Kilka powodów dla których warto obchodzić święta.

Dziś napiszę coś bez ciśnień i w dodatku moim skromnym zdaniem istotnego.

DSC_0392

Ostatnio była Wielkanoc wiecie koniec wielkiego postu od nowa można pić, ćpać, uprawiać sex zbiorowy… itd. Mnie wielki post osobiście nie rusza, a niedziele przez dłuższy czas swojego życia odróżniałem od innych dni tygodnia po tym, że autobusy rzadziej kursowały. Obecnie nie jeżdżę autobusem to nie na moje siły (piszę to całkiem poważnie). Niedzielę zaś odróżniam po tym, że rano mam dodatkową dializę.

Po co ja to piszę?? Ano po to żebyście wiedzieli, że jako stary ateusz mam generalnie naukę kościoła i jakieś takie duchowe sprawy w głębokim poważaniu. Zacząłem się nawet martwić o moją sis, kiedy mi oznajmiła, że w niedzielę zaczęła chodzić na powrót do kościoła. Piszę to też po to żeby uzmysłowić tym, którzy to czytają, jak ważne jest obchodzenie świąt. Nie mówię tu o czasie wolnym i o tym, że fajnie go spędzać z rodziną i że super są przygotowania i potem próby przeżarcia tego niezdrowego kalorycznego badziewia. Bo z rodziną często fajnie tylko na zdjęciu, a przygotowań nikt nie doceni, zaś żarcie bez umiaru i takich rzeczy, jakie nam serwują na święta może i z reguły, poważnie szkodzi. Chodzi o inny aspekt świąt- to nasza kultura i tradycja.

kartka wielkanocna11

Ja wiem i rozumiem, że w dobie różnych ryżych, pedalskich i laickich uniesień masa ludzi jedzie sobie w pizdu gdzieś za granicę lub do hotelu i spa i pierdoli. Jeśli jednak wszyscy będziemy mieli wyjebane na święta, niezależnie czy wierzymy w cieślę z Galilei czy nie, to skończymy marnie. Piszę/ mówię to ja ateusz jakich mało, w którym nawet choroba wiary nie wzbudziła. Wolicie pod batem w ściśle określony przez jakiego kalifa czy innego syfa- kozojebce sposób obchodzić ramadan i liczyć lata od ucieczki proroka z Mekki do Medyny? A może fajnie jest uważać, że pochodzimy od kosmitów, a dinozaury są zakopane w ziemi dla zmyłki?

kartałka 2

Ja pomimo mojego olewającego stosunku do wiary i dość krytycznego spojrzenia na kler. Uważam, że chrześcijaństwo jest całkiem fajną religią, która się już wyszalała i teraz realizuje swoje pierwotne założenia. Założenia ma zaś całkiem dobre, bo co może być złego w szanowaniu swoich starych, lub tym żeby nie kraść (żeby tak nasi wierzący- tylko wierzący żadni inni- politycy realizowali to przykazanie…), albo z innej beczki, żeby nie żreć i nie chlać ponad miarę. Przecież to wyjątkowo dobre i zdrowe założenia. 10 przykazań jest ok, jak ktoś nie wierzy to niech pokmini, że wymyślili je Żydzi, najbardziej przebiegła i zaradna nacja na świecie. I to dla siebie je wykombinowali. Dopiero Paweł z Tarsu podał przykazania dalej.

Kolejnym powodem, dla którego fajnie jest świętować jest, to że mamy mieszane fajne pogańsko chrześcijańskie zwyczaje i obrzędy. A w każdym kraju, pomimo globalizacji i starań przemysłu reklamowego rodem z USA, te obrzędy są inne. Ja np. bardzo lubię znicze na Wszystkich Świętych, Lany Poniedziałek. Lubię też wtorek po Wielkanocy w Krakowie, bo wtedy jest Rękawka i można coś fajnego zjeść i obejrzeć jak się kilkudziesięciu chłopa tłucze po głowach w strojach z epoki. Dzieciaki też mają radochę, bo starzy kupują im drewniane miecze, hełmy, tarcze itd. i jest czym przypierdolić koledze.

kartałka1

Ja też siałem jako mały gnojek zniszczenie plastikową szablą zwłaszcza w okolicach karnawału przebrany za Pana Michała. Dziś patrzę jak moje pokolenie robi to samo co moi rodzice, czyli kupuje miecze, pistolety, balony i watę cukrową dla swoich, siejących strach i zniszczenie w okolicy, pociech przekazując im tradycję. Opowiadają im anegdotki o tym jak oni byli mali- mniej lub bardziej starannie selekcjonowane. Uczą jak się zachować czy choćby o tym, że koleś brodą skrzyżowany z koniem to lajkonik.

Święta choć czasem głupie i bez sensu są fajne i nasze. Są częścią nas nie warto od nich uciekać lub jarać się innymi, z innych kultur. Tam wcale nie mają lepszych i bardziej racjonalnych świąt, a wręcz przeciwnie. Wreszcie jeśli ty nie szanujesz swoich obrządków i tradycji to nikt ich nie będzie szanował, aż w końcu znajdzie się ktoś kto przyjdzie i narzuci ci swoje obrzędy. Zrobi to mówiąc jak w Wielkiej Brytanii, że choinka go obraża i albo ją schowasz albo ci dom spali ew. nogi połamie. Wtedy się tęskni za świętami i zastanawia; „Gdzie ja popełniłem błąd?” tylko, że wtedy jest już za późno. Więc szanujmy i cieszmy się świętami, obchodząc je w miłej, wesołej atmosferze bez ciśnień, bo warto.

W drodze na Eurowizję czyli co Polska powinna zrobić, żeby wygrać wreszcie ten prestiżowy konkurs.

   Zawsze kiedy jestem na dializie mam sposobność czy chcę czy nie chcę oglądać telewizję wraz z moimi współtowarzyszami z sali. Ramówka jest z góry ustalona, a że ja doszedłem (jestem najkrótszy stażem) więc oglądam co jest.

Kiedy mogę to śpię z słuchawkami na uszach, ale ile można spać. Co ja królewna, żeby kimać w nieskończoność czekając na księcia. W związku z tym jestem na bieżąco z takimi wspaniałymi produkcjami jak „Wspaniałe stulecie”- turecka telenowela historyczna, której akcja dzieje się w haremie oraz Klan- polska moda na sukces gdzie grali już wszyscy zapomniani gwiazdorzy z PRL i nie tylko.

Klan pozwolił mi spojrzeć inaczej na sylwetkę aktora i człowieka honoru co to z szablą do zachęty chodził i z ruskimi się nie zadaje- Daniela Olbrychskiego. Pan Daniel powiedział, że nigdy nie zagra w reklamie ani w serialu. Zdążył już zagrać w reklamie lodów Koral i hipermarketów biedronka, a obecnie gra w Klanie gdzie zarywa do wdowy po słynnym Ryśku z Klanu. Widać zastępowanie Ryśka z Klanu jest w tym kraju czymś w rodzaju nobilitacji.

Kiedy myślałem, że już mnie nic nie zdziwi. W teleekspresie, który jest również w naszym telewizyjnym paśmie dializowym zobaczyłem kogo wysyła Finlandia na Eurowizję w tym roku- zespół punk-rockowy złożony z ludzi z „Zespołem Downa”, Żydzi wysyłali transeksualistę, Austriacy babę z brodą, teraz Finowie wysyłają grupkę wesołych downów, którzy… no właśnie hasło „no future” brzmi w tym wydaniu nader zabawnie. My w tym rozdaniu wypadamy słabo bo posyłamy tylko babę na wózku. Umie śpiewać żadnych innych defektów nie ma. Żeby chociaż miała jakąś blaszaną płytkę lub padaczkę żeby był choćby cień szansy, że dostanie ataku na scenie. A tu nic. Normalna, ładna i nawet jakoś śpiewa, tylko wózek. Czy wózek wystarczy?! Moim zdaniem nie.

