Archiwa kategorii: motywacja po mojemu

Nekrocelebryta czyli śmierć w tv.

Ostatnio miałem przyjemność poznać ks. Jana Kaczkowskiego. Dla tych co nie kojarzą- to nasz polski dyżurny „nekrocelebryta” jak sam o sobie mówi. Bycie nekrocelebrytą jest fajne i nie. DSC_0496

Może najpierw zacznę od tego „nie”. Nie- dla tego, że po pierwsze zazwyczaj chujowo się czujesz. Masz masę różnych dolegliwości, które wkurwiają, upadlają i sprawiają, że wyglądasz często niewyjściowo. Krótko mówiąc po woli lub całkiem szybko umierasz. Zwykle przed czasem, a śmierć nie jest ani przyjemna ani piękna. Mało komu udaje się pięknie umrzeć. A teraz dla czego fajnie być nekrocelebrytą; pokazują cię w tv i masz z tego tytułu fejm i kasę. Często owa kasa leci na twoje pixy i wszelkie zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne. Czasem da się uciec chorobie, na zawsze lub na jakiś dłuższy czy krótszy czas ją wykiwać. Do tego choroba zmienia bardzo często ludzie, którzy byli nekrocelebrytami są wrażliwsi zakładają fundacje itd., patrz Jerzy Shtur, Kapsyda Kobro. Życie z chorobą jest zupełnie inne, życie ze świadomością końca jest zupełnie abstrakcyjne, a życie po chorobie już nigdy nie jest takie samo. Człowiek, który otarł się o śmierć wstaje co dzień i cieszy się, że jest ok i jednocześnie boi troszkę czy to co go żarło i niszczyło nie wróci. Docenia się każdy dzień, każdą chwilę. Ma się większą empatię i chęć pomagania i ulepszania i naprawiania świata.

Wróćmy do księdza Jana fajny chłop. Jak nie ksiądz. Nie wiem czy zawsze taki był, czy to choroba w nim wyostrzyła pewne cechy i postawy. Nie miej jednak rozmawia się z nim jak… z kimś kto cię rozumie. Z kimś kto przeszedł przez piekło i nic go nie dziwi, więc potrafi ci jasno i dokładnie powiedzieć i doradzić co i jak. Robi to w sposób przystępny, językiem prostym bez zbędnego patosu i puszenia się, jak równy z równym. Masz i nie masz wrażenia, że rozmawiasz z księdzem. Ks. Jan jest charyzmatyczny i jednocześnie otwarty przyjazny oraz jakby bardziej uduchowiony, bo raz, że ksiądz dwa, że już jakby częściowo przez doświadczenie choroby, bliżej boga i trochę transcendetny między tu a tam.

Olkowi Odwagi! Z Błogosławieństwem.

Olkowi Odwagi!
Z Błogosławieństwem.

Ja dostałem od ks. Jana jeszcze kilka cennych uwag, które jednak zachowam na razie dla siebie i wcielę je w życie jak przyjdzie pora. Dostałem też książkę z dedykacją. Książkę warto nabyć i przeczytać. Jest krótka i wiele wnosi nawet dla takiego ateusza jak ja.

Ps. Gdyby polska służba zdrowia działała jak należy. I była finansowana jak należy, zamiast być patologiczna i chronicznie na debecie, jak każda dziedzina życia publicznego w tym kraju i wszystko czego dotknie się rząd, każdy polski rząd. Nie było by nekrocelebrytów…

Dziś na obiad będzie wieprzowina. Wpis diabła wart.

Mój kumpel stwierdził kiedyś, że duuuużo prościej będzie zrobić listę tego lub tych co ja ich lubię niż na odwrót. Najgorsze w tym wszystkim co mi powiedział, jest NIE to, że  jechaliśmy 70km/h autem i za cholerę nie dało się od tego stwierdzenia w takiej sytuacji uciec. Najgorsze jest to, że Piotrek czyli moje chodzące sumienie, ma przeważnie rację i potrafi minie w razie próby polemiki wypunktować niczym „Wujek Zdzisiek Mistrz Ciętej Riposty”.

