Archiwa kategorii: ZDROWIE SYSTEM I olek POŚRÓD TEGO BAJZLU

Ballada o niszczęśliwej miłości czyli SOR, nieszczęsliwy gej i paracetamol, zboczeńcy, policja i pasy :)

Takie troszkę złośliwe ale może potem był jakiś happy end bo end był na pewno. :)

Takie troszkę złośliwe ale może potem był jakiś happy end bo end był na pewno. :)

Pewien pedał daję słowo,

zrobił się na kolorowo

Wpadł na SOR z wielkim krzykiem,

jakby już był nieboszczykiem.

Lekarz grzecznie zapytuje czy to głowa,

czy to dupa mu pulsuje.

Pedał na to drze się w niebogłosy,

zjadłem leków całe stosy.

I popiłem wódą co nie miara,

teraz życiu mówię nara…

Wierszyk wierszykiem, kampania przeciw homofobi pewnie mnie o coś oskarży, jak mnie ktoś podpierdoli. A teraz do rzeczy to 2 tyg temu od ciśnienia urwał mi się film i przywaliłem o podłogę całym sobą w tym głową. Przyjechała karetka; ciśnienie 70/30, głowa boli, mi niedobrze, więc wpakowali mnie na wózek, następnie do karetki i powieźli na SOR. Na SORze więcej policji niż pacjentów. Do tomografu mnie jakiś miejscowy najebany Kubica wyprzedził.

Jeśli drzewo i rów są metą, to Kubica ten wyścig wygrał z drogówką, a w nagrodę czeka go pobyt w spa na ul. Kopernika. Fundatorem nagrody jest NFZ :). Z tego powodu, że ja musiałem czekać na tomograf 3h przez jakiegoś pijanego kutasa nie byłem zadowolony. Humor mi się poprawił jak zobaczyłem, jego stan i delirkę po alko:).

Gwoździem programu jednak, nie byli, ani Kubica, ani pijani rozrabiacy wszelkiej maści z obstawą policyjną. Tylko rozhisteryzowany pedał, jego smutny ex i dwie frytki- blond i czarna. Ci kręcili gówno burzę na całego seriale brazylijskie i Moda na Sukces oraz Trudne sprawy w jednym. To co się działo było niepojęte. Ale po kolei…

Najpierw mnie wiozą wózeczkiem (bo z takim ciśnieniem lepiej nie chodzić, żeby się nie powtórzyło to co w domu) na tomograf. A przez rozsuwane drzwi z hasłem na ustach „…no ja pierdole nic mi nie jest!” wpada koleś. Wydziarany, jak stuną w więzieniu, wytleniony z odrostami i opitolony na grzybka (kto teraz grzybka nosi ???? WTF?!). Myślę jak nic gej w dodatku ten co robi za panienkę w związku. I do tego panienkę histeryczkę i pojechałem na tomograf. Tomograf ok. Chołowczyc na % mniej ok. Akurat się minęliśmy ja na wózku on na kozetce. Obsługa tomografu miła żałowali w dodatku, że nic poważnego mu się nie stało, bo tak to będzie pewnie dalej jeździł i może kogoś zabije, a tak było by po problemie, ale zachowali się i obsłużyli chłopa profesjonalnie i bez zastrzeżeń. Po tomografie, który wyszedł ok, znowu pomykam pchany przez pana koksa sanitariusza (skąd inąd bardzo miłego i fachowego) do sali. A tam gówno burza na całego krzyczy pedał, że jest pedałem i co mu zrobią, pielęgniarka krzyczy na pedała, żeby nie krzyczał i na policjantkę też krzyczy (skąd tam policjantka do geja samobójcy???), że po co go wypuściła i że w tej chwili ma podać imię nazwisko i nr służbowy. Na to wpada smutny ex geja i mówi, że jest jego…. no… przyjacielem jest i że to z policjantką, to jego wina. Pedał krzyczy dalej, że jest pedałem i zaczyna biegać po sali za nim pielęgniarz, a policjantka dyktuje numer najciszej jak może w nadziei, że pielęgniarka coś przekręci i skarga nie dojdzie do skutku. Pielęgniarka zaś do policjantki „głośniej proszę bo ja pani nie słyszę w ogóle”.

W tzw. międzyczasie ja pogadałem sobie z lekarzem, lekarką, pielęgniarz, pobrał mi krew bo chwilowo miał przerwę od biegania za gejem bo ten wrócił kłócić się z pielęgniarką, która go przyjmowała. Więc jak się u mnie przewaliło to dalej słyszę „Nie wiem ile zjadłem apapów!”, „Nie znam się na lekach”, „No dwa opakowania zjadłem zadowoleni?! Kurwa! No ja pierdole.”