Niestety znów bez szans na zwycięstwo. Zwłaszcza z hordą brudnych i zapijaczonych jak na punka przystało downów.

DSC_0339

Ja osobiście posłałbym pół transwestytę pół transseksualistę na wózku ze szklanym okiem i zespołem Touretta. Pierwsze miejsce murowane a i zabawy było by przy tym, że hej. Wtedy to już nie ważne co i jak by taki/taka/takie śpiewało. Swoją drogą na Youtube jest facet co ma zespół Touretta i na swoim vlogu śpiewa, może by się zgodził nas reprezentować, a za dopłatą skoczył na główkę do wody i jeszcze zmienił płeć. Jest kasa na Świątynię Opatrzności Bożej i Miłosierdzia, to co na jednego youtubera by nie było?! A ile przy tym chwały i europejskości i postępu dla kraju. Wreszcie byśmy pokazali, że nie jesteśmy zaściankowi.

Pisząc to wszystko zadaję sobie pytanie czy to ja jestem nienormalny, niemoralny, nietolerancyjny, zaściankowy, ksenofobiczny, rasistowski i seksista czy naszej kochanej Europie się już jebie od dobrobytu i dwóch strasznych wojen?

Eutanazja po polsku- katolicku.

   Ostatnio czytałem art o dziewczynce chorej na mukowiscydozę, która napisała list do prezydenta swojego kraju list z prośbą o eutanazję. Ładne słowo, ale przetłumaczę je na polski – ŚMIERĆ.

eutanzja2

    Tak moi mili 14latka pisze gdzieś w katolickim, południowoamerykańskim państwie, żeby ją dobić. Słabo co? Pomyślcie, dzieciak musi mieć to dobrze przemyślane jeśli prosi o takie rzeczy w tym wieku. Wie, że cierpi i wie co ją czeka. U nas był podobny przypadek facet przykuty do łóżka prosił o śmierć. W końcu znaleźli się dobrzy ludzie i nadali mu sens życia. Ale ilu jest takich, którzy są pozostawieni sami sobie. Bez pomocy, bez leczenia, bez środków do życia…

  Nasi działacze, dziennikarze, politycy katoliccy i wszelkiej maści księża i biskupi chcą żebyś się urodził. Za wszelką cenę i nie ważne jak w jakim stanie. Słuchanie prawicowych publicystów i lekarzy jak prof. Hazan czy J. Gowin, którzy oceniają, nazywają mordercami, sprawia, że coś we mnie pęka i chce krzyczeć!!! Jakim prawem hipokryci mieniący się lepszymi chrześcijanami w ogóle zabierają głos!?

   Dobrze jest pluć na matkę, co chce usunąć chory płód lub jej wręcz to uniemożliwić. A jak się kobiecie uda to najlepiej sądzić jak morderczynię i wysadzić na dłłłłłłłługo do więzienia. Tu moje pytanie czy któryś w Semków, Terlikowskich, Gowinów, Michalików zrobił coś by takim matkom pomóc?  Pomóc doraźnie czy choćby lobbując na ich rzecz. Pomóc czy na co dzień, czy jak były w sejmie i protestowały? Nie!!! Żaden!!! Sami oni są mordercami i to stokroć gorszymi, bo skazują na długa, powolną, bolesną agonię. Niczym nie różnią się od nazistów czy komunistów, którzy w imię swoich poglądów skazywali na śmierć. Tamci byli o tyle lepsi, że zabijali szybko. Kula w łeb lub gaz i koniec. Chrześciajnin spod znaku „Gazety Polskiej” będzie patrzył jak się męczysz, cierpisz, zdychasz w często nieludzkich warunkach i na koniec powie „Ofiaruj cierpienie bogu to cię do niego zbliży”. To taka nasza forma cichej polskiej katolickiej eutanazji. W każdej sali w szpitalu w Polsce jest krzyż, w każdej klinice, kaplica, w każdej kaplicy ksiądz, ale standardów i miłosierdzia już NIE MA!

eutanazja1

Działacz i lobbista „chrześcijański” uważa „kobieta ma rodzić”, „najlepiej tyle stosunków ile porodów”. Jak jest więcej tych pierwszych to już może się wkradać grzech, dewiacja i diabeł. Z chwilą zaś, kiedy dziecko jest chore, ale się urodziło to już radź se babo sama, „widać bóg tak chciał”. Najłatwiej jest pierdzielić o cywilizacji śmierci i zakazywać antykoncepcji, pigułek po itd. Zaglądanie komuś pod pierzynę jest super- lans bans na wizji i nie wali po kieszeni, a takie pieprzenie nic a nic nie kosztuje. Ci co najgłośniej o tym krzyczą dbają tylko o plemniki i jajniki bo to łatwe zerokosztowe i można się polansować. Dbanie o człowieka przez całe jego życie już kosztuje wysiłek i kasę więc tu cisza i zamiatanie problemu pod dywan.

Lewica też w tej materii nie robi nic, żeby pomóc niepełnosprawnym i ciężko chorym. Nic by pomóc najsłabszym, ale oni choć pozwalają się nie urodzić lub godnie odejść zamiast męczyć się w cierpieniu latami.

Oto jaki mamy kraj każdy dba o twoją duszę i życie wieczne, oraz stara się pilnować w co wkładasz fiuta lub komu i w jakim celu dajesz dupy, ale nikt nie dba o godność i doczesność oraz o to byś nie cierpiał. Tak jest łatwiej i nic to nie kosztuje. Państwo, zaś przyklaskuje i pozwala zawładnąć kimś innym żeby zaspokoić własną pychę próżność i chore wierzenia i ambicje. Nasuwało by się teraz na koniec w podsumowaniu napisać „WELCOME IN JAMAJCA” ale ze smutkiem należy „WITAMY W POLSCE, ZIELONEJ WYSPIE KRAJU ABSURDU I SMUTNEJ SZAREJ RZECZYWISTOŚCI”.

O pszczołach i Polsce – co ma ul do Polanda ? :)

   Wyobraźmy sobie, że Polska jest jak ul. Taki co stoi na pasiece. Taki co jest czewono- biały lub biało-czerwony jak kto woli. Generalnie taki pół na pół w te kolory. Ma też wlotek, ramki, woskowe plastry na czerw i miód. Ma wentylację, powałkę i daszek i dennicę i wszystko jak trzeba. Może nie jest jakiś mega dobajerzony ul i nie stoi na super wydajnych pożytkach, ale starcza, a pszczółki robotnice noszą…

Wszystkie fotki w tym wpisie dzięki uprzejmości Anny Teski i Pasieki Nadwiślańskiej.

Wszystkie fotki w tym wpisie dzięki uprzejmości Anny Teski i Pasieki Nadwiślańskiej.

