Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Pierogi zajebisty fastfood po polsku.

Ostatni tydzień minął mi pod znakiem pierogów. Jadłem je od środy aż do niedzieli, nawet dzisiejsza burza mi w tym nie przeszkodziła. Dawniej wszyscy jarali się ravioli lub tortellini, jaby było czym jedne mają przeważnie beznadziejny farsz drugie są jakieś małe i okropnym farszem. My tu na terenach dawnej Rzeczpospolitej obojga narodów mamy głęboką dawną tradycję robienia pierogów, która chwała bogu odżywa z każdym rokiem.

DSC_0670

Komuna zabrała nam wszystko od przyzwoitości i honoru przez zaufanie społeczne na ludowości i kulinariach skończywszy. Ludowość padła bo była etatowana przez partię więc tylko Mazowsze i inne karykatury ludowości polskiej a kulinaria bo część była burżujska i wielkopańska, a na ugotowanie reszty niestety , idąc za klasykiem, nie wystarczą szczaw i mirabelki. Tak więc zniewolenie i braki gospodarcze załatwiły nas na jakieś 50 lat. Kiedy wreszcie w tym kraju się trochę poprawiło gospodarczo, to różni ludzie po chwilowym zachwycie, gównianym, śmieciowym jedzeniem robionym na modłę zachodnią, wreszcie wracają do korzeni dobrej kuchni polskiej. Odkurzają stare przepisy i całe książki kucharskie. Często źródłem wiedzy są też już wymierający nasi dziadkowie, oczywiście ci, którzy są na tyle starzy żeby pamiętać to i owo z tego, jak i co się z czym gotowało, ważyło, piekło i czym doprawiało. Te przepisy wracają jak gęsina na polskie stoły.

DSC_0673

Nasi gastronomicy wszelkiej maści nie tylko odtwarzają stare przepisy, ale też poprawiają je lub tworzą własne receptury. Jednak nic nie daje takiego kopa do wzmożonej pracy nad swoimi regionalnymi produktami jak popyt. Nie od dziś wiadomo, że reklama dźwignią handlu stąd moja radość na coroczny festiwal pierogów. Gdzie oprócz pierogów można serków podhalańskich skosztować i też troszkę innego jadła się zaplącze. Najważniejsze jednak, że pierożki, nasze polskie, są wystawiane przez z roku na rok coraz większą grupę restauracji, barów, pierogarni. To oznacza, dwie rzeczy; 1. jest to nasz hit eksportowy, jak pizza włochów, bagietki francuzów czy piwo i serdelki z Niemiec lub czekolada z Belgii i Szwajcarii. 2. Zrywamy ze stereotypem kraju gdzie żarcie jest ciężkie i spożywa się je z wódką.

DSC_0669

Sam festiwal jest w Krakowie od ładnych paru lat obecnie na „Małym Rynku”  w szczycie sezonu turystycznego i w miejscu gdzie gromadzi się najwięcej turystów w całym Krakowie. Ciężko o lepszą reklamę dla pierogów niż zrobić festiwal z najlepszymi wytwórcami pierogów z Krakowa i nie tylko dosłownie 30 metrów od rynku głównego. Kasa mniejsza, a zasięg lepszy niż jakby puszczać na cały świat reklamy w necie i tv przez kwartał.

DSC_0672

Same pierogi wyewoluowały, nie robi się już tylko ruskich, z mięsem czy kapustą i grzybami. Zwycięzcą tegorocznego festiwalu był mój fawory kaczka z morelami – rewelacja. Jakby nie dieta niskobiałkowa to zjadłbym ze dwadzieścia powyższych i też takich z gąską. Wróćmy do ewolucji, ciasto niby to samo, zdarza się zabarwione pod kolor farszu (szpinak- zielone, malina- czerwień czekolada- brąz itd…), Farsz też różny różniasty, kto co lubi, na słodko na ostro na kwaśno, na słono lub miksy tych smaków. mniej bardziej doprawione lub całkiem na ostro. Obecnie pierogi robi się z różnymi farszami, nie zmienia się jedno większość z nich jest z naszych polskich specjałów. Ludzie zaś zdają się kochać pierogi coraz bardziej, choćby dla tego, że są sycące niedrogie dostaje się je na zasadzie fastfoodu, a są o niebo zdrowsze i co najważniejsze SMACZNE!