Ostatnio jest na tapecie sprawa muzułmanów. Ja nigdy nie byłem specjalnie ufny wobec wyznawców Allaha (co wynika z doświadczeń). Po tym co się ostatnio stało we Francji utwierdziłem się tylko w moim przekonaniu, że Europa pogrąży się w chaosie może nawet będą wojny religijne bo i czemu by nie. Na koniec nasz kontynent podzieli się i wtedy… co wydaje mi się o tyle absurdalne co śmieszne my, tzn. Polska cała, będziemy w tej lepszej części i jeszcze polubimy się z Ruskimi i Białorusią. Tak, tak moi drodzy. Irlandię i zieloną wyspę będziemy mieli, ale nie dzięki największemu polskiemu gastarbaiterowi Donaldowi co wyjechał, ani jego „przydupasce” Ewie co sypie górnikom z naszego, tylko dzięki temu, że zachód zachodzi i nastąpią tam znowu wieki ciemne. Dokładnie tak jak to miało miejsce po upadku Rzymu. Bizancjum trzymało poziom, a zachodnia część imperium… no cóż… równia pochyła to mało powiedziane, żeby opisać co się tam i tu będzie już niedługo wyprawiać.

diabel 123

Allach, Allachem, ja tu gadu, gadu, jak jakiś Wernychora, a miało być o zupełnie czymś innym miało być o tym, że do motywacji nie trzeba być ani poprawnym politycznie, ani optymistycznym. Ja odkąd pamiętam mam permanentnego WKURWA. Trochę to jest spowodowane podwyższonym amoniakiem we krwi, trochę też tym, że taki się już urodziłem. To co mówią, że nie da się być zmotywowanym bez życia w dobrostanie emocjonalnym, bez bycia pełnym pozytywnych uczuć i miłości dla innych to bzdura. Słuchanie takich pierdół wzmaga tylko frustrację i podenerwowanie, bo na co dzień nie da się tak żyć, a już na pewno nie w Polsce. Bycie non stop pełnym pozytywnej energii i miłości do świata jest wykonalne tylko w dwóch przypadkach; 1- jak jesteś pełen kosmicznej energii lub wcieleniem Jezusa czy Buddy czy innego czegoś tam. Czyli zwyczajnie ci odjebało i jesteś na najlepszej drodze do psychuszki. 2- Nałogowo jarasz lub wrzucasz, dropsy, lsd lub inne happypile. Wtedy też jesteś na najlepszej drodze tylko na odwyk lub gdzieś w Bieszczady czyli de facto na odwyk i schować się przed dilerem, któremu wisisz niezły hajs. Tak czy tak masz przejebane jeśli dałeś się wkręcić w akcje typu będę super pozytywny cały czas. Ludzie normalni, tacy co nie kłamią i nie mają nic do ukrycia, którzy nie chcą cię wyruchać lub wejść ci do dupy bez mydła NIGDY nie są permanentnie uśmiechnięci. NIGDY i już!

Nic tak nie motywuje jak złość lub chęć pokazania światu gdzie się go ma. Mówię to z własnego doświadczenia ja wstaje od lat na złość wszelkim łapiduchom, konowałom, urzędasom, klechom i wielu wielu innym, którzy chcieli by mnie zamieść pod dywan i to tak żebym już spod niego nie wylazł. W waszym życiu będzie nie jeden, nie dwóch nawet nie dziesięciu, którzy będą się cieszyć kiedy się wam powinie noga. Będą tacy co będą wam próbowali świnię podłożyć, będą was ciągnąć w dół, lub czekać aż się sami potkniecie. Należy o nich pamiętać (ale nie żyć nimi i dla nich) to oni są motorem napędowym dla wielkich. To wtedy właśnie, kiedy patrzysz na ich zazdrosne, zawiedzione i wkurwione twoim powodzeniem i szczęściem gęby, odczuwasz radość. Piszę radość bo szczęście daje zrealizowany cel i dążenie do następnego i następnego… tak aby pozostało coś po nas, aby nasze życie miało jakiś głębszy sens.

Na koniec coś o pszczołach. Pszczoły są fajne koniec i kropka. Kto twierdzi inaczej ten zwyczajnie jest w błędzie nie ma racji lub jest z niego głupi buc.  Wiecie, że ten post miał być cały o pszczółkach i znowu nie wyszło :). Może następnym razem się uda. :)

DSC_0281

Cyrk Motyli- czyli siła i zajęcie.