„A duże czy małe te opakowania?”, „Nie wiem! Małe!” , „Ty… ile tam jest w paczce?”, „Osiem…”, „To szesnaście…”, „No jakoś tak…”, „Dobrze… a czym pan popił?” ” To moja prywatna sprawa czym sprawa czym! Co to spowiedź?”… No zabawy co niemiara bałem się żebym z beki z kozetki nie zleciał, a do tego od spazmatycznego śmiechu łeb bolał jeszcze bardziej. W końcu nastąpiła kulminacja. Ja dostałem wypis. Mama poszła szukać wózka, żeby mnie wypchnąć na parking do auta. A rozhisteryzowany jak panienka gej zaczął wyzywać pielęgniarkę od zboczeńców.

Poszło o to żeby podciągnął koszulkę do badania. No i się zaczęło, że nie i że to nie jest tanie porno, a pani jest zboczona i niech se w kompie poogląda jak ją to kręci. Koszulkę podciągnął dopiero przed lekarzem. Ale, że znowu zaczęły się biegi i wrzaski i jakaś ostra gównoburza. Jak jechałem na parking to frytki pocieszały tego przez, którego się geju truł (bo ten z korytarza z nim zerwał- szczerze z takim roszczeniowym, rohisteryzowanym i nieznośnym pedałem też bym na miejscu chłopa zerwał). Policjantka miała kwaśną minę, a pielęgniarz jak obiecał koleżankom wracał z pasami, a ochroniarz i dodatkowy policjant już czekali w środku, żeby pedałka spacyfikować i przywiązać do łóżka, bo przecież trzeba było podać leki kroplówkę itd.

Świat się kończy jeśli w naszym kraju gej wyzywa pielęgniarkę od zboczeńców, kiedy ta chce go zbadać. A potem słyszę, że to niby społeczeństwo nietolerancyjne… eh… :)

Ja pojechałem na parking pierwszy raz w życiu żałując, że nie zostałem na SORze dłużej bo sala duża, łóżek i parawanów sporo nie licząc innych sprzętów, gej zwinny, a do łapania tylko trzech chłopa. Oj to musiała być wesoła noc…:)

PS. Zdjęcia nie ma bo bateria padła w komórce. Może uda się coś wrzucić ze stoka jakiegoś.

„Zdrowa” jazda w dół.

   Obecne władze jak i poprzednie i poprzednie karmią nas propagandą sukcesu. Komu się powiaodło temu się powiodło. Komu zaś jak mnie powinęła się, z tzw. przyczyn niezależnych, noga ten wie, że to co serwuje nam władza to jedno, a życie to drugie. I o ile, nie zaprzeczam sporo się w naszym kraju zmieniło i to na lepsze, o tyle edukacja i służba zdrowia zostały same sobie. Każdy udany model gospodarki pokazuje, że inwestowanie w służbę zdrowia i profilaktykę zdrowotną oraz inwestycje w naukę się zwracają i są opłacalne. Nie jest to zwrot natychmiastowy i nie widać tego golym okiem jak kolejnego stadionu, hali, drogi czy tunelu, ale po kilku kilkunastu latach się zwraca i to wymiernie. Tymczasem u nas w kraju na samą naukę wydaje się, ostatnimi czasy coraz mniej zamiast więcej, (http://obywatelenauki.pl/2012/11/0-4-proc-pkb-nie-starczy/), a liczymy nie w euro, a w złotówkach więc i jeszcze mniej kasy.

kolarz do jazdy w dół. wpisu. jpg

Biednie jest co może nie najlepiej pokazuje fota, ale innych zdjęć chwilowo nie mam, dla zobrazowania zużycia taboru i całego sprzętu i zaplecza w polskiej służbie zdrowia.

   Podobnie jest ze służbą zdrowia. Ja tego nie kumam, ale obcinanie świadczeń, chore kolejki, popieprzone procedury (np. USG nerek, a za tydzień wątroby, a dopiero za tydzień czy dwa trzustki podobnie z kolanami jedno potem dwa tyg i drugie) niedofinansowanie, plus darcie i oszczędzanie na tych pacjentach, na których idzie zarobić, to jakieś pomylone akcje. Przecież pacjent zadbany to  zdrowy. Taki zaś idzie do roboty, płaci podatki, wyrabia PKB i pozwala żeby społeczeństwo, czyli też kraj się bogacił. Czy tylko ja tak rozumuję!?! Czy nasze elity są tak głupie czy też tak im wisi!?