   No właśnie co by było gdyby tak było i polska była by rodziną pszczelą w ulu? Czy wytrzymała by choćby do końca sezonu, bo o zimowli to już nawet nie wspominam? Moim zdaniem nie :). Dla czego nie?  Ul rządzi się zadami zgodnymi z demokracją. Jest matka o nią jak o głowę państwa się dba. Karmi pielęgnuje i ona odwdzięcza się składając jajka tj. wydając na świat nowych obywateli ula. A w zasadzie w większości obywatelki. Ciężko kazać Ewie Kopacz rodzić dzieci za inne polki ledwo na jedno było ją stać, ale to nie o to chodzi. W ulu rządzą pszczoły robotnice, które decydują nawet o losie matki. Kiedy zaś robotnica czuje, że jest chora i może zagrozić rodzinie zarażając inne pszczoły wtedy wylatuje z ula i umiera poza nim. W Polsce robotnice czyli zwykłe społeczeństwo są dojone przez elity. I tu paradoks trutnie czyli nic nie robiące samce są jako materiał genetyczny w ulu, ale kiedy sezon się kończy i nastają trudne czasy trutnie są wywalane z ula lub zabijane i wywalane z ula. U nas nie dość, że trutnie rządzą to jeszcze podczas kryzysu tylko one mają podwyższane pensje i opływają w luksusy podczas kiedy reszcie społeczności. Każe się oszczędzać. Czujecie, że coś tu jest nie tak ? Niby mamy pszczołę matkę tj. Ewę Kopacz, niby ona do rządzenia wybrała masę koleżanek więc niby pszczółki nami rządzą, ale tak naprawdę to rządzą nami trutnie. Czy to w spódnicy czy w spodniach truteń to stan umysłu nie zaś płeć. Przynajmniej w społeczeństwie u pszczół to u pszczół.

pszczola 2

   Skoro już ustaliliśmy, że w ulu rządzą nie wiadomo jakim cudem trutnie, które nic nie robią i powinny być pod koniec  sezonu (czyli kiedy nastają ciężkie czasy) wywalone z ula żeby nie było zbędnych gąb do wykarmienia. To teraz popatrzmy co tam w naszym ulu dalej bzyczy, bzyka i pobzykuje. Kiedy inne pszczoły wbijają się do ula na tzw. rabunek zazwyczaj zdrowa rodzina wysyła strażniczki i te robią porządek z rabusiami. U nas w ulu rabuje kto chce i kiedy chce, a miejscowe trutnie cieszą się, że w innych ulach nas chwalą. Szerszeni co by nas zajechały niby nie ma ale nie wiedzieć czemu nasze pszczółki latają wkurwiać szerszenie z ogródka obok i do tego uparcie twierdzą, że dzięki temu będziemy bezpieczni i będzie nam się żyło lepiej i że tak trzeba. A jak szerszenie się wkurwią na maksa i tu przylecą to strażacy z OSP z sąsiedniego miasta wpadną z braterską pomocą. NIE WPADNĄ a już na pewno nie z taką pomocą jaka by nam się marzyła.  Opozycja wobec trutni to… uwaga… takie same trutnie. Swój miód i pożytki rozdajemy i to bynajmniej pszczelarzowi, który o nas stara się dbać. A nasze robotnice jak w normalnej rodzinie pszczelej kiedy widzą, że w ulu choroba to roją się i lecą w inne miejsce. Pszczoły z chorego ula roją się non stop. Polacy też kupują bilety wszędzie byle dalej od kraju. I ja jako pszczelarz i Polak ich rozumiem mnie w tym kraju trzyma tylko moja choroba. Zwyczajnie jestem zbyt ciężko chory żeby uciekać. Więc jako jedna z chorych pszczół zostanę w tym chorym ulu i popatrzę aż w końcu przyjedzie inspekcja weterynaryjna i każe to wszystko w cholerę spalić żeby zaraza nie poszła dalej w świat.

Karuzela wyborcza, a na niej wybór, że ja p….

    Wreszcie się stało. Bronek „Buła” (zwany także przez środowiska prawicowe „Bul”) Komorowski. Tak dopełniła się obsada na wyborczej karuzeli. Teraz zacznie się festiwal obietnic, najczęściej głupich i bez pokrycia oraz pojedynek na obelgi haki i debilne komentarze. Jednym słowem kampanię wyborczą czas zacząć. Najweselsze jest to, że kandydatów mamy więcej niż rodzajów kiełbasy na półkach (włącznie z wyborczą licząc).

Zróbmy zatem krótki przegląd kandydatów, by ułatwić orientację zagubionemu od nadmiernego wyboru polskiemu wyborcy.

miłościwie nam obecnie panujący uzurpator

1. Bronisław Komorowski: obecnie nam miłościwie panujący, prezydent. Popierany z wzajemnością przez PO. Przez niektórych zwany uzurpatorem i/lub „Bulem”. Domniemany współodpowiedzialny zamachu na prawdziwego i jedynego słusznie i demokratycznie wybranego prezydenta Lecha Aleksandra oraz jego małżonkę. Zamachu współdokonał tylko po to by zająć miejsce Lecha Aleksandra. Współodpowiedzialny za takie cuda jak „Orzeł może”. Człowiek o gołębim sercu- przygarnął byłego PZPRowca Nałęcza Tomasza oraz jego żonę i co roku niezależnie od tego co by Nałęcz zrobił lub nie (dla ludzi lepiej żeby nie) wydaje mu nagrodę pieniężną.

Adam_Sebastian_Jarubas

2. Adam Jarubas: Popierany przez PSL. Człowiek zagadka, królik z kapelusza, kandydat z dupy. Znany i lubiany- tylko przez PSL. Największe osiągnięcia to ukończenie historii na Akademii Świętokrzyskiej (obecnie to Uniwersytet :)) oraz to, że wlazł Januszowi Piechocińskiemu do… tzn. jest jednym z wiceprezesów PSL. Ma kępkę siwych włosów nad czołem. No i to by było na tyle.

Andrzej_Duda

3. Andrzej Duda: popierany przez PIS. Młody wykształcony, człowiek dialogu i nowego otwarcia. Może i się otwiera, ale póki Jarosław tego nie zrobi to Duda sobie może drzwi do kuchni otworzyć w domu i tyle. Europoseł dr prawa. Pracował w kancelarii Zbigniewa Ziobry potem u Lecha Kaczyńskiego. Ma na koncie także przygodę z kinematografią- wystąpił w filmie Mgła (nie w tym horrorze, a przynajmniej nie w ten sposób rozumianym jako horror). Pewniak PISu ma załatwić Bronka w II turze… taaa miał też załatwić Kracika i Majchrowskiego w wyborach na prezydenta Krakowa.

MM Czyli Marionetka Millera, zwana też Magdą M (Magdą Millera) naprawdę nazywa się Ogórek.

MM Czyli Marionetka Millera, zwana też Magdą M (Magdą Millera) naprawdę nazywa się Ogórek.

4. Magdalena Ogórek: jedna z… ( cholera jak to ująć bo jest jeszcze Grodzka i tu zdania są podzielone), a niech tam… z dwóch kobiet kandydatek na prezydenta Polski, w nadchodzących wyborach. Popierana przez LSD… tzn. SLD, tzn., Leszka Millera. Właśnie tak Magdalenę popiera nie tyle SLD co stary aparatczyk Miller Leszek. Ona sama przyznaje się do poparcia pozagobowego przez Józefa (Oleksego). Dr z bożej łaski i prywatnej „łuczelni”. Była miss czegoś tam (warto przeczytać w książce niejakiego „Masy” jak odbywały się konkursy na miss). Doświadczenie zdobywała na stażach i w pracy nagranej przez męża. Bardziej niż na prezydenta, nadaje się na rozkładówkę. Wystąpiła raz, zdążyła przeczytać jakieś mniej lub bardziej składne głupoty zanim Miller zdążył zabrać jej mikrofon. Póki co nie występuje, czyżby Miller nie oddał mikrofonu?!