   Nowy wpis. Wreszcie się udało. Troszkę to jak zwykle trwało, ale jest. No i super. Dziś o tym czemu piszę nieregularnie i czemu warto mieć jakieś zajęcie.

cyrk motyli

cyrk motyli

   Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie to rzeczywiście piszę raz więcej, a raz mniej. Często spowodowane jest to tym, że nie najlepiej się czuję lub zwyczajnie mam sporo na głowie.

    Tak wyobraźcie sobie, że bezrobotny rencista może mieć tyle na głowie i tyle zajęć, że po prostu nie ma na nic czasu. Zabawne, ale to fakt. Samo przesiadywanie na dializie plus dojazd i powrót z niej oraz to razem ok 6,5 do 7 godzin. Do tego dochodzą wizyty kontrolne, rehabilitacja załatwianie wszystkiego w NFZ i urzędach, osobiście, bo systemy informatyczne to są, ale nie dla petenta.  No i doba się kurczy. Ja dodatkowo poza pracowitym okresem ostatnio mam jeszcze kilka rzeczy które wypełniają mi mój czas, po to abym nie myślał o chorobie i o swojej mało ciekawej sytuacji.

   Zająłem się pszczołami i to mnie strasznie kręci. Zbieram środki na porządną pasiekę, bo na razie gościnnie korzystam z pasieki i pracownie pana Ryszarda Teski. Piszę też biznesplan jak ona ma funkcjonować itd. Do tego chcę nagłośnić swoją historię, bo marzy mi się być jak Nick Vujicic. Co prawda mam troszkę inne podejście do tematu motywacji w kilku względach, ale generalnie idea jest ta sama- chcę i potrafię motywować więc czemu bym miał na tym nie zarabiać i nie mieć w ten sposób na leczenie i godne życie. Renta i kombinowanie na fuchach to nie jest godne życie.

   Świetnie sobie radzić z taką ciężką chorobą, być upartym w dążeniu do celu i mieć / być konstruktywnie wkurwionym na rzeczywistość, to jest naprawdę dużo, a umieć to przekazać, opowiedzieć o tym i nauczyć tego jest warte jeszcze więcej. Już o tym opowiadam i uczyę tego ludzi, że złość można, a nawet trzeba przekuć w jakieś działanie, bo inaczej cie to zeżre. Ja się wkurwiłem i powiedziałem sobie teraz, albo nigdy i kupiłem pierwszy ul. Potem 2gi, 3ci, 4ty… i tak mam 8 (pszczoły są tylko w 5ciu, na razie) jeszcze 12 ziemia, sprzęt do pracowni pasiecznej, ścieżka edukacyjna dla dzieci i młodzieży, kursy dla dorosłych, plus możliwość uczestniczenia w pracy pasieki dla chętnych i jestem w domu. A jeszcze o gadżetach, linii koszulek i wyrobach pszczelich bym zapomniał. Sporo co? Może, ale jeśli się uda będzie to moje. Pewnie, że trzeba na to wyżebrać, uzbierać itd. Czego jednak nie robi się dla marzeń? Zbieram od dwóch lat 1% na siebie (a w zasadzie na leki, dietę i rehabilitację) mogę równie dobrze też zbierać na pasiekę. Bardzo lubię ten mój pomysł z pszczołami. Produkcja miodu, to produkcja konkretnego dobra jak stali czy chleba. Bez wielu współczesnych zawodów można by się obejść są to zawody zapchajdziury. Jednak jeśli ktoś coś konkretnego produkuje na co jest popyt to jest on mega-pożyteczny niczym pszczółka. Taka jak te moje, a ja chcę dawać i dzielić się swoim doświadczeniem, historią i siłą (puki ją mam) z innymi. Stąd ten tekst, stąd pomysł na pszczoły i stąd pomysł na bycie mówcom jak Nick Vujicic. Swoją drogą widzieliście jak on wygląda? Powiem wam tak on jest na zewnątrz taki jak ja w środku. Sam nie wiem co gorsze nie mieć rąk i nóg czy żyły wrotnej. Paradoksalnie moja wada rozwojowa jest rzadsza i trudniejsza do wykrycia i ogarnięcia przez współczesną medycynę. Nick za to nie może się po tyłku sam podrapać, umyć czy siąść na klopa, ale nieporównanie lepiej sobie radzi. Ma już żonę (całkiem ładną) i dziecko (normalne i zdrowe) no i kasę na leczenie i utrzymanie, a do tego daje ludziom ogrom wiedzy i nadziei motywując ich do życia i działania. WOW!!