   Teraz do przykładów. Żeby nie było, że jestem gołosłowny. Najbliżej jest mi do neurologii, nefrologii i hepatologii, więc stąd będę czerpał. Będę czerpał pełnymi garściami, bo już te trzy specjalizacje dają ogromną liczbę przykładów jak jest, jak było i jak być powinno. Na hepatologii dowiedziałem się, że leżę, bo 3 dni to tylko po to, żebym się zwrócił szpitalowi. USG nie mogę mieć za jednym zamachem całego brzucha tylko po kolei co kilka dni coś bo inaczej NFZ nie zapłaci, więc muszę leżeć i… no właśnie nic nie robić tylko czekać na USG. W tzw. międzyczasie żadnych badań, bo już zrobione. Lekarz się mnie pyta w każdym szpitalu czy mam swoje leki. Jak nie mam to mam pecha bo oni często też nie mają, bo odgórnie na danym to a danym oddziale nie przysługują, więc kiedy jesteś rzadkim przypadkiem to albo czekasz, albo trzeba kombinować. Fajnie jak masz opcje żeby kombinować, bo jak nie masz rodziny i znajomych to lipa bo lekarz nie może ci wypisać recepty na ciebie, kiedy jesteś w szpitalu. Tako rzecze NFZ i już. Kaszel?! Czekamy, aż się rozwinie do zapalenia płuc bo na płyn do płukania czy leki na gardło nie masz co liczyć jest tylko antybiotyk albo nic. Podobnie ma się rzecz z dializami, to jest ta dochodowa część nefrologii. Z racji tego, że tak jest to się tnie koszty i dokręca śrubę, skoro na nic nigdzie nie ma hajsu, to dyrektorzy szpitali i klinik zmuszeni są wyciskać z czego się da. I w ten sposób jeździ się załadowanymi na maksa samochodami do transportu chorych dializowanych. Nie ma już posiłków i nawet suchego prowiantu na dializie. Zaś na transport z racji tego, że jest obciążony na fula czeka się nieraz na wpółżywym po dializie na twardych i niewygodnych krzesłach, 40min do 1,5godz. W taki sposób czas między 15:00 a 22:00 mam z głowy co drugi dzień. Mógłbym być w domu spokojnie ok 21, a na dializę jechać ok16. Już 2 godziny do przodu by były nie mówiąc o komforcie dojazdu i samopoczuciu, które potem pozwala na robienie czegoś produktywnego. Choćby pisanie tego bloga. Neurologia dała mi np. sterydy, ale już skierowania do dietetyka, żebym miał dietę do sterydów to nie, bo i po co. Rehabilitacja zaś po zapaleniu nerwów obwodowych takim jak moje jest nie na już tylko jak na NFZ to od nowego roku. KURWA?!!! Od nowego przecież do tego czasu to ja zdążę mieć uszkodzenia nieodwracalne, z dziesięć kontuzji i dwa nawroty choroby! Podobnie z masażami na nogi. To jest wszystko albo rozwalone i po łebkach, albo nie ma, albo tylko za kasę. Więc ćwiczę sam, a do masażu mam urządzenie, takie specjalne co kiedyś mama i sis kupiły na cellulit, ale daje rade. Tylko to nie powinno tak być.

   Jak, więc powinno być? Ano tak, że szpital daje komplet leków, badania są robione jak najszybciej żeby ci pomóc, wyleczyć i do poradni. W poradni termin, krótki poradzić dobadać skontrolować kompletem badań zamiast dwóch lub trzech i potem zadbany utrzymany do pracy. Na dializie dobra bułka, a transport taki żeby chorzy się nie gnietli i byli w miarę szybko w domu. Bo po dializie liczy się komfort i żeby coś zjeść, bo bywa masakrycznie czasami.  Wreszcie szpital powinienem opuszczać z skierowaniami na PILNE i mieć priorytet w rehabilitacji. Mi jak i większości chorych zależy żeby być czynnym mieć pracę kasę zdrowie i mieć wkład w rozwój kraju społeczeństwa. My poważnie nie chcemy być ciężarem. Chcemy mieć tylko możliwość robić to co zdrowi. Ba nawet zdrowym się zdarzają wypadki czy coś i wtedy machina funkcjonuje tak samo źle. Wtedy jest ciężko wyjść z takiej matni i wrócić do normalnego życia i zarobkowania. Ja dalej tego nie kumam. Nauka i zdrowie czyli mądre i zdrowe społeczeństwo, żeby tą mądrość spożytkować, to podstawa. Tylko, że takim wyedukowanym społeczeństwem się źle rządzi, bo ma własne zdanie, ale co ze zdrowiem?!  W końcu robol musi być zdrowy, żeby robić…

