej prostej korelacji, że jak masz gdzie wyjść na świeże powietrze, masz gdzie pójść na zajęcia dodatkowe za niewielkie pieniądze lub nawet za darmo, jak jest pewność i ciągłość tych zajęć, to nie masz po co szukać oderwania od nudy i rutyny we wszelkich używkach.

To czego dziecko i młody człowiek uczy się na dobrze przygotowanych zajęciach, które zajmują tzw. czas wolny. Robi to a mógłby wtedy pić, brać itd.

To czego dziecko i młody człowiek uczy się na dobrze przygotowanych zajęciach, które zajmują tzw. czas wolny. Robi to a mógłby wtedy pić, brać itd.

Kiedyś jedna z małych Brytyjek spytana przez dziennikarkę BBC czemu wy, młodzi pijecie? Odpowiedziała „A co mamy robić?!”. Najgorsze, że miała rację. W Wielkiej Brytanii model dostępu do dóbr kultury i wszelkich zajęć dodatkowych jest modelem prywatnym, który nie gwarantuje ciągłości oraz powszechności. Co przez to rozumieć; ubogość zajęć, ich słabe przygotowanie, wreszcie modułowość (5tyg farbki, 1 tydz. ping pong, 4 dni flet lub wyjście raz jeden na rok do muzeum, zoo, czy gdzieś tam). Tak jeszcze nikt nie nauczył się niczego i nie rozwinął w żaden sposób. Na koniec warto powiedzieć, że nie każdego stać na wykupienie jakiś lepszych zajęć. Podobnie do Anglii ma się rzecz w całej Europie Zachodniej, gdzie o ile muzea czy dobra kultury są dotowane przez państwo to szeroko pojęta oferta spędzania czasu wolnego przez dzieci i młodzież już nie, lub jest na żenującym poziomie. Bilard, piłkarzyki, rzutki i automat z colą i batonami- ten ostatni płatny.  Stąd patologie takie jak picie, narkomania, przemoc itd. stąd tak duże nakłady na walkę i leczenie uzależnień i agresji. Warto zaznaczyć, że tę lukę, którą zostawiło na zachodzie (wyjątek Skandynawia) państwo chętnie wypełniają die tylko alkoshopy i dilerzy, to też pożywka dla wszelkiej maści sekt i innych psycholi w tym muzułmańskich ekstremistów. Oni mówią: „Nikt o ciebie nie dba. Choć do nas masz za darmo sport, sztukę, rozwój w tym duchowy…” A wystarczyłoby umieć dobrze zorganizować czas wolny młodym. Pomóc im rozwijać ich zainteresowania. Zamiast budować stadiony, gdzie dilują kibole i które są nierentowne oraz które otwiera się 2 razy w miesiącu na mecz.  Bilet przeciętnie kosztuje 50-100zł. Za taki trzeba wyrzucić z własnej kieszeni więc też nie każdego stać, żeby w ten sposób „uczyć się tolerancji i kultury przez sport”:). My w Polsce chcemy za wszelką cenę wcielać wzorce zachodnie. Problem w tym, że tylko te, które gwarantują naszym elitom nieskrępowane możliwości otępiania społeczeństwa i upadlania go tworząc coraz to większe dysproporcje. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś na modłę zachodnią był w awangardzie walki z korupcją np. poprzez transparentność umów, oświadczeń majątkowych lub wprowadzania tzw. dobrych praktyk czy poprawy prawa. Za to wprowadza się politykę imprez i mydlenia oczu pierdołami oraz ochłapów z pańskiego stołu.

Nie wszystko co za komuny było złe np; spółdzielczość była ok, bary mleczne były ok, domy kultury były ok i działające przy nich kina i teatry, też. Potępianie wszystkiego w czambuł i odgradzanie się płotami szlabanami niczym w RPA do nikąd nie prowadzi. Chciałbym dożyć czasu kiedy nie trzeba wydawać 19 baniek na walkę i leczenie z uzależnień, a dzieci i młodzież w tym te z najbiedniejszych rodzin, chodzą do domów kultury i rozwijają się na nowych mądrych obywateli. Niestety nie urodziłem się żółwiem z Galapagos i może być z tym problem…

ps. Ten tekst też miał być o pszczołach:) Znowu nie wyszło. W każdym razie czekam z niecierpliwością wiosny i nowego sezonu mając ogromną nadzieję, że coś przeżyje z tych moich pszczółek i nie będę zaczynał od zera.

a4_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Dziś na obiad będzie wieprzowina. Wpis diabła wart.