Na koniec polecam obejrzeć film „The Butterfly Circus”. To tylko 20 min., ale za to mega-inspirujących i motywujących. Mnie się podobał i dał niezłego kopa na przód.

„Nietykalni” najlepszy film na świecie

   Wczoraj znowu oglądałem „Nietykalnych„, tym razem w TV. To chyba najlepszy film o niepełnosprawności jaki kiedykolwiek widziałem. W ogole jest to jeden z najlepszych filmów moim zdaniem. Nie mówiąc już o tym, że jest to genialna, dobrze zagrana komedia, poruszająca szereg innych ważnych tematów i ponadczasowa w swoim wymiarze. Mi się ten film zajebiście podoba! Może z racji bliskości mi tematu. Ostatnio sam mam duże problemy z poruszaniem się i sam nie wiem jak to będzie. Przydałby mi się ktoś właśnie taki jak Driss i druga połówka też… :)

nietykalni

   Problem niepełnosprawności polega nie na tym, że jesteś niepełnosprawny, ale na biedzie. W filmie Philippe ma kupę kasy i jest jak gej z kawału o comingoucie (-Tato jestem gejem. -Masz kasę lub sponsora lub choćby plan na jedno lub drugie? – no… nie. -To ty zwykły pedał jesteś, a nie żaden gej). On może mówić o sobie, że jest niepełnosprawny. W rzeczywistości większość z nas niepełnosprawnych jest kalekami, bo kalectwo to brak kasy, a tym samym właściwego leczenia, bo kasa przepalana jest na leczenie i nigdy jej dość. Nie mniej jednak film jest piękny i pozwala na chwilę pomarzyć jakby to mogło być znośnie żyć ze swoim kalectwem gdyby na koncie było kilka zer więcej :). Takie marzenia zaś dają inspirację do działania, takiego pozytywnego, uskrzydlającego, które przy odrobinie szczęścia może nie przerodzi się w filmowe maserati Philippe’a, ale może chociaż nowego passata:). Gorąco polecam obejrzenie filmu zwłaszcza, że pomimo ciężkiej tematyki bawi do łez i jest przy tym lekki i przyjemny w odbiorze. A i co najważniejsze kończy się dobrze, mądrze i z nadzieją, o którą często trudno nawet zdrowym.

Optymizm w leczeniu i nie tylko.

   Dziś będzie troszkę o optymizmie w leczeniu i w ogóle w życiu. Jak ja to widzę i przedewszystkim czemu tak widzę. Pisząc ten tekst mam cały czas w pamięci dość ciekawy i potwierdzający moje spostrzeżenia artykuł z Fokusa. Ów Art dotyczył właśnie optymizmu, a w zasadzie jego skutkom i jego braku. W Focusie pisali co lepsze, bycie tak modnym teraz optymistą czy raczej racjonalne myślenie o sobie i swoich możliwościach. Oni skłaniali się do drugiego podobnie jak ja.szczescie2

Nigdy nie byłem nadmiernym optymistą i nigdy nie mówiłem sobie, że będzie dobrze. Zwłaszcza w chorobie. Czemu nie będzie? I czemu mówię, że nie będzie? Bo nie ma do tego przesłanek. Ani wieku mi nie ubywa ani zdolności regeneracyjnych w organizmie nie przybywa. Ci co myślą, że teraz będę biadolił jak mi źle i jak to umieram też się przeliczą. Z chorobami zwłaszcza przewlekłymi i zespolonymi jest tak, że cię w końcu wykończą. Jak nie choroba, to coś przy okazji cię wykończy- ja już jedną sepsę miałem zafundowaną w szpitalu. Najważniejsze to być silnym zmotywowanym i mieć dużo pomysłów i chęci ich realizacji niezależnie od tego co się dzieje z tobą w danej chwili. W ten sposób ja jakoś funkcjonuje. Nigdy nie mówię, że będzie dobrze, ale staram się myśleć co mogę jeszcze robić w takiej, a takiej sytuacji i ew. co lub kto może mi w tym pomóc. Takie podejście jest moim zdaniem o wiele lepsze niż wmawianie sobie, że będzie dobrze, bo po pierwsze może  i często gęsto nie jest dobrze. Wręcz przeciwnie jest źle i będzie gorzej i co wtedy ?!? Wtedy jest tylko smutek ból i rozczarowanie. A takich uczuć należy unikać nic nie wnoszą i są depresjogenne.