Janusz_Korwin_Mikke

5. Janusz Korwin-Mikke: popierany przez siebie i posła „nic nie piłem, to policja była agresywna” Wiplera oraz swoją nową partię nomen omen K.O.R.W.I.N. Znany i lubiany za swoje poglądy. Zwłaszcza znają go frustraci, neurotycy, onaniści i GIMBAZA. Troszkę mniej lubią go środowiska lewicowe zwłaszcza feministki (być może za to iż uważa, że kobiety są: słabsze, głupsze i słusznie słabiej opłacane. Największy sukces to; założona już trzecia partia, gromadka dzieci z prawego i nieprawego łoża oraz po latach nie bytu wybór na europosła (kandydował tylko po to żeby zlikwidować komunistyczną UE). Ma zajebistą muchę pod szyją, a plotka głosi, że kiedyś był posłem.

Już pięciu kandydatów wymieniłem, a to nawet nie połowa. Ktoś słusznie stwierdził, że te wybory to jedna wielka walka o bycie pierwszym i najważniejszym bohaterem drugiego planu. Bronek- zgoliłem wąsa, unikam kłopotów, podpiszę wszystko- Komorowski i tak wygra. Czemu wygra? Bo ludzie lubią święty spokój i mają dość retoryki opartej na braku szacunku i nienawiści. Dla reszty to być albo nie być w sferze publicznej i o to toczy się walka. A my powróćmy do naszej listy przebojów pt. Wybory prezydenckie 2015r. Po Januszu Korwinie-Mikke jest już tylko lepiej.

Anna_Grodzka

6. Anna Grodzka: popierana przez Partię Zielonych. Prezydent i pierwsza dama w jednym. Prezes Stowarzyszenia osób transseksualnych „Transfuzja” oraz poseł (sorka, posłanka) na sejm RP obecnej kadencji. Pani Ania bardzo sympatyczna kobieta ok 180 (a może ponad troszkę) wzrostu, szeroka w barach, silna jak tur. Jeśli dyplomacja by zawiodła to zawsze może przypierdolić :). Wybierając ją zaoszczędzimy na pierwszej damie, będziemy mieli takie dwa w jednym. Coś jak szampon i odżywka razem. Złośliwa prawicowa prasa twierdzi, że Ania to dalej Krzysiek i że prywatnie żyje z szefową swojego biura. Smaczku tym doniesieniom dodatkowo nadaje fakt, że owa szefowa to „szczęśliwa” mężatka… Nieoficjalne hasło wyborcze: „BABA Z JAJAMI”.

Janusz_Palikot

7. Janusz Palikot: człowiek, który poglądy ma takie jaki i skąd wiatr wieje. Był szefem komisji „Przyjazne Państwo”. Państwo jest dalej nieprzyjazne, a Janusz… no cóż jakie państwo taka komisja i jej szef. Był konserwatystą, liberałem teraz jest lewakiem. To on wystawił, z sukcesem, Annę Grodzką na swoich listach do sejmu. Biedronia zresztą też. Janusz zmieniał przynależność partyjną niemal tak często, jak Ryszard Czarnecki, aż w końcu założył Twój Ruch. Poza darciem mordy, świńskim łbem i wibratorem, nie pokazał nic. Może w tej kampanii pokaże chociaż dupę lub starego słonia. Nie był by pierwszy, ale było by to już coś.

Pawelkukiz

8. Paweł Kukiz: człowiek popierany w zasadzie nie wiadomo przez kogo i co. On sam twierdzi, że przez jakieś stowarzyszenie samorządowców. Ja twierdzę, że przez siebie samego. Paweł lubi śpiewać i jest dobrym muzykiem. Piszę to bez ironii. Jest autorem hitu „ZHN już się zbliża”. Tutaj rodzi się pytanie; Paweł, co się stało??????

Fama niesie, że Paweł swój chłopak i za kołnierz nie wylewa. Pije jednak, tylko w imieniny, a że codziennie są czyjeś… Sądząc z tego jak się zachowuje i co robi jest na ostrej delirce. Groził dziennikarzom jakby przeczytał to co tu piszę groził by pewnie i mi :). Znany z miłości do Ukraińców i majdanu oraz wyskakiwania jak filip z konopi z pomysłami z dupy (np. list do Kamila Stocha). Jak każdy dakndydat ma receptę na uzdrowienie kraju. Dla niego to „JOW-y”, „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”.

Myślicie, że to koniec? Nic podobnego co 5 lat różni ludzie, o rozmaitej kondycji psychicznej i poglądach na rzeczywistość, w tym na swoje szanse na elekcję. Uruchamiają innych sobie podobnych i karuzela z kandydatami zaczyna się kręcić niczym młyńskie koło w kiepskim wesołym miasteczku. Tak więc mamy nr:

Jacek na tym zdjęciu podparł brodę w nadziei, że będzie wyglądał na mądrego i z wizją.

Jacek na tym zdjęciu podparł brodę w nadziei, że będzie wyglądał na mądrego i z wizją.

9. Jacek Wilk: człowiek popierany przez, osierocony przez Korwina, KNP. Tak, tak moi drodzy. Korwin po latach jakiś czas temu opuścił UPR i tym samym UPR przestał istnieć. Potem Korwin założył KNP- „Kongres Nowej Prawicy” i przygarnął niejakiego Wiplera Przemysława, młodego energicznego działacza, któremu brutalny i opresyjny aparat państwa, pod postacią swoich organów ścigania, rzuca kłody pod nogi. Obaj ci panowie pokłócili się z resztą działaczy KNP i wyszli tuż przed kampanią z jej struktur i założyli partię o nazwie nomen omen KORWIN. Skazali tym samym KNP na niebyt (w zasadzie to Korwin skazał). Nie pamiętam od czego jest skrót K.O.R.W.I.N. i boję się sprawdzać. Jednego tylko jestem pewien, nie chcę żeby kiedykolwiek był wcielany w życie z minimalnymi nawet sukcesami. No to tyle o Jacku Wilku :) – KURWA, kto to jest?!

marian kowalski

10. Marian Kowalski: popierany przez Ruch Narodowy. Instruktor kulturystyki i szef ochrony w NAJWIĘKSZEJ z lubelskiej dyskotece. „(…) nigdy nie mówi na zadany temat.” w tej materii by się jako polityk sprawdził. Pan Marian jest znany też z występowania w filmikach wyborczych Ruchu Narodowego, ze skutkiem raczej marnym. Jest też bohaterem publikacji gazety „Wybiórczej” na temat prowadzonych wobec niego, przez policję, czynności dochodzeniowych. Swoją drogą ile liderzy RN kombinowali, że wykombinowali Mariana Kowalskiego. Czyżby żaden z trzech asów RN (Artur Zawisza, Krzysztof Bosak, Robert Winnicki) nie chcieli kandydować?! W sumie obowiązki prezydenta RP są ciężkie i nie każdy zdoła je wziąć na klatę. ps. O Marianie Kowalskim nie jest napisane nawet w Wikipedii. O Winnickim, Bosaku i Zawiszy jest :).

Czyżby wracał, po latach do gry ?

Czyżby wracał, po latach do gry ?

11. Pan, którego imienia nie pamiętam – kandydat niezależny i pewnie nie uzbiera wymaganych 100 000 podpisów oraz ponoć, powrót legendy, czyli Adam Słomka. Panu Adamowi też nie wróżę sukcesu z podpisami, choć przez sentyment sam bym strzelił parafkę na jego liście poparcia. Niech ma i niech będzie wesoło. Kiedyś był wymieniany jednym tchem z takimi tuzami polskiej prawicy jak Zawisza, Łopuszański, Pęk czy Jurek, ach co to były za czasy. Człowiek był mały, a już wtedy wiedział- czół wewnętrznie, że ci panowie są odklejeni od rzeczywistości. Ponieważ co chwilę ktoś się nowy deklaruje to kto wie czy jak opublikuję ten post, to czy będzie on aktualny.