Mój kumpel stwierdził kiedyś, że duuuużo prościej będzie zrobić listę tego lub tych co ja ich lubię niż na odwrót. Najgorsze w tym wszystkim co mi powiedział, jest NIE to, że  jechaliśmy 70km/h autem i za cholerę nie dało się od tego stwierdzenia w takiej sytuacji uciec. Najgorsze jest to, że Piotrek czyli moje chodzące sumienie, ma przeważnie rację i potrafi minie w razie próby polemiki wypunktować niczym „Wujek Zdzisiek Mistrz Ciętej Riposty”.

Ostatnio jest na tapecie sprawa muzułmanów. Ja nigdy nie byłem specjalnie ufny wobec wyznawców Allaha (co wynika z doświadczeń). Po tym co się ostatnio stało we Francji utwierdziłem się tylko w moim przekonaniu, że Europa pogrąży się w chaosie może nawet będą wojny religijne bo i czemu by nie. Na koniec nasz kontynent podzieli się i wtedy… co wydaje mi się o tyle absurdalne co śmieszne my, tzn. Polska cała, będziemy w tej lepszej części i jeszcze polubimy się z Ruskimi i Białorusią. Tak, tak moi drodzy. Irlandię i zieloną wyspę będziemy mieli, ale nie dzięki największemu polskiemu gastarbaiterowi Donaldowi co wyjechał, ani jego „przydupasce” Ewie co sypie górnikom z naszego, tylko dzięki temu, że zachód zachodzi i nastąpią tam znowu wieki ciemne. Dokładnie tak jak to miało miejsce po upadku Rzymu. Bizancjum trzymało poziom, a zachodnia część imperium… no cóż… równia pochyła to mało powiedziane, żeby opisać co się tam i tu będzie już niedługo wyprawiać.

diabel 123

Allach, Allachem, ja tu gadu, gadu, jak jakiś Wernychora, a miało być o zupełnie czymś innym miało być o tym, że do motywacji nie trzeba być ani poprawnym politycznie, ani optymistycznym. Ja odkąd pamiętam mam permanentnego WKURWA. Trochę to jest spowodowane podwyższonym amoniakiem we krwi, trochę też tym, że taki się już urodziłem. To co mówią, że nie da się być zmotywowanym bez życia w dobrostanie emocjonalnym, bez bycia pełnym pozytywnych uczuć i miłości dla innych to bzdura. Słuchanie takich pierdół wzmaga tylko frustrację i podenerwowanie, bo na co dzień nie da się tak żyć, a już na pewno nie w Polsce. Bycie non stop pełnym pozytywnej energii i miłości do świata jest wykonalne tylko w dwóch przypadkach; 1- jak jesteś pełen kosmicznej energii lub wcieleniem Jezusa czy Buddy czy innego czegoś tam. Czyli zwyczajnie ci odjebało i jesteś na najlepszej drodze do psychuszki. 2- Nałogowo jarasz lub wrzucasz, dropsy, lsd lub inne happypile. Wtedy też jesteś na najlepszej drodze tylko na odwyk lub gdzieś w Bieszczady czyli de facto na odwyk i schować się przed dilerem, któremu wisisz niezły hajs. Tak czy tak masz przejebane jeśli dałeś się wkręcić w akcje typu będę super pozytywny cały czas. Ludzie normalni, tacy co nie kłamią i nie mają nic do ukrycia, którzy nie chcą cię wyruchać lub wejść ci do dupy bez mydła NIGDY nie są permanentnie uśmiechnięci. NIGDY i już!