Kolejną przyczyną dla której, nie lubię hurra optymizmu i optymistów są nasi lekarze. Nagle odkryli optymizm jako terapię i kiedy np. skarżyłem się na to, że tracę władzę w nogach i w ogóle. Słyszałem, że jestem pesymistycznie nastawiony, i że jak zmienię podejście to przejdzie. Teraz kiedy nie do końca podoba mi się leczenie bo efekty są za słabe lub ich nie ma słyszę to samo. To jest moja wina bo za mało się uśmiecham i nie jestem dobrej myśli. Idąc tym torem wkrótce dojdziemy do wniosku, że to co mi się przytrafia jest z mojej i tylko mojej winy. Bo kurwa jestem mało pozytywny i źle nastawiony do życia- za mało optymistyczny. To oczywiście popierdówa, ale jak polski lekarz nie wie lub mu się nie chce lub bagatelizuje to zawsze się słyszy; więcej uśmiechu i będzie dobrze. (Na nefrologii wręcz wysyłają do skutku psychiatrów do pacjentów by ci diagnozowali im depresje z dupy i wtedy wpisują „pacjent z depresją nie współpracuje” itd. i mają czyste ręce.) Wracając jednak do tematu…  Nie ku… nie będzie. Będzie jakoś, a jak będę się leczył uśmiechem jak na amerykańskich filmach to równie dobrze mogę się leczyć w sanktuarium w Łagiewnikach lub u jakiegoś Harrego z Tybetu czy innego szarlatana. Lekarz jest od leczenia, a ty nie bądź, zarówno w chorobie jak i w życiu nadmiernym optymistą. Po pierwsze nie wszystko wbrew temu co mówią wszelkie guru coachingu i motywacji, zależy od ciebie. Po drugie optymizm kiedyś się kończy tylko wariaci i napiksowani chodzą non stop uśmiechnięci. Jak optymizm się skończy nastaje marazm i depresja. Jeśli nie jesteś optymistą tylko realnie patrzysz na swoje życie i możliwości to wtedy jesteś przygotowany na każdą ewentualność. Nie ma rozczarowań jest jakiś plan i można kupić od życia troszkę szczęścia i czasu na to szczęście żeby się nim pocieszyć do woli będąc przy tym spełnionym.

Olek i pszczoły.

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem 6ciu w miarę kompletnych uli, do których systematyczne nabywam pszczół i sprzętu pasiecznego.
Ale po kolei, jak to do tego doszło;
Kiedy już wiedziałem, że czekają mnie dializy i że jakość mojego życia ulegnie zmianie i pewnie też jakiemuś pogorszeniu, naszedł mnie smutek i żal. Niby wiedziałem co i jak, bo już raz mi się zdarzyło być na dializach (tylko miesiąc i 3 lata temu, ale zawsze i wspomnienia pozostają) i byłem przygotowany i w ogóle.
To że udało mi się odwlekać nieuniknione jeszcze 3 lata to i tak wynik mojej zawziętości i woli walki.  No, ale cóż, nawet Janosika w końcu powiesili na haku i Mela Gipsona co był „Bave heart’em” też załatwili, tak więc ja też w końcu miałem takie wyniki, że miałem dość i zgłosiłem się do „Kliniki Nefrolugii CMUJ.” Byłem mentalnie przygotowany na to wszystko wiedziałem niby, że to już nie na miesiąc, jak kiedyś tylko na stałe, mimo to ogarnął mnie jakiś taki „weltschmerz” (czy coś?!) i postanowiłem że zrobię coś głupiego.
Zamawianie obiadów i sushi do szpitala było mało kreatywne, ale za to smaczne, mimo to wiedziałem, że żeby się otrząsnąć z marazmu potrzebuję czegoś więcej czegoś innego niż wszyscy i z grubej rury. Pomyślałem, że czasu będę miał dużo jak większość niepełnosprawnych więc trzeba pomyśleć. I wtedy przypomniał mi się ojciec mojego przyjaciela; pan Rysiek.
Pan Rysiek w dwa lata zrobił pasiekę z niczego. Poszedł na kurs, kupił pierwsze ule, teraz pomnaża, dokupuje, wozi, leczy, zapobiega, karmi, dogląda, obserwuje- jednym słowem dba. Ja pomyślałem, a w sumie czemu by nie! Skoro tata Piotrka (pan Rysiek) może to ja też. Postanowiłem się zapisać do związku pszczelarskiego, opłacić składki za ten rok, kupić ule, podstawowy sprzęt i ruszyć do boju. Na początku kupiłem zestaw hobbystyczny tj dwa ule z których zrobiło się 4 i potem dokupiłem jeszcze dwa i razem mam 6. Pan Rysiek pożyczył mi książki, dał wskazówki co i jak (zresztą nadal daje). Ja zaś nie wiem jeszcze jak zareaguje na użądlenie albo i kilka na raz, kiedyś reagowałem dobrze, teraz bez pracujących nerek i z dziwnie działającą wątrobą, to cholera wie, ale jak to mówią „no risk no fun”.