DSC_0676

Nie znam osoby która by nie lubiła pierogów. Można nie lubić na słodko lub tzw na słono albo smażonych, albo gotowanych, ale nie ma nikogo kto nie lubił by ich wcale. Kwestią gustu jest jedynie jak lubimy je podane i jakim farszem i dodatkami. Sądzę, że za niedługo pierogi będą funkcjonowały tylko pod dwoma nazwami „pierogi” i „dumplings”. Przy czym angielskie „dumplings” jest tłumaczeniem polskiej nazwy i chętnie za parę lat usłyszę „italian pierogi” lub „italian dumplings”. Kilku włoskich kucharzy szlag z zazdrości pewnie trafi zaś my będziemy słynni już nie tylko z wódki kiełbasy czy jabłek.

Ballada o niszczęśliwej miłości czyli SOR, nieszczęsliwy gej i paracetamol, zboczeńcy, policja i pasy :)

Takie troszkę złośliwe ale może potem był jakiś happy end bo end był na pewno. :)

Takie troszkę złośliwe ale może potem był jakiś happy end bo end był na pewno. :)

Pewien pedał daję słowo,

zrobił się na kolorowo

Wpadł na SOR z wielkim krzykiem,

jakby już był nieboszczykiem.

Lekarz grzecznie zapytuje czy to głowa,

czy to dupa mu pulsuje.

Pedał na to drze się w niebogłosy,

zjadłem leków całe stosy.

I popiłem wódą co nie miara,

teraz życiu mówię nara…

Wierszyk wierszykiem, kampania przeciw homofobi pewnie mnie o coś oskarży, jak mnie ktoś podpierdoli. A teraz do rzeczy to 2 tyg temu od ciśnienia urwał mi się film i przywaliłem o podłogę całym sobą w tym głową. Przyjechała karetka; ciśnienie 70/30, głowa boli, mi niedobrze, więc wpakowali mnie na wózek, następnie do karetki i powieźli na SOR. Na SORze więcej policji niż pacjentów. Do tomografu mnie jakiś miejscowy najebany Kubica wyprzedził.

Jeśli drzewo i rów są metą, to Kubica ten wyścig wygrał z drogówką, a w nagrodę czeka go pobyt w spa na ul. Kopernika. Fundatorem nagrody jest NFZ :). Z tego powodu, że ja musiałem czekać na tomograf 3h przez jakiegoś pijanego kutasa nie byłem zadowolony. Humor mi się poprawił jak zobaczyłem, jego stan i delirkę po alko:).

Gwoździem programu jednak, nie byli, ani Kubica, ani pijani rozrabiacy wszelkiej maści z obstawą policyjną. Tylko rozhisteryzowany pedał, jego smutny ex i dwie frytki- blond i czarna. Ci kręcili gówno burzę na całego seriale brazylijskie i Moda na Sukces oraz Trudne sprawy w jednym. To co się działo było niepojęte. Ale po kolei…