Nic tak nie motywuje jak złość lub chęć pokazania światu gdzie się go ma. Mówię to z własnego doświadczenia ja wstaje od lat na złość wszelkim łapiduchom, konowałom, urzędasom, klechom i wielu wielu innym, którzy chcieli by mnie zamieść pod dywan i to tak żebym już spod niego nie wylazł. W waszym życiu będzie nie jeden, nie dwóch nawet nie dziesięciu, którzy będą się cieszyć kiedy się wam powinie noga. Będą tacy co będą wam próbowali świnię podłożyć, będą was ciągnąć w dół, lub czekać aż się sami potkniecie. Należy o nich pamiętać (ale nie żyć nimi i dla nich) to oni są motorem napędowym dla wielkich. To wtedy właśnie, kiedy patrzysz na ich zazdrosne, zawiedzione i wkurwione twoim powodzeniem i szczęściem gęby, odczuwasz radość. Piszę radość bo szczęście daje zrealizowany cel i dążenie do następnego i następnego… tak aby pozostało coś po nas, aby nasze życie miało jakiś głębszy sens.

Na koniec coś o pszczołach. Pszczoły są fajne koniec i kropka. Kto twierdzi inaczej ten zwyczajnie jest w błędzie nie ma racji lub jest z niego głupi buc.  Wiecie, że ten post miał być cały o pszczółkach i znowu nie wyszło :). Może następnym razem się uda. :)

DSC_0281

DUPA BOLI MISIA, czyli jak zostałem pszczelarzem

a8_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Każdy kto mnie spotyka i słyszy czym się zajmuje i co chcę dalej z tym robić. Robi wielkie oczy. Często upewnia się, że mówimy o tym samym. O pszczołach. Takich żywych, co robią miód, bzyczą, zapylają i żądlą. Kiedy już jestem dogadany z moim rozmówcą, że tak owszem, właśnie o takie pszczoły chodzi, takie żywe itd. Zadawane jest mi kolejne pytanie, które brzmi mniej więcej tak; Skąd taki pomysł? i „Gdzie je trzymasz, na balkonie?”. No i całą historię trzeba opowiadać od początku… Nie żebym był socjopatą i nie lubił ludzi i rozmawiać z nimi, ale gadam w kółko to samo, a nigdy nie lubiłem czynności powtarzalnych. Pomyślałem więc opiszę wszytko na blogu i będę odsyłał ludzi tutaj niech sobie przeczytają, a było to tak…

b4_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

12.03.2014 kończyłem 29 lat impreza była udana, choć ja już nie miałem złudzeń, że dni moich nerek są policzone. Zastanawiałem się ile jeszcze wytrzymam bez dializ. Wytrzymałem tydzień potem sam zgłosiłem się do mojego lekarza prowadzącego, żeby wypisał mi skierowanie do szpitala na klinikę nefrologii, gdzie dobrze mnie już znali. W końcu leczę się u nich nieprzerwanie już ponad 10 lat. Mniejsza jednak o to. Na klinice, na oddziale dostałem cewnik permanentny i termin na wytworzenie przetoki żylnej do dializ. I kiedy sobie tak przez weekend czekałem na to czy i kiedy mi wsadzą „permkata” (tak się mówi na cewnik permanentny). Pomyślałem sobie, a uwierzcie w szpitalu jest ogrom czasu na myślenie, „Co ja teraz będę kurwa robił, bo rumakowanie się skończyło i mam przejebane w chuj”. Podczas takich rozmyślań nad tym, co by tu i jakby tu, wróciły wspomnienia jak to jako mały chłopiec chodziłem z dziadkiem do jego pszczół. Koniec takiego wypadu był zawsze taki sam; płacz, śpik do pasa i co najmniej jedno żądło do wyciągnięcia. Taki obrót sprawy nigdy mnie jednak nie zniechęcał i zawsze szedłem po raz kolejny i kolejny i… Sam nie wiem co w pszczołach takiego było… Z perspektywy czasu wydaje mi się, że albo byłem masochistą już w tym wieku, albo kręciło mnie to co zakazane i niebezpieczne oraz niszowe. Super też smakował miód z woskiem do żucia i ten zapach, który towarzyszył pracy przy pszczołach… Ahhh…