Podsumowując: pomysł na króla Juliana- „Zróbmy to zanim dojdzie do nas że to nierozsądne!”, który poprawił mi humor i dał nowe zajęcie, odrobinę niebezpieczne ale mega hipsterskie i zajawkowe:)!! oraz WIELKIE zdziwienie mojej familii, kiedy pierwszy ul się pojawił na środku salonu (bo nie miałem go gdzie postawić), są bezcenne! Za resztę „zapłaciłem kartą master card”:) co spłukało mnie z hajsu prawie do cna.

Taki przełom w życiu może obudzić i dać kopa do działania każdemu. 

Nie mówię zaraz, że trzeba kupować pszczoły, ale jeśli tkwisz w marazmie lub melancholii czy zbliża się dół zrób coś szalonego oderwanego od rzeczywistości, a potem daj się ponieść wirowi wydarzeń. Po akcji tego typu jak moje pszczoły (ważne żeby akcja była „im plus”-pożyteczna. Moje pszczółki docelowo mają mi osładzać życie miodem, a i może się nadwyżkę jakąś sprzeda…) na pewno nie będziesz się nudzić i mieć czasu żeby się dołować. GWARANTUJĘ CI TO!

Pamiętaj tylko o jednym najważniejsze w takiej terapii wstrząsowej jest rozwojowe działanie dla siebie i otoczenia oraz PIERDOLNIĘCIE!

A czy i co z moich pszczół wyjdzie to zobaczymy na następny rok jak przezimują :).

Mam 29 lat i”Nie narzekam”

Bardzo mi się spodobał post Wojtka Kardysia pt. „Nie narzekam”. Narzekanie nic nie zmienia (jedyny wyjątek to narzekanie lekarzowi lub w pomocy społecznej- wtedy jest zmiana- zasiłek lub leczenie. Tam wręcz nie wypada nie narzekać).
Ja co prawda tak łatwo jak Wojtek nie mam, tzn. Wojtek jest zdrowym BYKIEM, ja wręcz odwrotnie. Mimo to staram się żyć z dnia na dzień i jakoś sobie to życie organizować. Piszę jakoś, bo nie zawsze się da tak żeby było 100% dobrze, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Ja np. pisząc to mam miłą obsługę pielęgniarek na dializie, a łóżko obok leży dziewczyna- Jola, która też podobnie jak ja ma aspiracje jeszcze pożyć:). Więc lubię na swój chory sposób to co mam. Mogło być gorzej.
Wkurw mnie zaś ogarnia kiedy słyszę, że ktoś mając wszystko co niezbędne do normalnej egzystencji, dalej jojczy, że mu źle. Źle ci?! To weź się KURWA postaraj żeby ci było lepiej! 
Mam 29 lat, jak dobrze pójdzie to za odrobinę ponad pół roku będę miał 30tkę. Zawsze kiedy osiągałem dno (zdrowotnie) znajdowałem sposób na siebie, kiedyś mi ich pewnie zabraknie, ale to jeszcze nie dziś.
Po wyjściu z OIOM-u zrobiłem mgr. wcześniej o ile mi zdrowie pozwalało pracowałem. Obecnie wymyśliłem sobie pszczoły (tak mam ule itd.) i bycie mówcą motywacyjnym. No bo jak ja mogę to ty i ty i ty… i każdy kto zdrowy może!  Siebie motywuje, co jest najtrudniejsze, to innych też mogę zmotywować do działania, do ŻYCIA! Każdy swój lepszy (tj. taki bez bólu zawrotów lub urwanego filmu itp.) czas staram się wykorzystywać do pracy nad sobą, żeby poczytać, żeby czegoś nowego się dowiedzieć, nauczyć, poznać nowych ludzi mieć życie socjalne. Bywa różnie, ale generalnie jakoś da się! 
Dacie wiarę, że oprócz prawka mam jeszcze patent żeglarski? Kto zdrowy ma? A żeby go dostać musiałem zdawać ten sam kurs co zdrowi, a nie tam jakieś pitu pitu dla niepełnosprawnych.
Na koniec powiem tylko tyle nie pisałem dawno bo miałem małe przeboje minn. film mi się zerwał i w lany poniedziałek i wylądowałem na SOR, a potem na oddziale i w sumie to dopiero we wtorek wieczorem coś zacząłem kontaktować. Ale teraz w imię zasady „Nie narzekam” staram się znowu coś wykminić, żeby było dobrze. Na tyle dobrze na ile może być.
Tak więc DO DZIEŁA wbrew wszystkim i na złość wielu! Ja NIE NARZEKAM to ty też możesz!