Moich przygód ciąg dalszy- nerwy, neurologia, pan Edward…

   Więc tak… ha nigdy nie zaczyna się zdania od więc. Tak mi zawsze powtarzała moja polonistka w podstawówce. Ona dziś dalej uczy, tylko w gimnazjum (też mi nobilitacja:P) :) i pewnie jest dalej purystką językową. Ja zaś słucham sobie właśnie fajnej muzy via net i piszę jak chcę, bo to w końcu mój blog i kto mi zabroni:). Poważnie jednak rzecz biorąc za chwilę mam dzwonić do Wawy do pani sekretarki co z moimi badaniami dotyczącymi możliwości przełożenia mi nerki. Dla tego zanim zadzwonię napiszę jak się miesiąc czasu „bawiłem” na neurologii na ul. Botanicznej.

   Kiedy przyszedłem na neurologię to od razu zrobiono mi nakłucie lędźwiowe (wbijają igłę w kręgosłup i pobierają płyn mózgowo-rdzeniowy do badania). Procedura nie jest przyjemna. Potem cały dzień trzeba leżeć plackiem na łóżku itd. Dodatkowo przyjemność się zmniejsza jeszcze wydatniej, kiedy robią to nie raz, a sześć razy, bo kolejny i kolejny lekarz nie może się wbić i tylko podrażnia ci nerwy. No, ale to jakoś przeżyłem. Badania wyszły. Mam autoagresję na nerwy obwodowe plus same nerwy się sypią od leczenia przez 20 lat nerek i samych dializ. Dobra wiadomość, da się to leczyć, jakoś. Zła nikt nie słucha, że jestem strydoodporny i po targach dostaje 60mg encortonu na wyjście (chcieli mi dać 80mg).

DSC_0073

Zabawnie jest jednak na co dzień na oddziale, bo po badaniach trzeba czekać półtorej tygodnia nic nie robiąc, poza 20min ćwiczeń od pon do piątku na salce rehabilitacyjnej, na plazmaferezy. Przez bite półtorej tyg tylko witam się z wizytą lekarską o poranku i nic poza. Plazmaferezy to takie czyszczenie osocza z nadmiaru przeciwciał, żeby odporność była niższa i żeby organizm nie tłukł własnych nerwów. U mnie oznacza to tyle co; Olek uczy się chodzić od nowa i odstawia wózek inwalidzki.

Wreszcie codzienność; dieta spoko, jak na szpital, da się coś zjeść. Resztę ktoś zawsze dowiezie przyniesie itd. Bywa, że nawet uda się uciec na chwilę do miasta na kawę lub do sklepu czy kupić książkę w empiku. Poznaję nowych często fajnych ludzi. Np. Maćka architekta co buduje mosty, Adama informatyka co ma żonę Rosjankę i malutką córkę (a miał chłop już księdzem zostać) pana Stanisława wesołego dziadka co ciągle gada i grywa z nami w tysiąca oraz pana Edwarda dziadka lat 83-4, jakoś tak, co trafia do nas po udarze i staje się czymś w rodzaju maskotki sali. Średnio kontaktuje, niszczy łóżko, pali e-fajka i martwi się o swoje 50 gołębi hodowlanych. Z panem Edkiem to są w ogóle jaja. Przeklina, domaga się prawdziwych papierosów i nie interesują go „takie tematy”. Z takimi tematami było tak, że miał powtarzać po lekarce jakieś zdania podczas badania ale stwierdził, że „eeee takie tematy to mnie nie interesują”. No i było pogadane i koniec badań. Pan Edward często jest też agresywny i zmącony. Najlepszą anegdotką jest chyba jednak, jak pielęgniarka podaje mu hydrokzyzynę na sen, a pan Edek patrzy na nią i mówi jej że „eeeeee niee mam smaka” kiedy zaś pielęgniarka tłumaczy, że to nie wódka pan Edward wyraża zdziwienie „nieee ?! a coooo???!!”. W końcu po długich targach wypija grzecznie i po czasie i krótkiej walce z drabinką osłonową w łóżku, która ogranicza mu przestrzeń życiową i jest jego głównym wrogiem  kładzie się spać.

DSC_0348

Dodatkowo mamy jeszcze nowy budynek obok neurologii tzw. CUMRYK na dachu którego jest lądowisko dla helikopterów. Jak helikopter siada to szyby się trzęsą huk jest jak cholera, a jak okna są otwarte to wlatuje pył śmieci liście i co tam jeszcze za oknem do środka sali. W dzień pal licho, ale w nocy masakra nie dość, że nerwy podrażnione i spać nie można, to albo trafi się chrapacz, albo taki pan Edek się budzi i szarpie z drabinką, albo helikopter siada i masz noc z głowy.  Neurologia nie jest łatwym oddziałem tym bardziej, że nie ma gdzie nas pacjentów przenieść na czas remontu. Więc remont toczy się równolegle razem z życiem szpitalnym. Kucie, wiercenia, huki burzonych ścian tylko jeden kibel i łazienka razem dla wszystkich, a w nocy helikopter. Na takich fazach mijają mi dni i tygodnie, aż do wypisu.