A na koniec: czy wiedzieliście, że pszczoły tańczą? Oraz, że pszczoły hoduje się jak krowy czy kury? Tj inna krowa na mleko inna na mięso podobnie kury z jajami i mięsem, a pszczoły? Inny gatunek na spadź inny na pożytki typu rzepak czy gryka, a inny w góry na łąki.

Walka z uzależnieniami po polsku na modłę zachodnią- czyli wzorce z dupy.

    Ostatnio czytam sobie na Onecie, że w Krakowie uchwalono 19 mln na działania związane z profilaktyką i zwalczaniem nałogów. Działania te mają być adresowane w dużej mierze do dzieci i młodzieży w różnym wieku.

Roczny koszt utrzymania i funkcjonowania domów kultury to około 20 mln, czyli 1 mln więcej niby nie wiele, ale szkodzi i kłuje to naszych rajców i prezydenta w oczy i wali po kieszeni.

Koszt budowy stadionu Wisły (niby miejskiego) 600mln, a to nie koniec bo tu 100 na daszki tam 200na coś i ostatnio hit remont całej trybuny (nowo wybudowanej, bo niby na euro 2012).

Do tego dosypano kasy (i to nie mało) na drugi stadion, Cracovii.

No i kolejny hit. Tyle się gada o zieleni, parkach itd. i opowieści są, że powstają (niby) jak grzyby po deszczu tymczasem liczba nasadzeń jest dużo mniejsza niż liczba wyciętych drzew. Już nie mówiąc o tym, że nasadzenia zastępcze robi się bez pomysłu i gdzieś na obrzeżach miasta.

Czemu ja to piszę? Jaki to ma związek z profilaktyką uzależnień i nałogów i wszelkimi programami związanymi z przeciwdziałaniem, zapobieganiem, a najczęściej już leczeniem tych zjawisk?

Zadziwiające jak ludzie nie widzą takiej prostej korelacji, że jak masz gdzie wyjść na świeże powietrze, masz gdzie pójść na zajęcia dodatkowe za niewielkie pieniądze lub nawet za darmo, jak jest pewność i ciągłość tych zajęć, to nie masz po co szukać oderwania od nudy i rutyny we wszelkich używkach.

To czego dziecko i młody człowiek uczy się na dobrze przygotowanych zajęciach, które zajmują tzw. czas wolny. Robi to a mógłby wtedy pić, brać itd.

To czego dziecko i młody człowiek uczy się na dobrze przygotowanych zajęciach, które zajmują tzw. czas wolny. Robi to a mógłby wtedy pić, brać itd.

Kiedyś jedna z małych Brytyjek spytana przez dziennikarkę BBC czemu wy, młodzi pijecie? Odpowiedziała „A co mamy robić?!”. Najgorsze, że miała rację. W Wielkiej Brytanii model dostępu do dóbr kultury i wszelkich zajęć dodatkowych jest modelem prywatnym, który nie gwarantuje ciągłości oraz powszechności. Co przez to rozumieć; ubogość zajęć, ich słabe przygotowanie, wreszcie modułowość (5tyg farbki, 1 tydz. ping pong, 4 dni flet lub wyjście raz jeden na rok do muzeum, zoo, czy gdzieś tam). Tak jeszcze nikt nie nauczył się niczego i nie rozwinął w żaden sposób. Na koniec warto powiedzieć, że nie każdego stać na wykupienie jakiś lepszych zajęć. Podobnie do Anglii ma się rzecz w całej Europie Zachodniej, gdzie o ile muzea czy dobra kultury są dotowane przez państwo to szeroko pojęta oferta spędzania czasu wolnego przez dzieci i młodzież już nie, lub jest na żenującym poziomie. Bilard, piłkarzyki, rzutki i automat z colą i batonami- ten ostatni płatny.  Stąd patologie takie jak picie, narkomania, przemoc itd. stąd tak duże nakłady na walkę i leczenie uzależnień i agresji. Warto zaznaczyć, że tę lukę, którą zostawiło na zachodzie (wyjątek Skandynawia) państwo chętnie wypełniają die tylko alkoshopy i dilerzy, to też pożywka dla wszelkiej maści sekt i innych psycholi w tym muzułmańskich ekstremistów. Oni mówią: „Nikt o ciebie nie dba. Choć do nas masz za darmo sport, sztukę, rozwój w tym duchowy…” A wystarczyłoby umieć dobrze zorganizować czas wolny młodym. Pomóc im rozwijać ich zainteresowania. Zamiast budować stadiony, gdzie dilują kibole i które są nierentowne oraz które otwiera się 2 razy w miesiącu na mecz.  Bilet przeciętnie kosztuje 50-100zł. Za taki trzeba wyrzucić z własnej kieszeni więc też nie każdego stać, żeby w ten sposób „uczyć się tolerancji i kultury przez sport”:). My w Polsce chcemy za wszelką cenę wcielać wzorce zachodnie. Problem w tym, że tylko te, które gwarantują naszym elitom nieskrępowane możliwości otępiania społeczeństwa i upadlania go tworząc coraz to większe dysproporcje. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś na modłę zachodnią był w awangardzie walki z korupcją np. poprzez transparentność umów, oświadczeń majątkowych lub wprowadzania tzw. dobrych praktyk czy poprawy prawa. Za to wprowadza się politykę imprez i mydlenia oczu pierdołami oraz ochłapów z pańskiego stołu.

Nie wszystko co za komuny było złe np; spółdzielczość była ok, bary mleczne były ok, domy kultury były ok i działające przy nich kina i teatry, też. Potępianie wszystkiego w czambuł i odgradzanie się płotami szlabanami niczym w RPA do nikąd nie prowadzi. Chciałbym dożyć czasu kiedy nie trzeba wydawać 19 baniek na walkę i leczenie z uzależnień, a dzieci i młodzież w tym te z najbiedniejszych rodzin, chodzą do domów kultury i rozwijają się na nowych mądrych obywateli. Niestety nie urodziłem się żółwiem z Galapagos i może być z tym problem…

ps. Ten tekst też miał być o pszczołach:) Znowu nie wyszło. W każdym razie czekam z niecierpliwością wiosny i nowego sezonu mając ogromną nadzieję, że coś przeżyje z tych moich pszczółek i nie będę zaczynał od zera.

a4_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Dziś na obiad będzie wieprzowina. Wpis diabła wart.

Mój kumpel stwierdził kiedyś, że duuuużo prościej będzie zrobić listę tego lub tych co ja ich lubię niż na odwrót. Najgorsze w tym wszystkim co mi powiedział, jest NIE to, że  jechaliśmy 70km/h autem i za cholerę nie dało się od tego stwierdzenia w takiej sytuacji uciec. Najgorsze jest to, że Piotrek czyli moje chodzące sumienie, ma przeważnie rację i potrafi minie w razie próby polemiki wypunktować niczym „Wujek Zdzisiek Mistrz Ciętej Riposty”.