Cieszę się z małych rzeczy czyli co u mnie nowego :).

  Kolejna dializa. Sam nie wiem czy już tak będzie do końca moich dni czy może się uda przeszczepić jakąś nerkę. Czas pokaże, przy robieniu przetoki zrobię sobie angiografię z kontrastem i wtedy się jakoś to pokmini, czy się da czy nie. Na razie mam permcata (cewnik permanentny) zaszytego tuż pod obojczykiem i niech się to zrośnie. Ja się ustabilizuję i wtedy się dopiero rzucę na przetokę. Chcę troszkę się odtruć i odpocząć dopiero potem przetoka i badania. Na sali jest TV, ale ani ja ani sąsiad nie przejawiamy jakoś chęci oglądania. On ledwo żyje ja zaś mam w dupie- telewizja kłamie:). Swoją drogą piszę to co piszę siedząc pod maszyną więc po co tv?!
   Taki jestem przewidujący, że jak te parę miesięcy temu kuknąłem na kartkę to plus minus wiedziałem kiedy będzie koniec i co i kiedy  kupić. Kupiłem więc swoje kochane 14 cali firmy Tshiba i zamówiłem AERO2, a do niego modem, no i mam teraz zajęcie (tu jest dobry zasięg nie to co na oddziale).  
Wczorajszy dzień był szczęśliwy. Haikususji dało mi gratisa (drugi zestaw), kiedy napisałem do nich że jestem głodny i siedzę w szpitalu, a żarcie tutaj jest paskudne oraz znalazłem 10zl w chipsach. Kumulacja jak w totka- może trzeba było co skreślić:)? A niech tam nie wolno być chciwym! Trza się cieszyć, a wczoraj było z czego!:)
Dzień dziś był też puki co udany. Była mama z obiadem, John z gazetą i pograć ma być Sony z owocami, żeby podnieść potas bo coś niski i jakoś leci. Ekipę też mam spoko Pan Wiatrak uroczy starszy pan co lubi sobie zasnąć, czasem nawet tak jak siedzi, ale bardzo komunikatywny i dowcipny  oraz Zbyszek. Zbyszek był maszynistą potem się zdrowie popsuło, trochę się chłop nudzi, to czyta, to krzyżówki rozwiązuje, to na ploty, to na bajerę na fajka na dół przed szpital chodzi. Wszędzie myka w swoim szarym, lekko obcisłym, bawełnianym dresie, którego dolną część podciąga tak wysoko, jak Obelikx swoje pasiaste gacie.
   W tak zwanym międzyczasie kiedy ja się tu ostatnio fociłem i lansiłem chłopa z izolatki zabrała kostucha, a drugi starszy pan (ten od „broni”) pojechał na OIOM. Życie się toczy dziś przyjęli jakąś młodą, wydziaraną dziewczynę. Przechodząc przez korytarz zauważyłem na jej łóżku Murakamiego. Myślę może warto zagadać przynajmniej czyta coś, a nóż okaże się sensownym rozmówcą. Większość ludzi tu dołuje lub wkurwia. Baby siadają wieczorem na kozetce koło mojej sali i biadolą i  pierdolą i to tak głośno, że słuchawki nie pomagają. O wszystkim, ostatnio dukały dietę dializową na głos. Kurwa level semianalfabeta i darcie ryja ile potasu jest w czym i co to ten fosfor i… ja pierdole, jak w maglu, a potem choroby i seriale z samego dna (Mexyk i Venezuela) kurwa!! :) Tu jest matrix ! Warto mieć swój świat pozdrawiam :).