Trzynastego idę na EMG (Kopanie prądem i kłucie igłami po nerwach. Też niezwykle przyjemne.) i kontrolę. „Wisz mi lak !!!” :)

Dzwoniłem właśnie do Wawy i jak myślałem znowu kurwa nikt nie odbiera pomimo uprzedniego umówienia się na telefon i zapewnień. Wszyscy lecą tam w ch…

Pół kotleta. Czyli jak tam w stolycy karmią :).

   O Wawce i moim tam sierpniowym pobycie nie będę pisał jakoś dużo. Powiem tylko, że w przeciwieństwie do krakowskiej hepatologii warszawska daje dietę zwykłą to zaś w praktyce oznacza, że czasem można coś zjeść i nawet bez ryzyka nieżytu żołądka. :) Za to z porcjami i ich liczeniem bywa już różnie. Raz nie doliczyli się kotletów więc ostatniego dostałem na spółkę z moim sąsiadem z sali.  On pół i ja pół. Pani kuchenkowa swoim salomonowym wyrokiem tak zadecydowała i przecięła go niczym węzeł gordyjski, łyżką :). DSC_0266

Dodatkowo kuchnia prosi o wypełnienie ankiet; jak smakuje, jaka jakość i czy ciepłe jest jedzenie itd itp. Te ankiety mnie ogromnie rozbawiły, może dla tego, że są, bo są. Nikt ich nie zbiera, nikt nie ewaluuje i nikt poza mną ich nie wypełnił i nie wrzucił do skrzynki. Ja zaś to zrobiłem tylko z nudów i przy ogromnym rozbawieniu podczas czytania kolejnych pytań :).DSC_0265

To by było tyle odnośnie wrażeń z wawy dalej nie mam wyników konsultacji od nich choć obiecali mi je dosłać. Co tydzień gadam z panią sekretarką i co tydzień słyszę to samo i nic, a przydałyby się do kwalifikacji do transplantu.

Wielkie dzięki Maji i Matiemu za dożywianie mnie kiedy leżałem w Wawie i nie za bardzo mogłem chodzić. Na prawdę WIELKIE !

Realia parkowania dla niepełnosprawnych w Krakowie.

DSC_0195

   Przyszły do mnie dwa ponaglenia za zaległe mandaty za parkowanie i stąd pomysł na wpis.

Dziś załatwię odrobinę prywaty. Otóż jestem użytkownikiem samochodu w naszym pięknym stołecznym i królewskim mieście Krakowie. O tym, że jest to stołeczne i królewskie (choć ja wolę nazwę kurewskie) miasto przypominają nam nasi włodarze na każdym kroku i do tego stopnia, że nawet klapy od studzienek kanalizacyjnych mają taką sentencję wytłoczoną wierzchem do jezdni czy chodnika. Tak aby każdy plebej widział gdzie jest i z szacunkiem się do miejsca odnosił. Swoją drogą nie zdziwiłbym się gdyby od strony kanału też taki wesoły napis był sobie. Co by kanalarze bardziej nobliwie, z większym szacunkiem i namaszczeniem swoją pracę wykonywali.

Ale wracając do meritum otóż w naszym stołecznym… itd. mieście, niepełnosprawnych dzieli się na lepszych i gorszych. Nie mówię tu o instytucjach takich jak PFRON Małopolska czy MOPS, choć tam też. Mówię tu o takim swoistym aparteidzie jak w Afryce- czarni z tyłu biali z przodu autobusu. Tyle tylko, że w RPA nie ma już segregacji, a  w Krakowie, w UE, w mieście co ma niby aspiracje na miano europeiskiego jest.