a2_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

W szkole czytając wypracowania na polskim pt. „Jak spędziłem wakacje” chwaliłem się dojeniem krów, kierowaniem ciągnikiem, czy próbami ujeżdżania świni, nigdy jednak pszczołami. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że chyba tylko dla tego, bo wydawały mi się mało interesujące i wzbudzające zazdrość u moich kolegów z klasy, oraz dla tego, że każde takie wyjście kończyło się  wyciem i wyciąganiem żądeł. Taki finał to dla młodego faceta lat 7-8 totalna porażka, a wiadomo wakacje mają być pełne przygód, zwycięstw i męstwa. Z samego chodzenia do pszczół lubiłem najbardziej podkurzacz, który robił masę dymu. Można było nim dymić okrutnie i do tego rozpalić go samemu. To zaś oznaczało bezkarną zabawę zapałkami. Rozpalało się go papierem, próchnem i/ lub suchym krowim łajnem. To ostatnie paliwo, czyli suche krowie gówno, też nie było niczym do chwalenia się, podobnie jak podpatrywanie jak się prowadzi byka do krowy. Domowa cenzura w postaci mamy, która poprawiała mi błędy, by i tak czegoś takiego w wypracowaniu nie puściła. Ponadto nawet taki naturszczyk, jak ja zdawał sobie sprawę w swoim dopiero kształtującym się małym rozumku 8-latka, że pewne rzeczy narobią więcej kłopotów niż pożytku.

a7_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Tak mi te wspomnienia zostały i gdzieś tam z tyłu głowy się kołatały, rosły, by wreszcie dojrzeć i pod wpływem choroby wykiełkować i nabrać kolorów i realnego kształtu w postaci pomysłu na życie. Kiedy opowiedziałem o tym rodzinie odbiór był, jak zwykle taki, jaki był za każdym razem kiedy wzdychałem sobie nieśmiało do pszczół. „A gdzie ty to postawisz?! Na balkonie?! Hahaha!” Ja zaś stwierdziłem, że teraz albo nigdy, wszelkie kpiny uśmiechy i politowanie oraz opowieści o balkonach olałem twierdząc, że „nie martwcie się”. Szybko, nie czkając aż dojdzie do mnie na co się porywam dowiedziałem się co i jak i zacząłem działać. Zadzwoniłem do jedynego pszczelarza jakiego znałem- taty mojego kumpla- pana Ryśka. Wypytałem go co i jak oraz czy mi pomoże zacząć. Kiedy pan Rysiek się zgodził. Pozostało czekać tylko na wypis ze szpitala. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu z kliniki to zamówienie pierwszych uli. Jakież było zdziwienie mojej mamy, kiedy na środku salonu zobaczyła ul. Wtedy uświadomiła sobie, że nie żartowałem z pszczołami i że z tym będzie jak z rybkami. Miało przejść po tygodniu, jak każdemu normalnemu dziecku. Nie przeszło. Rybki hoduję już 23 lata. Szybko skompletowałem cztery styropianowe ule. Potem odstawiłem do hodowcy żeby wsadził mi tam odkłady (taki zalążek rodziny pszczelej- matka i ok 2-3tyś pszczół). Potem doszły kolejne ule tym razem już drewniane, te poszły w góry. Tam pszczoły podarował mi brat mojego sąsiada, bardzo fajny facet, podobnie jak moi sąsiad i jego rodzina. A dwa kolejne ule też drewniane stoją rzeczywiście na balkonie, ale puki co są puste. Pierwszy rok hodowli poświęciłem na naukę: czytanie, pracę z pszczółkami pod okiem fachowców, pracę w pracowni, konferencje o pszczołach itd. Dlalej chcę rozwijać swoją pasję o ile i na ile zdrowie pozwoli, bo pszczoły są naprawdę fajne, dają dużo satysfakcji i MIÓD :).

DSC_1607

Od 18tego stycznia zaczynam zbierać pieniądze na stronie crowdfundingowej https://wspieram.to/ żeby kupić podstawowe wyposażenie do mojej własnej małej pasieki, bo póki co korzystam z życzliwości pana Ryśka, który udostępnia mi miejsce u siebie oraz swoją pracownię pasieczną. Ci którzy to czytacie „szerujcie” to dalej i dalej, bo fajnie, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że można pomimo choroby żyć w miarę pożytecznie i mieć swoją pasję.