Moja druga dializa

   Druga stała dializa w moim życiu. Ciśnienie dalej chujowe, bo za wysokie i w żaden sposób nie chce spaść, ale i z tym sobie poradzę. Kombinuję trochę nad dietą i nowym kanałem na YT miałby być właśnie od dializowanych na co dzień. Jak żyjemy, jak sobie radzimy w codzienności itd. Planuje się też zapisać do jakiegoś stowarzyszenia osób dializowanych- ” w kupie siła”. Jebłem nawet selfi. Jak tu siedzę z nie wiadomo po co wygoloną głową. W końcu cewnik dostałem nie do szyi tylko pod obojczyk permanentny. Bo na przetokę są beznadziejnie długie terminy. Teraz chyba tylko muszę być silny i myśleć, że jakoś to będzie. Otwieram w końcu nowy rozdział w życiu. W sumie kto powiedział, że ma być gorszy? Mam kilka pomysłów i tylko żeby z dietą i dializami wyszło to hmmm jakoś to mam nadzieje poukładać i że pójdzie do przodu.

Bo umierać to trzeba umieć

   Ktoś kiedyś powiedział, że cierpienie uszlachetnia. Ktoś inny powiedział, że ten pierwszy mądrze powiedział, kolejny ich zsumował i powiedział , że ktoś kiedyś powiedział mądrze, że cierpienie uszlachetnia. Nie! Cierpienie w żaden sposób, kurwa jego mać, nie uszlachetnia!! Koniec i kropka. Powie wam to każdy kogo naprawdę coś bolało. Uszlachetniać to sobie rasę psa, drzewo genealogiczne lub sadzonki jabłonek w sadzie. 
   
   Jedno jest za to faktem, że umierać to też trzeba umieć. Niewiele jest godności w odchodzeniu w bólu i chorobie sam wiem o tym najlepiej. Tak, tak… jakim cudem wiem skoro nie umarłem? Spoko raz już mało brakowało za kolejnym może się uda :). 
   Są rzeczy, których się nie mówi i nie robi, ani w złości ani nawet w obliczu śmierci. Tak nakazuje minimum przyzwoitości. 
   Człowiek w moim odczuciu powinien coś pozostawić po sobie choćby to były dobre wspomnienia dla najbliższych.
   W świetle ostatniej wrzawy medialnej wokół Owsiaka i jego Orkiestry, jaka by ona nie była ta cała Orkiestra, zastanawia mnie jedna rzecz jakim cudem 10-letni, nafaszerowany sterydami niczym kurczak z marketu, chłopiec może odchodzić z fasonem, podczas gdy dojrzały człowiek i przedstawiciel narodu- poseł, wielki, polak, katolik i patriota okazuje się zwyczajnie zapatrzonym w siebie egoistą. Maluch niezależnie co myśleć o Owsiaku zbiera z puszką kasę bo wierzy i chce w ten sposób pomóc innym. On już ma pozamiatane, więc myśli już tylko o innych, a pan poseł nawołuje żeby oddawać krew jemu (o innych już nie wspomina) i szpik dla wszystkich bo dedykowanego oddawania nie ma. Rozumiem każdy ratuje siebie, ale jak Darskiego Doda ratowała to wkręciła się w to na całego i krew i szpik oddawać mieli wszyscy dla wszystkich i Rabczewska po dziś się angażuje z tego co wiem w te akcje. Pan poseł zaś ma na uwadze tylko siebie i mało tego siedząc w szpitalu do, którego Owsiak kupił sprzęt krzyczy żeby nie dawać kasy na Orkiestrę. Jeszcze bardziej dziwi zachowanie posła Górskiego, kiedy pomyśli się, że Owsiak z Orkiestrą fundowali akcje mające na celu krwiodawstwo i oddawanie szpiku. Tymczasem mały Łukasz, gruby od sterydów jak ja w jego wieku ledwo łażąc zasówa z puszką. Można? Można. 
Nie chcesz nie dawaj, nikt ci nie każe, ale jak już leżysz i leczysz się i jesteś beneficjentem ludzi dobrej woli to nie pluj i nie szkaluj ich i innych. Jak mówię umierać to trzeba umieć.