Ostatnio jest na tapecie sprawa muzułmanów. Ja nigdy nie byłem specjalnie ufny wobec wyznawców Allaha (co wynika z doświadczeń). Po tym co się ostatnio stało we Francji utwierdziłem się tylko w moim przekonaniu, że Europa pogrąży się w chaosie może nawet będą wojny religijne bo i czemu by nie. Na koniec nasz kontynent podzieli się i wtedy… co wydaje mi się o tyle absurdalne co śmieszne my, tzn. Polska cała, będziemy w tej lepszej części i jeszcze polubimy się z Ruskimi i Białorusią. Tak, tak moi drodzy. Irlandię i zieloną wyspę będziemy mieli, ale nie dzięki największemu polskiemu gastarbaiterowi Donaldowi co wyjechał, ani jego „przydupasce” Ewie co sypie górnikom z naszego, tylko dzięki temu, że zachód zachodzi i nastąpią tam znowu wieki ciemne. Dokładnie tak jak to miało miejsce po upadku Rzymu. Bizancjum trzymało poziom, a zachodnia część imperium… no cóż… równia pochyła to mało powiedziane, żeby opisać co się tam i tu będzie już niedługo wyprawiać.

diabel 123

Allach, Allachem, ja tu gadu, gadu, jak jakiś Wernychora, a miało być o zupełnie czymś innym miało być o tym, że do motywacji nie trzeba być ani poprawnym politycznie, ani optymistycznym. Ja odkąd pamiętam mam permanentnego WKURWA. Trochę to jest spowodowane podwyższonym amoniakiem we krwi, trochę też tym, że taki się już urodziłem. To co mówią, że nie da się być zmotywowanym bez życia w dobrostanie emocjonalnym, bez bycia pełnym pozytywnych uczuć i miłości dla innych to bzdura. Słuchanie takich pierdół wzmaga tylko frustrację i podenerwowanie, bo na co dzień nie da się tak żyć, a już na pewno nie w Polsce. Bycie non stop pełnym pozytywnej energii i miłości do świata jest wykonalne tylko w dwóch przypadkach; 1- jak jesteś pełen kosmicznej energii lub wcieleniem Jezusa czy Buddy czy innego czegoś tam. Czyli zwyczajnie ci odjebało i jesteś na najlepszej drodze do psychuszki. 2- Nałogowo jarasz lub wrzucasz, dropsy, lsd lub inne happypile. Wtedy też jesteś na najlepszej drodze tylko na odwyk lub gdzieś w Bieszczady czyli de facto na odwyk i schować się przed dilerem, któremu wisisz niezły hajs. Tak czy tak masz przejebane jeśli dałeś się wkręcić w akcje typu będę super pozytywny cały czas. Ludzie normalni, tacy co nie kłamią i nie mają nic do ukrycia, którzy nie chcą cię wyruchać lub wejść ci do dupy bez mydła NIGDY nie są permanentnie uśmiechnięci. NIGDY i już!

Nic tak nie motywuje jak złość lub chęć pokazania światu gdzie się go ma. Mówię to z własnego doświadczenia ja wstaje od lat na złość wszelkim łapiduchom, konowałom, urzędasom, klechom i wielu wielu innym, którzy chcieli by mnie zamieść pod dywan i to tak żebym już spod niego nie wylazł. W waszym życiu będzie nie jeden, nie dwóch nawet nie dziesięciu, którzy będą się cieszyć kiedy się wam powinie noga. Będą tacy co będą wam próbowali świnię podłożyć, będą was ciągnąć w dół, lub czekać aż się sami potkniecie. Należy o nich pamiętać (ale nie żyć nimi i dla nich) to oni są motorem napędowym dla wielkich. To wtedy właśnie, kiedy patrzysz na ich zazdrosne, zawiedzione i wkurwione twoim powodzeniem i szczęściem gęby, odczuwasz radość. Piszę radość bo szczęście daje zrealizowany cel i dążenie do następnego i następnego… tak aby pozostało coś po nas, aby nasze życie miało jakiś głębszy sens.

Na koniec coś o pszczołach. Pszczoły są fajne koniec i kropka. Kto twierdzi inaczej ten zwyczajnie jest w błędzie nie ma racji lub jest z niego głupi buc.  Wiecie, że ten post miał być cały o pszczółkach i znowu nie wyszło :). Może następnym razem się uda. :)

DSC_0281

DUPA BOLI MISIA, czyli jak zostałem pszczelarzem

a8_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Każdy kto mnie spotyka i słyszy czym się zajmuje i co chcę dalej z tym robić. Robi wielkie oczy. Często upewnia się, że mówimy o tym samym. O pszczołach. Takich żywych, co robią miód, bzyczą, zapylają i żądlą. Kiedy już jestem dogadany z moim rozmówcą, że tak owszem, właśnie o takie pszczoły chodzi, takie żywe itd. Zadawane jest mi kolejne pytanie, które brzmi mniej więcej tak; Skąd taki pomysł? i „Gdzie je trzymasz, na balkonie?”. No i całą historię trzeba opowiadać od początku… Nie żebym był socjopatą i nie lubił ludzi i rozmawiać z nimi, ale gadam w kółko to samo, a nigdy nie lubiłem czynności powtarzalnych. Pomyślałem więc opiszę wszytko na blogu i będę odsyłał ludzi tutaj niech sobie przeczytają, a było to tak…

b4_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

12.03.2014 kończyłem 29 lat impreza była udana, choć ja już nie miałem złudzeń, że dni moich nerek są policzone. Zastanawiałem się ile jeszcze wytrzymam bez dializ. Wytrzymałem tydzień potem sam zgłosiłem się do mojego lekarza prowadzącego, żeby wypisał mi skierowanie do szpitala na klinikę nefrologii, gdzie dobrze mnie już znali. W końcu leczę się u nich nieprzerwanie już ponad 10 lat. Mniejsza jednak o to. Na klinice, na oddziale dostałem cewnik permanentny i termin na wytworzenie przetoki żylnej do dializ. I kiedy sobie tak przez weekend czekałem na to czy i kiedy mi wsadzą „permkata” (tak się mówi na cewnik permanentny). Pomyślałem sobie, a uwierzcie w szpitalu jest ogrom czasu na myślenie, „Co ja teraz będę kurwa robił, bo rumakowanie się skończyło i mam przejebane w chuj”. Podczas takich rozmyślań nad tym, co by tu i jakby tu, wróciły wspomnienia jak to jako mały chłopiec chodziłem z dziadkiem do jego pszczół. Koniec takiego wypadu był zawsze taki sam; płacz, śpik do pasa i co najmniej jedno żądło do wyciągnięcia. Taki obrót sprawy nigdy mnie jednak nie zniechęcał i zawsze szedłem po raz kolejny i kolejny i… Sam nie wiem co w pszczołach takiego było… Z perspektywy czasu wydaje mi się, że albo byłem masochistą już w tym wieku, albo kręciło mnie to co zakazane i niebezpieczne oraz niszowe. Super też smakował miód z woskiem do żucia i ten zapach, który towarzyszył pracy przy pszczołach… Ahhh…

a2_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

W szkole czytając wypracowania na polskim pt. „Jak spędziłem wakacje” chwaliłem się dojeniem krów, kierowaniem ciągnikiem, czy próbami ujeżdżania świni, nigdy jednak pszczołami. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że chyba tylko dla tego, bo wydawały mi się mało interesujące i wzbudzające zazdrość u moich kolegów z klasy, oraz dla tego, że każde takie wyjście kończyło się  wyciem i wyciąganiem żądeł. Taki finał to dla młodego faceta lat 7-8 totalna porażka, a wiadomo wakacje mają być pełne przygód, zwycięstw i męstwa. Z samego chodzenia do pszczół lubiłem najbardziej podkurzacz, który robił masę dymu. Można było nim dymić okrutnie i do tego rozpalić go samemu. To zaś oznaczało bezkarną zabawę zapałkami. Rozpalało się go papierem, próchnem i/ lub suchym krowim łajnem. To ostatnie paliwo, czyli suche krowie gówno, też nie było niczym do chwalenia się, podobnie jak podpatrywanie jak się prowadzi byka do krowy. Domowa cenzura w postaci mamy, która poprawiała mi błędy, by i tak czegoś takiego w wypracowaniu nie puściła. Ponadto nawet taki naturszczyk, jak ja zdawał sobie sprawę w swoim dopiero kształtującym się małym rozumku 8-latka, że pewne rzeczy narobią więcej kłopotów niż pożytku.