Najpierw mnie wiozą wózeczkiem (bo z takim ciśnieniem lepiej nie chodzić, żeby się nie powtórzyło to co w domu) na tomograf. A przez rozsuwane drzwi z hasłem na ustach „…no ja pierdole nic mi nie jest!” wpada koleś. Wydziarany, jak stuną w więzieniu, wytleniony z odrostami i opitolony na grzybka (kto teraz grzybka nosi ???? WTF?!). Myślę jak nic gej w dodatku ten co robi za panienkę w związku. I do tego panienkę histeryczkę i pojechałem na tomograf. Tomograf ok. Chołowczyc na % mniej ok. Akurat się minęliśmy ja na wózku on na kozetce. Obsługa tomografu miła żałowali w dodatku, że nic poważnego mu się nie stało, bo tak to będzie pewnie dalej jeździł i może kogoś zabije, a tak było by po problemie, ale zachowali się i obsłużyli chłopa profesjonalnie i bez zastrzeżeń. Po tomografie, który wyszedł ok, znowu pomykam pchany przez pana koksa sanitariusza (skąd inąd bardzo miłego i fachowego) do sali. A tam gówno burza na całego krzyczy pedał, że jest pedałem i co mu zrobią, pielęgniarka krzyczy na pedała, żeby nie krzyczał i na policjantkę też krzyczy (skąd tam policjantka do geja samobójcy???), że po co go wypuściła i że w tej chwili ma podać imię nazwisko i nr służbowy. Na to wpada smutny ex geja i mówi, że jest jego…. no… przyjacielem jest i że to z policjantką, to jego wina. Pedał krzyczy dalej, że jest pedałem i zaczyna biegać po sali za nim pielęgniarz, a policjantka dyktuje numer najciszej jak może w nadziei, że pielęgniarka coś przekręci i skarga nie dojdzie do skutku. Pielęgniarka zaś do policjantki „głośniej proszę bo ja pani nie słyszę w ogóle”.

W tzw. międzyczasie ja pogadałem sobie z lekarzem, lekarką, pielęgniarz, pobrał mi krew bo chwilowo miał przerwę od biegania za gejem bo ten wrócił kłócić się z pielęgniarką, która go przyjmowała. Więc jak się u mnie przewaliło to dalej słyszę „Nie wiem ile zjadłem apapów!”, „Nie znam się na lekach”, „No dwa opakowania zjadłem zadowoleni?! Kurwa! No ja pierdole.”

„A duże czy małe te opakowania?”, „Nie wiem! Małe!” , „Ty… ile tam jest w paczce?”, „Osiem…”, „To szesnaście…”, „No jakoś tak…”, „Dobrze… a czym pan popił?” ” To moja prywatna sprawa czym sprawa czym! Co to spowiedź?”… No zabawy co niemiara bałem się żebym z beki z kozetki nie zleciał, a do tego od spazmatycznego śmiechu łeb bolał jeszcze bardziej. W końcu nastąpiła kulminacja. Ja dostałem wypis. Mama poszła szukać wózka, żeby mnie wypchnąć na parking do auta. A rozhisteryzowany jak panienka gej zaczął wyzywać pielęgniarkę od zboczeńców.

Poszło o to żeby podciągnął koszulkę do badania. No i się zaczęło, że nie i że to nie jest tanie porno, a pani jest zboczona i niech se w kompie poogląda jak ją to kręci. Koszulkę podciągnął dopiero przed lekarzem. Ale, że znowu zaczęły się biegi i wrzaski i jakaś ostra gównoburza. Jak jechałem na parking to frytki pocieszały tego przez, którego się geju truł (bo ten z korytarza z nim zerwał- szczerze z takim roszczeniowym, rohisteryzowanym i nieznośnym pedałem też bym na miejscu chłopa zerwał). Policjantka miała kwaśną minę, a pielęgniarz jak obiecał koleżankom wracał z pasami, a ochroniarz i dodatkowy policjant już czekali w środku, żeby pedałka spacyfikować i przywiązać do łóżka, bo przecież trzeba było podać leki kroplówkę itd.

Świat się kończy jeśli w naszym kraju gej wyzywa pielęgniarkę od zboczeńców, kiedy ta chce go zbadać. A potem słyszę, że to niby społeczeństwo nietolerancyjne… eh… :)

Ja pojechałem na parking pierwszy raz w życiu żałując, że nie zostałem na SORze dłużej bo sala duża, łóżek i parawanów sporo nie licząc innych sprzętów, gej zwinny, a do łapania tylko trzech chłopa. Oj to musiała być wesoła noc…:)

PS. Zdjęcia nie ma bo bateria padła w komórce. Może uda się coś wrzucić ze stoka jakiegoś.