Tyle się w kółko gada o tym jak to miasto robi udogodnienia i pomaga nam ludziom z niepełnosprawnością, a zwykłe parkowanie poza miejscem wyznaczonym dla niepełnosprawnych jest przyznawane bezpłatnie tylko ludziom z niepełnosprawnością ruchową bądź neurologiczną. O ile dawanie takich uprawnień ruchowcom rozumiem i to jak najbardziej, o tyle neurologicznym niepełnosprawnym już średnio. Poza tymi dwoma przypadkami reszta buli bo stadiony się same nie utrzymają. (Swoją drogą co zabawne moja mama jako mój przedstawiciel prawny i ewentualna opieka ma parking za free, ale ja już nie :)- wniosek taki jak mogę sam dojść choćby do kibla, to już nic mi i mnie podobnym, się nie należy) Jak to wygląda w praktyce? Ano tak, że np. ktoś to ma nie halo w jakiś sposób z głową, ale może chodzić, biegać, skakać, ustawia auto byle gdzie, nie płacąc i idzie.  Ja zaś, z zwrotami głowy po dializie muszę albo bulić, albo zasuwać z buta. Na koniec słyszę, że mamy przecież świetną komunikację miejską. Owszem mamy ( czy świetną?!). Tylko nie zawsze jest ławka, żeby usiąść na przystanku (już o miejscu w autobusie nie mówię), siedząc na krawężniku ani się z niego nie podniosę, ani nie mam 15 lat żeby się brudzić siadając na nim.

Jednym słowem rozdawanie postojówek niepełnosprawnym jest nielogiczne i oderwane od rzeczywistości. Ja zaś jak i mnie podobni albo jeżdżą i szukają miejsca paląc litry paliwa, albo zostawiamy krocie w parkometrach. Sam postój przed UMK na „Placu na stawach” i załatwienie tam czegoś to bagatela ponad 12 zł wrzucone w parkometr i ciągłe nerwy czy starczy czasu czy nie. Jak polecisz dopłacić to kolejka przejdzie jak nie to mandat za parkowanie- tylko 100zł. :). To tylko wypad do UMK, a co z socjalizacją czyli tzw. wyjściami do miasta? Niepełnosprawny często fizycznie nie ma siły zasówać MPK lub na nogach…

I ja się pytam gdzie ta dbałość o los i wygodę niepełnosprawnego w naszym mieście, gdzie jest sens!?

Jak się wozi dializa :)

   Na Kopernika przy klinice nefrologii jest stacja dializ, a nawet dwie tak ściśle rzecz biorąc. Już wyjaśniam klinika znajduje się w dwóch budynkach i dwa oddziały się dublują; nefrologia zachowawcza i dializy. Czy jest to marnotrawstwo kasy? Nie tak na dobrą sprawę to wszystkie cztery są zapchane do tego stopnia, że na dializach brak już miejsc, a na nefrologii ludzie leżą na korytarzach. Co zresztą widać na moim fanpage. Tak ja też tam byłem i swoją pokutę na korytarzu odbyłem.

Każdemu choremu dializowanemu przysługuje dojazd. Nie tylko na Kopernika, ale w każdej stacji dializ w Polsce. Nie każdy z tego korzysta, ale ja tak. Czemu korzystam po dializie czasem tak się czuję, że strach wsiąść za kółko. Tramwa czy autobus wtedy tym bardziej odpada. Transport jest organizowany przez firmę zewnętrzną, której płaci szpital. Firma ta w naszym przypadku dysponuje skodami feliciami w stanie takim, że jeszcze jeżdżą, ale jak długo i kiedy kupią coś nowego to tego nie wie nikt. Krążą za to różne plotki tak jak owe skody są różnego koloru i różnie oklejone znakami transportu.

Kierowcy są mili, uprzejmi i zawsze pomogą. Zwykle kiedy zbliża się odłączanie kolejnej zmiany dializowanych zbierają się na podjeździe przed nowym budynkiem i sobie plotkują, politykują. Ten i ów pali, często z chorymi, którzy skończyli dializę wcześniej od innych i teraz czekają na resztę żeby pojechać do domu. 

Bywa, że mój kierowca czasem ma wolne czy w jakiś inny sposób tego akurat dnia nie kursuje, wtedy przyjeżdża po mnie i całą ekipę ze mną dojeżdżającą (dojeżdża nas 4os + kierowca) rozpierdalająca się kupiona gdzieś na niemieckim szrocie karetka WV transporter. To coś jest bez klamek, drzwi się zacinają i trzeba się z nimi od zewnątrz szarpać, a dach przecieka. Na dodatek jest brudne, że jej i wszystko w środku lata. 

Wracając jednak do naszych skod i kierowców, mamy do siebie telefony i dzwonimy oni do nas jak nadjeżdżają my do nich jak np. jakoś inaczej trafiamy na lub z dializy. Wszystko było by ok gdyby nie to, że te auta są ciasne bez klimy i już mocno wysłużone, a siedzenia są obite czarnym skayem co w upalne dni parzy. Podsumowując może nie wozimy się po królewsku, ale przynajmniej trafiamy na miejsce na czas.

Zastanawia mnie jak jest z transportem w innych krajach. Jak tam się to rozwiązuje liczę, że się dowiem bo póki żyję i jakoś funkcjonuję to chciałbym gdzieś pojechać np. na wakacje czy coś.