a7_Olek_Pszczoly_17sierpien2014_

Tak mi te wspomnienia zostały i gdzieś tam z tyłu głowy się kołatały, rosły, by wreszcie dojrzeć i pod wpływem choroby wykiełkować i nabrać kolorów i realnego kształtu w postaci pomysłu na życie. Kiedy opowiedziałem o tym rodzinie odbiór był, jak zwykle taki, jaki był za każdym razem kiedy wzdychałem sobie nieśmiało do pszczół. „A gdzie ty to postawisz?! Na balkonie?! Hahaha!” Ja zaś stwierdziłem, że teraz albo nigdy, wszelkie kpiny uśmiechy i politowanie oraz opowieści o balkonach olałem twierdząc, że „nie martwcie się”. Szybko, nie czkając aż dojdzie do mnie na co się porywam dowiedziałem się co i jak i zacząłem działać. Zadzwoniłem do jedynego pszczelarza jakiego znałem- taty mojego kumpla- pana Ryśka. Wypytałem go co i jak oraz czy mi pomoże zacząć. Kiedy pan Rysiek się zgodził. Pozostało czekać tylko na wypis ze szpitala. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu z kliniki to zamówienie pierwszych uli. Jakież było zdziwienie mojej mamy, kiedy na środku salonu zobaczyła ul. Wtedy uświadomiła sobie, że nie żartowałem z pszczołami i że z tym będzie jak z rybkami. Miało przejść po tygodniu, jak każdemu normalnemu dziecku. Nie przeszło. Rybki hoduję już 23 lata. Szybko skompletowałem cztery styropianowe ule. Potem odstawiłem do hodowcy żeby wsadził mi tam odkłady (taki zalążek rodziny pszczelej- matka i ok 2-3tyś pszczół). Potem doszły kolejne ule tym razem już drewniane, te poszły w góry. Tam pszczoły podarował mi brat mojego sąsiada, bardzo fajny facet, podobnie jak moi sąsiad i jego rodzina. A dwa kolejne ule też drewniane stoją rzeczywiście na balkonie, ale puki co są puste. Pierwszy rok hodowli poświęciłem na naukę: czytanie, pracę z pszczółkami pod okiem fachowców, pracę w pracowni, konferencje o pszczołach itd. Dlalej chcę rozwijać swoją pasję o ile i na ile zdrowie pozwoli, bo pszczoły są naprawdę fajne, dają dużo satysfakcji i MIÓD :).

DSC_1607

Od 18tego stycznia zaczynam zbierać pieniądze na stronie crowdfundingowej https://wspieram.to/ żeby kupić podstawowe wyposażenie do mojej własnej małej pasieki, bo póki co korzystam z życzliwości pana Ryśka, który udostępnia mi miejsce u siebie oraz swoją pracownię pasieczną. Ci którzy to czytacie „szerujcie” to dalej i dalej, bo fajnie, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że można pomimo choroby żyć w miarę pożytecznie i mieć swoją pasję.

Święta w wersji chill, każdego na to stać.

   Włączam internety, tv i czytam prasę i… czytam, że nikt nie lubi świąt. Dla każdego to utrapienie, stres, zmęczenie i w zasadzie zero radości. Dodatkowo wszędzie komercja,pogoń za zakupami i czas świątecznych poradników z cyklu „Jak mieć wyjebane i… udane święta”, „Pierdylion i jedna potrawa na świąteczny stół”, Zrób lub kup prezenty i opakuj je zajebiście jak szatan”,  „Jedź w pizdu i baw się dobrze, zamiast siadać na wigilie z rodziną” itd. itp.

Jedyny mój rysunek na święta jaki mam na tym kompie.

Jedyny mój rysunek na święta jaki mam na tym kompie.

Ja zaś uczę się świąt od nowa. Choroba pozwala mi na nowe spojrzenie na ten czas. Traktuje to jakoś tak bardziej rodzinnie mniej komercyjnie. Lubię spędzać czas z moją rodziną tym bardziej, że sam nie wiem ile mi go zostało. NIE mam ciśnień żeby było sianko i 12 potraw i pasterka, fajnie żeby opłatek się znalazł bo bez tego głupio jakoś, czekoladą się nie połamiesz przecież. Sianko… sianko to najlepiej na koncie, żeby było. Leki i dieta same się nie zapłacą, a uwierzcie bądź nie kosztują. np. teraz siedzę drugą dobę w szpitalu gdzie szaleje grypa, żeby dostać lek, bo w aptece koszt tego akurat specyfiku to; UWAGA- 1000 zł z jakimś hakiem.

Ale wróćmy do świąt i mojego podejścia. Nie denerwuje się, od szaleństw jest mama, chodź i jej jakoś z roku na rok przechodzi. Robimy jakby dwie wersje stołu wigilijnego, czyli takie jedzenie żebym ja mógł zjeść i żeby też inni pojedli. Dodatkowo trzeba kupić jakąś choinkę, ale też bez ciśnień 1-1,5m starczy. (Wyczekam przed wigilią, żeby była tańsza). Karpia też kupimy. Niby wszyscy piszą i deklarują, że nikt go nie lubi itd., a jakoś co roku sprzedaż rośnie i lud bierze nawet i po 5 sztuk. Swoją drogą co k… można zrobić z 5 żywymi karpiami?! – Ktoś lubi używać młotka. Bez kitu psychopaci są wśród nas :). prezenty kupiłem już jakiś czas temu przyjedzie sis kupi się jeszcze coś mamie i git. Wiemy co tylko trzeba wybrać i odstać w kolejce. Na następne święta zamówię wszystko online i będzie jeszcze mniej biegania i stresu. Święta mają być wesołe miłe i na luzie. 12 potraw?! Ludzie kto tyle żre?! Potem jest płacz i lament w tysiącach polskich domów, ŻE DUPA UROSŁA I SUKIENKA CO BYŁA DOBRA NA SYLWESTRA JEST ZA CIASNA, albo krzyki, że brzuchol rośnie w kwadratowym tempie.

Ja jak zwykle chcę iść na szopkę do franciszkanów. Jak zwykle pójdzie plotka, że będzie wielbłąd, ale go nie będzie. Jak zwykle się rozczaruje, bo nie będzie wielbłąda i że szopka marna, licha, jak stajenka co się w niej Jezusek urodził, ale co mi tam, idę. IDĘ I JUŻ!!! Sam nie wiem czemu ja to robię ja przecież nawet nie wierzę… Nic, trudno, chuj! Idę! Może w te święta, uda mi się z tata zagrać w szachy, po raz pierwszy od lat, albo nakłonić rodzinę do wspólnej gry w „Kolejkę” lub inną planszówkę czy choćby do wspólnego oglądania jakiegoś filmu na DVD. Jeśli się nie uda to trudno. Nic na siłę. Porobię coś sam.

Generalnie chcę powiedzieć, tak na półmetku tego wpisu, że święta są po to żeby było miło i każdy powinien się dobrze w ten czas bawić. Nie zmuszajcie się do robienia czegoś wbrew sobie i nie zmuszajcie do robienia danych rzeczy innych. Zaproponować i spróbować przekonać, ok, ale jak nie chcą to nie, trudno.

