Archiwa kategorii: Fińska

Fińska zaskakuje: mistycyzm ,fusy z herbaty i afrykański striptizer.


    Oglądaliście kiedyś “Chłopaków”? Tam był afrykański czarodziej. W prawdzie był ze złota więc i na złoto był zabarwiony i złotem się świecił, ale był to prawdziwy afrykański czarodziej. Ja żeby było ciekawiej poznałem dziś afrykańskiego striptizera. Kolor ma kawowy, więc oryginalny, mieszkał trochę w Nigerii. Teraz mieszka w Polsce i też czyni magię – głównie z kobietami. Ale jak to ja mówię, od początku.
 
    Ostatnie dwa dni spędziłem troszkę w zwariowany sposób, sprzedając samochód, kupując nowy robiąc wycieczkę na „couche surfing meeting”, no i zaglądałem czy to sam czy z moim dobrym kumplem Miśkiem vel Skoczym do „Cafe Fińska”.
     Fińska mnie zawsze zadziwiała z jednej strony kompletnie nie mój klimat. Ja nie je kocham ludzi od tak, nie jestem wolnościowcem, nie śledzę spisków dziejowych, mam wręcz wrogi stosunek do wszelkiej maści ideowców itd.  Wszystko to i jeszcze więcej reprezentuje „Cafe Fińska”. Rzeczona kawiarnia społeczna (pierwsza i jedyna taka w Polsce) jest miejscem, które przypomina raczej berliński squat niż kawiarnię, i to w dobrym tego słowa znaczeniu, każdy kto był w takim miejscu w Berlinie lub czytał choćby na temat to wie o czym mówię. No właśnie klimat nie mój nic, a nic, a tymczasem czuję się tam dobrze w sumie każdy kto tam wpada czuje się dobrze. 
    Ludzie są mili. Interesują się tobą, ale NIE w natarczywy sposób. Jest tak inaczej- fajnie. Może właśnie z racji tego, że tam tak samo ja, jak i ludzie ode mnie zupełnie różni czujemy się dobrze, to właśnie Fińska jest istną galerią osobliwości. 
    Wczoraj wpadłem do Fińskiej już grubo po oficjalnym zamknięciu lokalu zastałem tam Magdę Ewę jakiegoś faceta, którego imienia nie zapamiętałem i dwie kobiety, które jak się okazało były kompletnie odjechane. Stanowiły dwa egzemplarze Polskiego „New Age”, czyli ganiały i wróżki i do kościoła. Na moje uszczypliwe pytanie jak to pogodzić bo generalnie to albo Jezus albo wróżka i przyszłe opętanie. Usłyszałem, że się nie znam i żebym nie osądzał, i że tak można. No pewnie że można. Można też dać bankierowi sobie strzelić gola w oficjalnym meczu (Polska San Marino). Dalej już było gorzej tym bardziej, że ja po prostu czasem nie mogę sobie odmówić. Może, żeby uzmysłowić wam tan dalszych dywagacji na temat boga, tarota, jogi pokemonów oraz tego, że coś się dzieje. Powiem tylko tyle, zapytany przez młodszą z tych dwóch dziewczyn, którego chłopaka ma wybrać, co ja jej mogę logicznie  (bo faceci są strasznie nietajni bo logiczni) doradzić? Ja pomyślałem znam dziewczynę 10-15 i już takie pytania nieźle się zaczyna. No i odpowiedziałem. W sposób sobie właściwy bo jakże by inaczej „Tego z WIĘKSZYM penisem”. Potem to już było tylko lepiej. W sumie jak tak to opisuje to już wiem czemu mnie potem ludzie nie lubią. Sam bym na ich miejscu robił to samo:).
 Dzień wcześniej przeżyłem podobne katharsis tylko tym razem facet był fajny i nawet mam go już w znajomych na FB. Otóż wchodzę patrzę stali bywalcy i murzyn wielki prawie jak ja, do tego uśmiechnięty takim ślicznym hollywoodzkim uśmiechem i  obcięty na iro oraz mówiący ślicznym polskim. Nawet przeklinać po polsku potrafił ładnie. Co się okazało Damian jest po tacie Nigeryjczyk po mami Polak. Jest wesołym fajnym człowiekiem zdolnym do szaleństw o czym się przekonałem jak trzymałem Magdę kiedy on ją smarował fusami z jej własnej „jerbamate”, za to, że ta wcześniej nas tym obrzucała i nakarmiła dodatkowo jeszcze Skocza. Skoczy jest jak to ktoś kiedyś powiedział jak koza- zje wszystko, więc to nie fair dawać mu fusy z jerby bo potem są problemy. Ale wróćmy do Damiana chłopak fajny więc mając po drodze postanowiliśmy go podrzucić do domu. Co się okazało „ChocolateMan” bo taki ma pseudonim artystyczny jest jak sam się przedstawił „Afrykańskim Striptizerem”. Do tego Damian bardzo angażuje się w ruch Zeitgeist, jest grafikiem komputerowym i umie robić zajebiste eko portfele z kartonów po soku. Obiecał, że jak wpadnę do niego bo mieszkamy po sąsiedzku, to mnie nauczy taki robić. Więc nie długo tutorial jak zrobić eko portfel. A Fińska? Cóż Fińska przyjmie absolutnie każdego pod swój dach byle rzeczywiście myśleć co się chce, ale nie narzucać swojego punktu widzenia innym i być w porządku  dla reszty „Fińczyków”. Najlepszym przykładem na to co mówię jest chyba fakt, że w jednym małym pomieszczeniu siedzę często ja realista, obok mnie jakiś miłujący wszystkich idealista, do  ktoś kto gada o anarchii, kilku vegan, jakiś mistyk po polsku, a czasem nawet w środku nocy odbywają się medytacje. Wpadajcie tam sami się przekonacie jak to działa.