Cieszę się z małych rzeczy czyli co u mnie nowego :).

  Kolejna dializa. Sam nie wiem czy już tak będzie do końca moich dni czy może się uda przeszczepić jakąś nerkę. Czas pokaże, przy robieniu przetoki zrobię sobie angiografię z kontrastem i wtedy się jakoś to pokmini, czy się da czy nie. Na razie mam permcata (cewnik permanentny) zaszytego tuż pod obojczykiem i niech się to zrośnie. Ja się ustabilizuję i wtedy się dopiero rzucę na przetokę. Chcę troszkę się odtruć i odpocząć dopiero potem przetoka i badania. Na sali jest TV, ale ani ja ani sąsiad nie przejawiamy jakoś chęci oglądania. On ledwo żyje ja zaś mam w dupie- telewizja kłamie:). Swoją drogą piszę to co piszę siedząc pod maszyną więc po co tv?!
   Taki jestem przewidujący, że jak te parę miesięcy temu kuknąłem na kartkę to plus minus wiedziałem kiedy będzie koniec i co i kiedy  kupić. Kupiłem więc swoje kochane 14 cali firmy Tshiba i zamówiłem AERO2, a do niego modem, no i mam teraz zajęcie (tu jest dobry zasięg nie to co na oddziale).  
Wczorajszy dzień był szczęśliwy. Haikususji dało mi gratisa (drugi zestaw), kiedy napisałem do nich że jestem głodny i siedzę w szpitalu, a żarcie tutaj jest paskudne oraz znalazłem 10zl w chipsach. Kumulacja jak w totka- może trzeba było co skreślić:)? A niech tam nie wolno być chciwym! Trza się cieszyć, a wczoraj było z czego!:)
Dzień dziś był też puki co udany. Była mama z obiadem, John z gazetą i pograć ma być Sony z owocami, żeby podnieść potas bo coś niski i jakoś leci. Ekipę też mam spoko Pan Wiatrak uroczy starszy pan co lubi sobie zasnąć, czasem nawet tak jak siedzi, ale bardzo komunikatywny i dowcipny  oraz Zbyszek. Zbyszek był maszynistą potem się zdrowie popsuło, trochę się chłop nudzi, to czyta, to krzyżówki rozwiązuje, to na ploty, to na bajerę na fajka na dół przed szpital chodzi. Wszędzie myka w swoim szarym, lekko obcisłym, bawełnianym dresie, którego dolną część podciąga tak wysoko, jak Obelikx swoje pasiaste gacie.
   W tak zwanym międzyczasie kiedy ja się tu ostatnio fociłem i lansiłem chłopa z izolatki zabrała kostucha, a drugi starszy pan (ten od „broni”) pojechał na OIOM. Życie się toczy dziś przyjęli jakąś młodą, wydziaraną dziewczynę. Przechodząc przez korytarz zauważyłem na jej łóżku Murakamiego. Myślę może warto zagadać przynajmniej czyta coś, a nóż okaże się sensownym rozmówcą. Większość ludzi tu dołuje lub wkurwia. Baby siadają wieczorem na kozetce koło mojej sali i biadolą i  pierdolą i to tak głośno, że słuchawki nie pomagają. O wszystkim, ostatnio dukały dietę dializową na głos. Kurwa level semianalfabeta i darcie ryja ile potasu jest w czym i co to ten fosfor i… ja pierdole, jak w maglu, a potem choroby i seriale z samego dna (Mexyk i Venezuela) kurwa!! :) Tu jest matrix ! Warto mieć swój świat pozdrawiam :).

Moja druga dializa

   Druga stała dializa w moim życiu. Ciśnienie dalej chujowe, bo za wysokie i w żaden sposób nie chce spaść, ale i z tym sobie poradzę. Kombinuję trochę nad dietą i nowym kanałem na YT miałby być właśnie od dializowanych na co dzień. Jak żyjemy, jak sobie radzimy w codzienności itd. Planuje się też zapisać do jakiegoś stowarzyszenia osób dializowanych- ” w kupie siła”. Jebłem nawet selfi. Jak tu siedzę z nie wiadomo po co wygoloną głową. W końcu cewnik dostałem nie do szyi tylko pod obojczyk permanentny. Bo na przetokę są beznadziejnie długie terminy. Teraz chyba tylko muszę być silny i myśleć, że jakoś to będzie. Otwieram w końcu nowy rozdział w życiu. W sumie kto powiedział, że ma być gorszy? Mam kilka pomysłów i tylko żeby z dietą i dializami wyszło to hmmm jakoś to mam nadzieje poukładać i że pójdzie do przodu.