Teraz prezenty. Prezenty fajnie dawać i otrzymywać, ale bez cudowania. Upominek powinien być niezbyt drogi, dopasowany do obdarowywanego i przemyślany (Żadnych zwierząt pod choinkę. Przywiązywanie psa w lesie lub przerzucanie kota przez płot azylu to potem ciężka praca. To ani zwierzakowi nie służy ani jego właścicielowi.).

Choinka powód kłótni, i wszelkich zatargów. Każdy wie jaka ma być i jak ją ubrać i co ma na niej wisieć, żeby nie utonęło. U nas ostatnio właśnie tak jest, a najbardziej ortodoksyjna jest w tym względzie moja mama. Więc skoro lubi to zostawiam to jej. Ja już nie ubieram nawet jak mnie proszą czy każą, bo to robota głupiego. Mama i tak przyjdzie i spędzi godzinę przewieszając, żeby było „lepiej”. Kiedyś mnie to złościło, teraz bawi. Troszkę jak za komuny, robotę jednego robi dwóch. Każdy ma w domu domorosłego lub nie daj boże zawodowego dekoratora estetę, dajmy mu niech się wykaże w końcu to tylko choinka. Po świętach i tak chowamy ją do piwnicy lub ląduje na śmietniku lub wkopujemy ją gdzieś w nadziei, że się przyjmie. Ważne jest żeby nie poszła z dymem lub żeby nikt i nic jej nie rozwalił. Najważniejsze jest to co pod nią- prezenty :).

Wreszcie kuchnia. Słynne 12 potraw kto to zeżre!? Nie wystarczy rybka, barszcz, sałatka warzywna i coś na deser? Na pierwszy dzień świąt poprawka bo nie wszystko zeszło, na drugi dzień coś wcześniej zaplanować i ugotować ze zgromadzonych uprzednio składników, plus dobić ciastami i słodyczami  spod choinki, a trzeciego to już można iść do sklepu i kupić coś do jedzenia. Jest jeszcze opcja dla leniwych; w drugi dzień odwiedzić rodzinę i/lub znajomych i objeść ich troszkę, ewentualnie iść do restauracji na obiad, a resztę dnia opędzić kanapkami i jakimś świątecznym ciastem. I po świętach. Minimalistyczne, bezciśnieniowo, miło i dla każdego, a no i jest czas na przeżywanie, egzaltację itd.  Jak rodzina was wkurza to jakoś się wymanewrujcie z dłuższych posiadów. Krótki smal talk i do siebie pod byle pretekstem. Pamiętajcie zdrowie i odpoczynek (zwłaszcza dla nerwów) to podstawa. Święta można spędzić naprawdę super pod warunkiem, że ma się do tego tematu dystans i odpowiednie nastawienie.

Wesołych Świąt i mokrego karpia. :) !!!

Cyrk Motyli- czyli siła i zajęcie.

   Nowy wpis. Wreszcie się udało. Troszkę to jak zwykle trwało, ale jest. No i super. Dziś o tym czemu piszę nieregularnie i czemu warto mieć jakieś zajęcie.

cyrk motyli

cyrk motyli

   Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie to rzeczywiście piszę raz więcej, a raz mniej. Często spowodowane jest to tym, że nie najlepiej się czuję lub zwyczajnie mam sporo na głowie.

    Tak wyobraźcie sobie, że bezrobotny rencista może mieć tyle na głowie i tyle zajęć, że po prostu nie ma na nic czasu. Zabawne, ale to fakt. Samo przesiadywanie na dializie plus dojazd i powrót z niej oraz to razem ok 6,5 do 7 godzin. Do tego dochodzą wizyty kontrolne, rehabilitacja załatwianie wszystkiego w NFZ i urzędach, osobiście, bo systemy informatyczne to są, ale nie dla petenta.  No i doba się kurczy. Ja dodatkowo poza pracowitym okresem ostatnio mam jeszcze kilka rzeczy które wypełniają mi mój czas, po to abym nie myślał o chorobie i o swojej mało ciekawej sytuacji.

   Zająłem się pszczołami i to mnie strasznie kręci. Zbieram środki na porządną pasiekę, bo na razie gościnnie korzystam z pasieki i pracownie pana Ryszarda Teski. Piszę też biznesplan jak ona ma funkcjonować itd. Do tego chcę nagłośnić swoją historię, bo marzy mi się być jak Nick Vujicic. Co prawda mam troszkę inne podejście do tematu motywacji w kilku względach, ale generalnie idea jest ta sama- chcę i potrafię motywować więc czemu bym miał na tym nie zarabiać i nie mieć w ten sposób na leczenie i godne życie. Renta i kombinowanie na fuchach to nie jest godne życie.

   Świetnie sobie radzić z taką ciężką chorobą, być upartym w dążeniu do celu i mieć / być konstruktywnie wkurwionym na rzeczywistość, to jest naprawdę dużo, a umieć to przekazać, opowiedzieć o tym i nauczyć tego jest warte jeszcze więcej. Już o tym opowiadam i uczyę tego ludzi, że złość można, a nawet trzeba przekuć w jakieś działanie, bo inaczej cie to zeżre. Ja się wkurwiłem i powiedziałem sobie teraz, albo nigdy i kupiłem pierwszy ul. Potem 2gi, 3ci, 4ty… i tak mam 8 (pszczoły są tylko w 5ciu, na razie) jeszcze 12 ziemia, sprzęt do pracowni pasiecznej, ścieżka edukacyjna dla dzieci i młodzieży, kursy dla dorosłych, plus możliwość uczestniczenia w pracy pasieki dla chętnych i jestem w domu. A jeszcze o gadżetach, linii koszulek i wyrobach pszczelich bym zapomniał. Sporo co? Może, ale jeśli się uda będzie to moje. Pewnie, że trzeba na to wyżebrać, uzbierać itd. Czego jednak nie robi się dla marzeń? Zbieram od dwóch lat 1% na siebie (a w zasadzie na leki, dietę i rehabilitację) mogę równie dobrze też zbierać na pasiekę. Bardzo lubię ten mój pomysł z pszczołami. Produkcja miodu, to produkcja konkretnego dobra jak stali czy chleba. Bez wielu współczesnych zawodów można by się obejść są to zawody zapchajdziury. Jednak jeśli ktoś coś konkretnego produkuje na co jest popyt to jest on mega-pożyteczny niczym pszczółka. Taka jak te moje, a ja chcę dawać i dzielić się swoim doświadczeniem, historią i siłą (puki ją mam) z innymi. Stąd ten tekst, stąd pomysł na pszczoły i stąd pomysł na bycie mówcom jak Nick Vujicic. Swoją drogą widzieliście jak on wygląda? Powiem wam tak on jest na zewnątrz taki jak ja w środku. Sam nie wiem co gorsze nie mieć rąk i nóg czy żyły wrotnej. Paradoksalnie moja wada rozwojowa jest rzadsza i trudniejsza do wykrycia i ogarnięcia przez współczesną medycynę. Nick za to nie może się po tyłku sam podrapać, umyć czy siąść na klopa, ale nieporównanie lepiej sobie radzi. Ma już żonę (całkiem ładną) i dziecko (normalne i zdrowe) no i kasę na leczenie i utrzymanie, a do tego daje ludziom ogrom wiedzy i nadziei motywując ich do życia i działania. WOW!!

Na koniec polecam obejrzeć film „The Butterfly Circus”. To tylko 20 min., ale za to mega-inspirujących i motywujących. Mnie się podobał i dał niezłego kopa na przód.