Squat od 16:30 do 22 z minutami czyli „Fińska cafe”.



 Znacie definicje squatu? Wiecie pusty budynek zajęty przez grupę ludzi  nie rzadko o zapędach hippisowskich lub anarchistycznych. Robiących często gęsto różne performance i jakieś inne eventy artystyczne lub o tematyce polityczno-alterglobalistycznyej. Są też oczywiście squaty bezdomnych, narkomanów czy innych ludzi dotkniętych wszelką możliwą patologią, ale te mnie jakby tak z automatu nie interesują. Mnie interesują te i tylko te które coś wnoszą do społeczeństwa choćbym nawet się z częścią poglądów  prezentowanych w takich miejscach nie zgadzał. Takim właśnie semi squatem jest „Fińska cafe”- kawiarnia bezgotówkowa znajdująca się na końcu ul. Józefińskiej w Krakowie w Podgórzu. Różnica polega na tym, że fińska ma umowę najmu czyli nie jest to typowy squat założony w pustostanie. Ma umowę najmu i zgodnie z nią działa od 16:30 do 22:00 a w praktyce z minutami czasem nawet dłuższymi jak się ktoś zagada. 
To ciekawy projekt kawiarnio komuny gdzie siedzą bardzo alternatywni ludzie. Ale nie tak alternatywni maistremowo jak wszelkiego rodzaju hipsterzy czy jakieś ludziki co to bujają cię do jelonka czy solowego zawodzenia ziomka z komy. Nie to absolutna komuna i anarchia. Kawiarnia jest zarządzana wspólnie i funkcjonuje na zasadzie tego, że każdy może przyjść i dołączyć do wspólnoty „jemy i pijemy to co przyniesiemy i się tym dzielimy” taka jest generalnie idea. Stwierdzenie „każdy może przyjść” obejmuje zarówno mnie jak i pana, który nawija jak karabin maszynowy i zna wszystkie teorie spiskowe dziejów.  A czynsz? Ktoś zapyta. No czynsz jest z dobrowolnych datków do puszki i głosów na gruponie. Można podejść na koniec ulicy Józefińskiej i po prostu zostać.  Stać się jednym z współtwórców „Fińska Cafe”.  To właśnie w całym projekcie, który miał trwać tylko dwa tygodnie, a się przeciągnął i zaczął żyć własnym  życiem, jest najfajniejsze. 
 Sama kawiarnia wygląda troszkę jak wnętrze altanki działkowej zbieracza złomu. Sprzęt i meble są mocno kombinowane i pochodzą z darów, ale atmosfera jest naprawdę spoko. Nikt nikogo nie ocenia ludzie są bezinteresownie mili siedzą i gadają szanując się przy tym i dzielą się tym co mają kawą herbatą ciastem chrupkami czy tabliczką czekolady połamaną w kostki tak żeby każdy mógł się poczęstować. Fińska miła być eksperymentem artystycznym w Krakowie i to żeby było śmieszniej przeprowadzony przez Warszawiaka. Warszawiak porzucił dziecko, a ono porzucone się usamodzielniło i zaczęło żyć świadomie samo swoim własnym życiem.
Fińską warto odwiedzić choćby z ciekawości, żeby zobaczyć, że można inaczej i można ciekawie i produktywnie spędzać czas po prostu robiąc coś dobrego bez oceniania i dla siebie i dla innych jednocześnie i to jest fajne.