Noc na korytarzu z bronią :)

    No i stało się po tym weekendzie mam mieć cewnik dializacyjny w szyi. Trochę słaby deal, ale co zrobić. Termin na przetokę mam dopiero na 10 kwietnia i przyspieszyć się tego nie da za nic w świecie. Czasem się zastanawiam za co ja podatki płacę bo poprawy jakości usług nie ma. Jest za to na odwrót. Eutanazji też niby nie ma. Przynajmniej nie czynnej bo bierna to jak najbardziej. 
Nefrologię przez ostatnie 3 lata zamienili w internę i geriatrię razem wzięte, bo na tamtych nie ma miejsca- społeczeństwo się starzeje. Pacjenci, którzy tu trafiają w żaden sposób w normalnym szpitalu tu nie powinni być. To w większości ludzie starzy i dogorywający lub przypadki takie jak dziewczyna  z powikłaniami po porodzie. Na oddział mamy przydziałowy słoik dżemu, z którego jak się dowiedziałem mogę sobie dokładać łyżką do kanapek w ramach diety niskobiałkowej:). 
Leżę sobie na korytarzu, a i to dobrze bo miejsce było. W sumie mógłbym leżeć na sali ale nikomu się nie chce dosłownie dwóch łóżek przepchnąć (jedna babcia od wczoraj leży sama, a na drugiej sali żeńskiej jest wolne miejsce). 
Noc powitalna była pod znakiem broni lub z bronią jak kto woli. Otóż jeden z pacjentów (dziadek) wpadł w jakiś amok i jak koło 22 zaczął wzywać „Bronię” tak ok 5 rano skończył. Więc tak wygląda noc z bronią. 
Burdel tu jest straszny, jedna młoda, jak na tutejsze standardy dziewczyna (23l niby już rozum powinien być -  a nie ma.) co ma siedzieć w izolatce bo zaraża rotawirusem. Biega głupia dupa po oddziale, a chwile temu minęła mnie i poszła do sklepu poza teren szpitala. Właśnie idzie wizyta prawie duszpasterska pytanie „Pan jak się czuje?” pada nieustanie odpowiedzi różne, ale odpowiedz lekarza jedna i niezmienna „dobrze”. Ktoś wszedł do łazienki i… no właśnie nie wychodzi. Teraz pytanie żyje czy tam został już na wieki wieków amen. Pewnie poczekamy jeszcze z godzinę może dwie żeby się dowiedzieć :)

Służba zdrowia z Ukraina w tle

   Czemu nie lubię Ukrainy i Ukraińców w sumie z kilku powodów. Szeroko rozumiany wschód uosabia wszystko czym się brzydzę; korupcja, nepotyzm, bieda, bród, AIDS, alkoholizm itd. Ukraina to zaś część tego wschodu i ten wschód pcha się do naszego Polskiego grajdołka. Przez chwilę wszyscy baliśmy się, że będzie tam wojna domowa i naszej gospodarce się dostanie. Giełda i tak oberwała już po tej lekkiej zadymie, a co by było gdyby się rzeczywiście za łby z ruskimi wzięli?! Mnie oprócz widma kryzysu, a więc i pogłębienia wszelkich patologii (tak się zawsze dzieje kiedy jest źle i ludzie są bez pracy, kasy i zajęcia) przeraziło jeszcze jedno. Nasz rząd radośnie ogłosił, że polskie szpitale przyjmą bojowników z majdanu i kogo tam się jeszcze da żeby leczyć w ramach bratniej pomocy. Co to kurwa drugi wielki finał WOŚP czy jak!?
    W Polsce czeka się po kilka lat żeby zrobić operację ratującą życie. Nie ma na leki, personel placówki, gdzie nie gdzie wali się nawet na podstawowych lekach i opatrunkach (sam musiałem swoje proszki do szpitala wozić bo szpital nie ma, a i opatrunki się zdarzało mieć swoje), a tu co nagle dla Ukraińców miejsce, którzy w dodatku sami sobie Janukowycza wybrali. Ja rozumiem pomoc humanitarną, posłać tam co potrzeba. Pieniądze to już raczej nie bo znikną po drodze (u nas się robi wały, a co dopiero za bugiem), ale robienie kosztem własnych obywateli i ich zdrowia komuś prezentów, żeby zaistnieć i uzbierać kilka punktów wyborczych, to jest gruba przesada. Strzelają do siebie- fajnie to niech się leczą sami, tym bardziej, że w świetle ostatnich wydarzeń to nie wiadomo dokładnie kto w tym całym bałaganie właściwie strzelał i dla czego.